sobota, 4 listopada 2017

.42

Liam miał rację. Po cichu liczyła, że „nie tak szybko” to po prostu znaczy trochę później niż zwykle. Godzinę, dwie, trzy... Myślała, że wieczorem zjawi się klnąc na swoich pracowników, ale w domu panowała dziwna cisza. Żadnego trzaśnięcia drzwiami, żadnego szumu auta. Nic. A najbardziej brakowało jej „cześć mała” wypowiedzianego lekko ochrypłym głosem. To wszystko było takie dziwne. Dlaczego nie powiedział jej, że wyjeżdża? Dlaczego pozostali wiedzieli? Kiedy wróci? Co jej powie gdy wróci? Będzie się tłumaczył, czy przemilczy temat? Gdy następnego ranka obudziła się po kiepsko przespanej nocy w swoim pokoju miała wrażenie, że jedyną emocją, którą odczuwa jest zdziwienie. Jej głowę wypełniały pytania, na które nie było odpowiedzi. Chciała zerknąć do jego pokoju, czy nie wrócił, ale odbiła się od zamkniętych drzwi. Zeszła na dół, żeby upewnić się, że nie ma go tam, ale na dole kręcił się tylko blondyn.
- Liam wyszedł, żeby coś sobie pozałatwiać, a Harry gdzieś polazł wczoraj wieczorem i jak dotąd nie wrócił, więc jak sądzę odwiedza jakąś... koleżankę... także mamy dom dla siebie. Proponuję zamówić dziś na obiad pizzę, żebyśmy mogli w spokoju oddać się lodowemu szaleństwu przy maratonie „Big bang theory”.
- Na serio chcesz to oglądać?
- Tak. A ty ze mną. Sprawdziłem, że leci dzisiaj przez cały dzień.
- Świetnie.
- Więcej entuzjazmu. Mamy zapas lodów i sosu czekoladowego.
- Nie chcę sosu.
- Przecież lubisz czekoladę.
- To lodów też nie chcę i wracam na górę.
- Nie, Ivy, czekaj. Co będziesz robić sama na górze? - Kolejne pytanie, na które nie miała odpowiedzi. Westchnęła cicho i mruknęła:
- Ale nie przynoś sosu.
- Ok. - Chłopak podniósł ręce w obronnym geście.
Po trzech odcinkach i opróżnieniu kubełka lodów, Ivy spojrzała na Nialla i w końcu wypowiedziała na głos to, co ją męczyło:
- Dlaczego mi nie powiedział? - Niall przyglądał się jej ze zrozumieniem, ale pokręcił głową.
- Ivy, ja naprawdę nie mam pojęcia. Jak dla mnie zachował się jak kretyn i sam tego nie rozumiem. Wiesz, nam też dużo nie wyjaśniał, ale to, że jedzie powiedział.
- Tylko, że wczoraj, jak wstawał to powiedział, że za chwilę wraca... - Dziewczyna westchnęła zrezygnowana i przygryzła wargę próbując znaleźć jakikolwiek rozsądny argument, dla którego brunet miałby nie mówić jej prawdy.
Nie traktuje cię poważnie. Normalni ludzie, których cokolwiek łączy mówią sobie takie rzeczy. Przecież to nie tak, że coś ukradł czy kogoś zabił... „Wyjeżdżam na kilka dni, mała”. Tak trudno było sklecić takie zdanie? Traktuje cię jak dzieciaka, który nie musi nic wiedzieć. Westchnęła ponownie, ale w jej oczach mimowolnie zakręciły się łzy. Myślała, że chłopakowi zależy na niej, ale teraz jedynym rozsądnym argumentem wydało się jej to, że po prostu to wszystko nie jest na poważnie. Chwilę jeszcze siedziała bez ruchu, aż wreszcie odwinęła się z koca, którym przykrył ją Niall i wstała, kierując kroki na korytarz.
- Ivy! Gdzie idziesz?!
- Zaczynam za bardzo analizować... Idę na górę... - Mruknęła.
- I co będziesz robić na górze? Może mi powiesz, że jak zostaniesz sama, to będziesz mniej o tym myśleć?
- Nie wiem...
- Nie, będziesz jeszcze bardziej analizować. Wiesz, rezygnowanie z czekolady nie było dobrym krokiem. Siadaj z powrotem, a ja przyniosę więcej lodów, ale tym razem nie przyjmuję tego twojego śmiesznego „nie chcę sosu”...
- Niall, to nie jest kwestia...
- Siadaj i czekaj na mnie. - Chłopak wyszedł z salonu, a Ivy stała nie zamierzając usiąść, ale też nie mogła zdecydować się na wyjście. - No już, co tak stoisz? Siadamy z powrotem. - Mruknął Niall łapiąc dziewczynę za ramię i poprowadził ją do kanapy. Wręczył jej pudełko lodów, które sam otworzył i utopił w sosie czekoladowym, a potem wyjął z kieszeni tabliczkę czekolady i wrzucił na górę jeszcze kilka kostek.
- Przez ciebie będę gruba... - Mruknęła.
- Dzięki mnie będziesz szczęśliwa. - Blondyn zamilkł i ze zmarszczonymi brwiami powtórzył proces ulepszania lodów na swoim pudełku, a po chwili ciszy ponownie się odezwał. - Wiem, że czasem zachowuje się głupio, ale w końcu to... nic takiego... To znaczy, no wiesz... wróci. To nie tak, że mógłby cię zdradzić, czy coś...
- Pewnie, skoro nie traktuje mnie poważnie, to nie miałby czego zdradzać...
- Dlaczego mówisz, że nie traktuje cię poważnie? Ivy, odkąd go znam, nie traktował żadnej dziewczyny tak poważnie jak ciebie.
- Od kiedy planował ten wyjazd?
- Eeee... no... jakoś chyba po waszym powrocie... nie wiem dokładnie...
- I naprawdę nie mógł mi powiedzieć? Niall, może dla ciebie, dla niego to normalne, może za bardzo się czepiam, ale po prostu to siedzi w mojej głowie...
- Ivy, Zayn na pewno wyjaśni ci dlaczego, gdy wróci.
- Wiesz, nawet nie wiem czy chcę słuchać jego wyjaśnień. Może zniknę jak on w międzyczasie i zobaczymy jak się poczuje.
- Nawet tak nie żartuj.
- Nie żartuję. Jakby go to obchodziło, to nie robił by mi czegoś takiego, nawet nie odezwał się czy dojechał, czy wszystko w porządku... a jeśli go to nie obchodzi, to przecież jaka różnica gdzie będę.
- Ivy, proszę cię... nie mów tak.
- Ni, mnie tu od początku nie miało być!
- Ale jesteś i nie możesz teraz tak wszystkiego skreślić.
- Czego?
- Naszej przyjaźni. Tego, co łączy cię z Zaynem...
- Czyli niczego.
- Chcesz czy nie zżyliśmy się i nie chcę, żebyś znikała. I wierz mi, że Zayn też tego nie chce. Daj mu szansę to wyjaśnić.
- Niedobrze mi od tych lodów. Idę na górę. - Mruknęła i szybko ulotniła się do swojego pokoju. Na zmianę wkurzała się na Zayna, na siebie, na Nialla, a potem ogarniał ją smutek. Jej mózg popadał w paranoję i robił dokładnie to, czego nie cierpiała w zachowaniu dziewczyn: tworzył teorie, scenariusze, analizował. Wiedziała, że gdyby ktoś zapytał ją jako osobę trzecią, co powinna zrobić dziewczyna w takiej sytuacji, to odpowiedziałaby bez wahania, że powinna dać mu wytłumaczyć. Ale teraz wydawało jej się to co najmniej złym rozwiązaniem, tym bardziej, że go tu nie było. Po pierwszej fali, gdy emocje dziewczyny zmieniały się ze smutku w złość i odwrotnie, Ivy wpadła w totalną dezorientację. Już nie wiedziała, czy jest zła na Zayna, czy tęskni... Dopiero po kolejnych dwóch dniach zaczęła powoli uświadamiać sobie, że się boi. Jej mózg wyczerpał możliwości analizowania i oddał się jednej namolnie wracającej myśli:
a jeśli nie wróci? Wcześniej nie wiedziała, co zrobi jak brunet wróci, ale teraz powstała w jej głowie przerażająca myśl. Co jeżeli zniknął i ją zostawił? Jeżeli nie wróci? Gdy czwartego dnia po wyjeździe chłopaka ta myśl pojawiła się w jej głowie i cały dzień za nią chodziła, wreszcie nie wytrzymała i ze łzami w oczach poszła do Nialla i bez słowa przytuliła się do niego zaczynając łkać w jego bluzę. Chłopak, który trochę z niepokojem obserwował dziewczynę przez ostatnie dni, chyba podświadomie rozumiał, że Ivy doszła do nowego etapu i nic nie mówiąc dał się jej wypłakać.
- Niall, czy ja zwariowałam? - Szatynka odkleiła mokry policzek od ramienia blondyna i wpatrzyła się w jego jasne oczy.
- Nie, po prostu zależy ci na nim i tęsknisz. On też tęskni. Zobaczysz, wróci.
- A co jeśli nie wróci? - W jej głosie pojawiło się drżenie zwiastujące kolejną falę płaczu, więc na moment zamilkła, żeby się uspokoić. - … Czy człowiek może tak reagować w ogóle? Nie rozumiem tego... weźcie mnie do jakiegoś psychiatry... byłam w związku i to tak nie wyglądało...
- Ale byłaś w złym związku... teraz jesteś w dobrym...
- W jakim dobrym związku facet zostawia dziewczynę bez słowa i znika?
- Ivy... wiem, że za nim tęsknisz. Wiem też, że on za tobą też.
- Jasne... na pewno tęskni... - Burknęła, chociaż jej głos nie mógł teraz wyrażać niczego innego poza smutkiem i rozżaleniem. - Zobaczymy czy jak wróci i nie dam mu się dotknąć to będzie mu miło.
- Nie bądź taka okrutna dla niego... założę się, że jak się tu pojawi to pierwsze, co zrobi to cię dotknie. On ma tak czasami w pracy... musisz to zrozumieć...
- Ja nie mam nic do tego, że ma tak w pracy, tylko... Teraz już chciałabym, żeby przynajmniej dał znać... Czemu w ogóle się nie odzywa? Jakby się rozpłynął... -
Jakby nie zamierzał wracać. Ivy nie umiała ponownie powstrzymać łez i kolejny raz wtuliła się w mokry materiał na ramieniu blondyna, któremu nie pozostało nic innego niż przytulenie dziewczyny i pozwolenie jej wypłakać się.

piątek, 3 listopada 2017

.41

Przyszedł do niej. Nie wiedziała kiedy, ale rano robił za jej poduszkę. Tylko lekko rozbudzona poczuła ciepło i bicie jego serca pod skronią. Nie mogła się tym jednak zbyt długo nacieszyć, nawet nieświadomie, bo po chwili, przynajmniej w jej zaspanym odczuciu, zaczął delikatnie zsuwać ją z siebie i przestał tylko na moment, gdy zaczęła mruczeć, żeby nie odchodził. Zayn uśmiechnął się pod nosem, przewrócił ich tak, że górował nad nią i pocałował ją, ale zbyt szybko oderwał się od dziewczyny i wstał. Ivy, nieusatysfakcjonowana uniosła powieki i zobaczyła chłopaka, który w akompaniamencie jej westchnięcia wychodził z pokoju. Wydawało się, że jego emocje chyba trochę się uspokoiły, co było dobrym znakiem. Była też ciekawa, jak poszło spotkanie ubiegłego wieczora, więc po jakiejś chwili wahania, czy jest sens opuszczać ciepłe łóżko wychynęła spod kołdry i powolnym krokiem udała się do kuchni. Lekko zdziwiła się widząc tam Nialla, który nie był rannym ptaszkiem, choć wstawał zdecydowanie wcześniej niż Harry. Dopiero, gdy spojrzała na zegar wiszący na ścianie stwierdziła, że było dużo później niż się jej wydawało i to brunet musiał być spóźniony, ale pomyślała, że może to przez późne spotkanie. Zayn, już ubrany, zjawił się w kuchni kilka minut po szatynce i pierwszym co zrobił było załączenie ekspresu do kawy, a drugim pociągnięcie dziewczyny do krzesła i posadzenie jej sobie na kolanach. Nie odezwał się do niej, tylko siedział zamyślony, lekko pocierając kciukiem udo Ivy. Niall, który na moment opuścił pomieszczenie, wrócił naciągając na siebie bluzę, spojrzał na siedzącą dwójkę i chwilę przyglądał się im skonsternowany, zanim wypalił:
- Zayn, czy ty masz szczepienie na wściekliznę?! - Dwie pary tak samo zdziwionych oczu zwróciło się na blondyna, gdy ten podszedł i pociągnął lekko za dekolt koszulki dziewczyny odsłaniając zaczerwieniony ślad na skórze szatynki. - Bawisz się w jakiegoś, kurwa, wampira?!
- Niall, odwal się. - Niall otworzył usta, a gdy szatynka lekko pokręciła głową, zrezygnował z mówienia czegokolwiek i ze zmarszczonymi brwiami i wyrazem niezadowolenia na twarzy wyszedł z kuchni. Gdy znowu zostali sami brunet nachylił się nad dziewczyną i delikatnie przejechał opuszkami palców po jej szyi, na co lekko drgnęła, gdy poczuła pieczenie. - Przepraszam, nie wiedziałem, że tak mocno... - Brunet wyglądał na skruszonego, ale dziewczyna wzruszyła tylko ramionami.
- Nie przejmuj się, nawet nie wiedziałam, że coś tam mam...
- Będziesz miała ślad przez dobrych kilka dni...
- Daj spokój... Sama wczoraj... - Spojrzała na swoje ręce i uśmiechnęła się pod nosem. - Sama się wczoraj pogryzłam. - Mruknęła unosząc do góry dłoń, na palcu której również miała lekkie ślady własnych zębów. Brunet złapał jej dłoń i pocałował ślad na jej kostce.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałem. Chyba nie powinienem był wczoraj przychodzić...
- Dlaczego? - Zapytała z nutą żalu w głosie i spojrzała na niego smutno.
- Chyba czasami byłoby dla ciebie lepiej, żebym był dalej. - Wzniósł wzrok, ale nie spojrzał w jej oczy tylko na skórę zaraz nad jej obojczykiem.
- Cieszę się, że przyszedłeś... i że byłeś w nocy... lepiej mi się z tobą śpi. - Mruknęła cicho. Brunet jeszcze chwilę milczał, a potem pocałował ją w skroń i wstał zsadzając dziewczynę ze swoich kolan. Podszedł do ekspresu, który już od kilku minut sygnalizował gotową kawę, wypił gorzki, rozbudzający napój i sprzedał dziewczynie tak smakujący pocałunek, na który skrzywiła się, wywołując lekkie rozbawienie bruneta.
- Musisz nauczyć się pić kawę.
- W życiu.
- Nawet jeżeli będę cię co rano całować po kawie?
- To chyba przestaniesz mnie widywać rano. Nie możesz zacząć pić porannej gorącej czekolady? Ma podobny kolor.
- Wiesz, obecnie gorąca czekolada kojarzy mi się z jednym i nie ma powodu, dla którego miałbym o tym myśleć, gdy cię zostawiam idąc do pracy, bo chyba musiałbym cię zatrudnić i zacząć wykorzystywać w pracy.
- Możesz mnie zatrudnić. Będę ci przynosiła gorącą czekoladę. - Dziewczyna uśmiechnęła się niewinnie.
- I siebie. Mam fajne biurko. - Chłopak oblizał wargi, z uśmiechem pokręcił głową i jeszcze raz musnął jej usta zanim zdążyła się uchylić. - Na razie, mała. - Mruknął, a zaraz potem zniknął na korytarzu. Dopiero jakiś czas po jego wyjściu do kuchni wrócił Niall, nadal z wyrazem konsternacji na twarzy.
- Na serio cię ugryzł?
- Tak wyszło.
- Tak wyszło? Niby jak?
- Ni, jesteś dla mnie jak brat, więc nie będę ci tego opowiadać... - Mruknęła czując jak na jej policzki wpływa lekki rumieniec. - Chcesz jajecznicę na śniadanie?
- Zmieniasz temat.
- Tak. To chcesz czy będziemy tu tak na głodno siedzieć?
- Chcę. - Mruknął patrząc na nią nieufnie, ale gdy po kilkunastu minutach zapchał się jajecznicą, jego nastrój znacząco się poprawił. Zaproponował nawet dziewczynie wyjazd na zakupy, bo ich zapas nutelli właśnie się kończył, a Ivy odkryła ze zdziwieniem, że mają do dyspozycji jakieś inne auto, poza tym, które należało do Zayna. Niall tłumaczył jej, że długo stało w warsztacie i dopiero niedawno je odebrali, więc niezależnie od bruneta mogli podjechać do centrum. Korzystając z tego, że nic ich nie goniło do domu wybrali się do kina mieszczącego się w centrum handlowym i chociaż jakiś czas kłócili się czy lepiej pójść na komedię czy film fantasy, trafili ostatecznie na film dla dzieci i oboje byli z tego faktu nadmiernie zadowoleni. Wróciła uśmiechnięta i w progu salonu wpadła na bruneta, który zdążył wrócić z pracy. Siedział z nią w kuchni, gdy zaczęła przygotowywać obiad, ale nie odzywał się za dużo, raczej przyglądając się dziewczynie, a gdy dołączył do nich Niall, wyparował i nie widziała go do momentu jedzenia, a po późnym obiedzie znowu zniknął, prosząc Liama o pomoc. Gdy razem z Niallem skończyli oglądać maraton kreskówkowy i zwlekła się na górę ziewając, z ręką na klamce zatrzymała się pod drzwiami słysząc rozmowę bruneta z szatynem, więc niechętnie wycofała się znowu do swojego pokoju. Tam umyła się i położyła się na łóżku z książką i wcale nie chciała przed sobą przyznać, że książka była tylko pretekstem do czekania na chłopaka.
- Już nie chcesz ze mną spać? - Mruknął przytulając się do jej pleców. Znowu znalazł się obok niej bezszelestnie.
- Myślałam, że jesteś zajęty, więc nie chciałam przeszkadzać.
- Trzeba było przyjść. Wiesz, że zawsze masz wstęp do mojego pokoju. Jakbym nie chciał, żebyś tam wchodziła to bym go zamknął. Ale teraz to może lepiej, bo trochę tam porozrzucałem...
- Coś się stało?
- Nie, po prostu... szukałem rzeczy i tak jakoś wyszło...
Ivy obróciła się na plecy i zobaczyła jak brunet ściąga z siebie koszulkę i spodnie, i zaraz potem położył się obok niej, przyciągając dziewczynę do swojego ciała. Tak, takie zasypianie zdecydowanie jej odpowiadało. Rytm wybijany przez jego serce był chyba najlepszą kołysanką, jaką mogła sobie wyobrazić...

Poczuła delikatne muśnięcie na ustach. Jej dłonie znając już tę drogę tak dobrze, podążyły w górę jego ramion, aż na kark. Miała wrażenie, że chłopak uśmiechnął się lekko, ale nie otwierała oczu żeby to sprawdzić. Pochylił się nad nią jeszcze mocniej i oparł swoje czoło o jej. Do nosa Ivy doszedł zapach mydła zmieszanego z perfumami, więc zdziwiona uchyliła lekko powieki spoglądając na bruneta.
- Wstałeś już? - Zachrypiała cicho.
- Tak... Muszę coś załatwić. - Mruknął nie odrywając się od szatynki.
- Wychodzisz? Teraz?
- Tak.
- Na długo? - Jęknęła z żalem w głosie zaciskając mocniej dłonie na karku Zayna, jakby chciała przyciągnąć go bliżej siebie.
- Tylko na chwilę. Śpij mała. Wrócę do ciebie. - Znowu musnął jej usta, ale tym razem trochę mocniej, chociaż, ku jej niezadowoleniu, równie krótko, bo oderwał się od niej zanim oddała pocałunek. Odsunął się tyle, na ile pozwalały mu jej ręce oplecione na jego karku. Na moment zawisł wpatrując się w dziewczynę, a potem delikatnie ściągnął dłonie Ivy i wyprostował się do końca. Usłyszała jeszcze ciche westchnięcie, a po chwili ciszy odgłos kroków rozniósł się po pokoju i cichy trzask zamykanych drzwi obwieścił zniknięcie chłopaka.
Ivy wstała dopiero po dłuższej drzemce i wyjście bruneta potraktowała prawie jak senną wizję. W końcu zebrała się jednak i powoli zeszła do kuchni, gdzie zastała całą trójkę chłopaków. Trochę się zdziwiła, gdy zobaczyła, że nawet Harry zdążył wstać, ale tym razem sama przespała kawałek dnia.
- Co tam? Zayn nie dał ci w nocy spać? - Harry odezwał się jako pierwszy uśmiechając się sugestywnie.
- Nie... dlaczego? To ty zwykle wstajesz jakby ci ktoś przeszkadzał...
- Myślałem... a nic... - Przyglądała mu się chwilę, ale chłopak tylko wzruszył ramionami i sięgnął po kawę, która przed nim stała.
- A gdzie Zayn? - Szatynka wróciła myślami do ostatniej rozmowy z brunetem i zaczęła zastanawiać się czy mógł już wrócić, jeżeli miał wyjść na krótko.
Liam wymienił dziwne spojrzenie z Niallem i z pewnym zdziwieniem zapytał:
- Nie mówił ci? - Dziewczyna pokręciła głową. - Co za tuman... Wyjechał.
- Wyjechał? Myślałam, że tylko na chwilę...
- Miał sprawę w pracy...
- A kiedy wróci?
- Nie wiem, Ivy. Chyba nie tak szybko...

niedziela, 11 czerwca 2017

.40 "analizy"

Liam i Zayn wrócili dopiero późnym popołudniem, dyskutując zawzięcie o czymś i trochę spierając się o to, czy coś jest dobrym pomysłem, czy komuś można zaufać. Zayn wciąż był wyraźnie zły, a Liam usiłował podawać mu jakieś rozsądne argumenty, które nie zawsze były przez bruneta przyjmowane. Ivy słyszała ich tylko przez moment, bo niedługo po przyjściu przenieśli się na górę i tam pozostali przez kilka godzin. Ona siedziała z Niallem w salonie i w jakimś momencie wyrwało jej się westchnięcie lekkiego zawodu, przez to, że Zayn wrócił i nawet nie zajrzał, żeby się przywitać. Blondyn spojrzał na nią i przyciągnął ją bliżej siebie.
- Wolę, żeby wkurzał się przy Liamie niż przy tobie, wiesz... ale przyjdzie do ciebie, przecież nie odpuści... - Nie wiedziała skąd wiedział, co ją frustrowało, ale trafił.
- Wiesz, Ni... to trochę śmieszne, ale ja właściwie nie wiem kim my dla siebie jesteśmy...
- Ty i ja? No wiesz... chyba nie wypierasz się mnie?
- Nie, ty jesteś moim bratem, to już otwarcie ustaliliśmy. - Zaśmiała się z udawanego oburzenia blondyna, ale potem spoważniała i przygryzła wargę. - Nie... chodzi mi o niego. - Powiedziała cicho. - To jest trochę... głupie, wiem... ale jak byłam wcześniej w związku to mój były ciągle mówił, że jestem jego dziewczyną i tak dalej... wiem na czym stałam... a z Zaynem... nie wiem jak to powiedzieć... mieszkam tu i w ogóle, ale nie wiem czy... dobra... to głupie, niepotrzebnie zaczynałam... - Skończyła zrezygnowana, a blondyn milczał przyglądając się dziewczynie.
- Chyba wiem, o co ci chodzi... On ci chyba tego nie powie...Ale pamiętaj, że już pierwszego dnia komuś dostało się tylko dlatego, że się na ciebie patrzył. Nie wspominam już o Harrym, któremu dostało się nie raz. Chyba... nie powinnaś oczekiwać od niego wyznań... on po prostu... raczej ci nic nie powie... zwykle tak jest, że Zayn ustali sobie coś w głowie i uważa to za stan rzeczy, nie tłumaczy nic nikomu... patrz bardziej na to, co robi... nie zmieniam zdania, że boję się o ciebie, ale też jeżeli ktoś miałby prawo korzystać z tytułu „dziewczyna Zayna” to wierz mi, że tylko ty... jakbyś czegokolwiek chciała, to on ci to zaraz załatwi...
- Chciałam pracę... - Mruknęła, chociaż wcześniejsze słowa blondyna trafiały w jej problem.
- Widzisz... tak to jest z kobietami... chcą zawsze tego jednego, czego facet nie chce albo nie może im dać... - Westchnął uśmiechając się do dziewczyny. - Nie mogłaś go poprosić o diamenty, auto albo markową torebkę?
- Nie, po co?
- Nie wiem... ale dziewczyny chyba lubią takie rzeczy. - Ivy wzruszyła ramionami.
- Myślisz, że spędzi cały wieczór gadając z Liamem o pracy? - Właśnie to był dla niej, między innymi, problem, nie czuła się wystarczająco pewnie, żeby po prostu pójść i wpakować się Zaynowi do pokoju, bo mógł załatwiać jakieś ważne sprawy, a ona nie czuła posiadania statusu kogoś na tyle ważnego, żeby mu przeszkadzać.
- Nie wiem... możesz pójść zobaczyć... - Szatynka wstała, przeciągnęła się i skierowała swoje kroki na górę i stwierdziła, że znowu towarzyszy jej to podejrzane uczucie, jakby coś ją martwiło albo niepokoiło. Nie wiedziała z czego dokładnie wynika, ale chyba męczyło ją już od rana. Stanęła przed drzwiami pokoju bruneta i stwierdziła, że zalega tam cisza, więc pchnęła drzwi i zobaczyła, że Zayn jest w środku i siedzi przy biurku wpatrując się w komputer, a o biurko oparty jest Liam, który pierwszy zauważył dziewczynę.
- Cześć Ivy. - Mruknął nieco zmęczonym głosem, na co w jej stronę odwrócił się również brunet.
- Heej... ymm... - Była trochę speszona, że im przerwała, bo brunet nie wyglądał na zachwyconego jej widokiem i dlatego nie chciała mówić, że przyszła tylko zobaczyć Zayna, więc zapytała: - Nie chciałam wam przeszkadzać, ale... nie chcecie czegoś zjeść? - Jej głos brzmiał jakby była przestraszona, przynajmniej takie wrażenie sama odniosła, gdy usłyszała słowa wypływające z jej ust.
- Na razie nie, ale dzięki za propozycję. - Powiedział Liam po krótkiej chwili. Dziewczyna tylko pokiwała głową i ulotniła się z pomieszczenia poświęcając jeszcze jedno krótkie spojrzenie Zaynowi. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, więc jeszcze na jakiś czas wróciła do Nialla, a potem poszła do pokoju, który zajmowała, zanim przeniosła się do Zayna i tam w końcu zasnęła.
Rano wstała jakby jeszcze trochę bardziej sfrustrowana, znowu budząc się sama i mając poczucie, że Zayn do niej nie przyszedł. Wczoraj poświęcił jej ledwo jedno niezadowolone spojrzenie i nie przyszedł do niej spać... Przez umysł Ivy przemknęło niedobre uczucie, że może brunet uważa, że to przez nią i to że wyjechali ten człowiek przyszedł jak go nie było... Wiedziała, że nie jest to do końca przemyślany powód, ale jakoś nie mogła wyzbyć się poczucia, że Zayn ma coś do niej... W końcu nawet gdy był zły na cały świat to z nią spał. Prawdopodobnie za bardzo analizowała jego zachowanie, ale po weekendzie, gdy miała go cały czas koło siebie, teraz tym bardziej brakowało jej chłopaka obok. Zmarnowana po porannych przemyśleniach zwlokła się na dół. Próbowała nie dawać po sobie poznać, że coś ją męczy, ale było to trudne. Zayna nie było, ale tym razem pojechał do pracy sam, więc spotkała w salonie szatyna z laptopem na kolanach rozłożonego na kanapie i Nialla w kuchni, który czekał już na nią z produktami na naleśniki i szerokim uśmiechem. Normalnie jego nastrój był zaraźliwy, ale tym razem musiała się trochę zmuszać do słuchania go. Zayn natrętnie wracał do jej głowy i w końcu chyba wypisało się jej to na czole, bo w jakimś momencie Niall zamilkł, a gdy spojrzała na niego po chwili ciszy, zapytał:
- Co się dzieje? Naleśniki z nutellą to szczęście. - Szatynka westchnęła i mruknęła:
- Wiem, Ni... mam chyba za mało nutelli na naleśnikach...
- Przyniosę kolejny słoik, ale powiedz mi co się dzieje?
- Nie chcesz tego słuchać, bo to głupie...
- Wierz mi, że chcę. No, dawaj.
- Ale to jest naprawdę głupie.
- Mów.
- No bo chodzi o Zayna...
- Tak myślałem.
- Mogę dalej nie mówić?
- Mów.
- No bo...
- Ivy, no powiedz, nieważne jak głupie by to nie było.
- Dobra... chyba ubzdurałam sobie, że Zayn jest na mnie zły, czy coś...
- No, to głupie... Jest większa szansa, że byłby wściekły na naszą trójkę i całą populację na kuli ziemskiej, niż na ciebie.
- Ale...
- Nie no, Ivy naprawdę... wierz mi.
- W co ma ci wierzyć? - W drzwiach kuchni pojawił się Liam.
- W nic.
- Ona myśli, że Zayn jest na nią zły. - Powiedzieli równocześnie. Liam spojrzał na nich lekko zaskoczony, a potem powiedział:
- Zayn? Na ciebie? Nie. Na cały świat, ale nie na ciebie.
- Widzisz, mówiłem.
- A dlaczego tak myślisz?
- Nie wiem... wczoraj się nie odzywał, a ja jestem dziewczyną i mój mózg robi różne takie dziwne analizy...
- A wiesz... jest zdenerwowany, bo chyba będziemy mieć dzisiaj spotkanie tu w domu w sprawie interesów, a Zayn nadal nie jest przekonany do tych ludzi, więc... będzie jeszcze dzisiaj cały dzień chodził taki... ale nie martw się... jeżeli spotkanie wyjdzie to nawiążemy współpracę i Zayn się uspokoi trochę, a jeżeli nie wyjdzie to nie nawiążemy i Zayn już nie będzie się z nimi kontaktować, więc prawdopodobnie też się uspokoi.
- Czyli to znowu praca?
- Zdecydowanie. - Liam uśmiechnął się do dziewczyny. - Wczoraj dość długo gadaliśmy i nie wiem, czy Zayn w ogóle poszedł spać, a jeśli tak to na krótko, bo wychodził dosyć wcześnie. Także może być dodatkowo bardziej zrzędliwy, bo niewyspany. - Ivy trochę się uspokoiła, bo już wiedziała dlaczego Zayna z nią nie było, chociaż to dziwne uczucie jej nie opuściło, bo była świadoma, że Zayn, gdy wróci nadal będzie w złym nastroju. A brunet w złym nastroju jakoś dziwnie sprawiał, że dziewczyna czuła się jakby mniejsza i bardziej przestraszona. Trochę z tym założeniem chodziła po domu do przyjścia Zayna, a gdy posępny brunet wkroczył do domu rzuciła mu kilka niepewnych spojrzeń, aż stwierdzając, że w niczym nikomu nie pomoże, trochę w ramach ucieczki wymknęła się do swojego pokoju. Będąc na górze chciała już odruchowo skierować się do pokoju chłopaka, ale potem zawróciła, bo pomyślała, że gdyby czegoś przed tym swoim spotkaniem potrzebował, to będzie tam przychodził, a wolała dać mu święty spokój. Przez chwilę próbowała zająć się czytaniem jednej z pozostawionych tam książek, ale ostatecznie zrezygnowała, wzięła długą kąpiel i położyła się spać, chociaż za nic nie mogła zasnąć. Kręciła się jakiś czas, żeby wreszcie zwinąć się na boku, ale leżała tylko z zamkniętymi oczami i słuchała szumów i przytłumionych głosów co jakiś czas dochodzących zza drzwi.
  - Hej, mała, śpisz? - Poczuła ciepły oddech chłopaka na uchu. Nie wiedziała nawet jak udało mu się bezszelestnie zjawić w jej pokoju. Jedną rękę oparł koło jej głowy, a drugą położył na jej biodrze. Nie odpowiedziała nic tylko otwarła oczy i przekręciła głowę w jego stronę. - Pomóc ci? - Mówiąc to podwinął koszulkę, w której spała, odsłaniając biodro i delikatnie zaczepił palcami o jej majtki. Gdy zaczął ciągnąć materiał w dół, dziewczyna mruknęła i podwinęła pod siebie nogi. - Zaufaj mi, mała. Daj mi to zrobić. - Oderwał dłoń od jej biodra i chwycił po kolei każdą kostkę i wyprostował jej nogi. Potem wrócił do przerwanej czynności i pozbył się przeszkadzającego mu materiału. Pociągną Ivy za kolano tak, że zmusił dziewczynę do przewrócenia się na plecy. Powoli przesuwając palcami po wnętrzu jej uda dotarł do czułego miejsca i zaczął kreślić drobne kółka na wrażliwej skórze. Jego działania spotkały się z dreszczem, który przeszedł przez jej ciało i cichym westchnieniem.
- Zayn, to chyba nie...
- Ivy, proszę cię. - Jego szept jej przerwał, gdy nachylił głowę nad nią, a potem schował twarz w zgięciu jej szyi. Drażnił jej skórę mokrymi pocałunkami, dopóki ruch jego palców pomiędzy jej nogami mocno nie przyspieszył oddechu dziewczyny. Chłopak patrzył chwilę na szatynkę, która przymknęła oczy i zacisnęła drobne dłonie na prześcieradle. Przeniósł się z pocałunkami na jej usta, tak, że tłumił jej jęki całując ją. - Shhhh... cichutko... no mała, wiem, że jesteś blisko.
- Zayn, jak chcesz... jak... chcesz, żeby było... cicho to zakryj mi usta... błagam cię... - Mówiła łamiącym się głosem, czując, że brunet ma rację. Chłopak zasłonił jej usta dłonią i mocniej przycisnął palec i bardzo szybko poczuł, jak mięśnie dziewczyny mocno się napinają, a ona prawie załkała w jego dłoń. Jego dłonie przesunęły się na jej brzuch delikatnie błądząc po jej skórze, gdy rozluźniona opadła na łóżko i przez chwilę tylko łapała powietrze.
- Zostaniesz ze mną? - Zapytała szeptem łapiąc jego dłoń.
- Nie, nie mogę. Muszę wrócić na dół. - Pochylił się, żeby ją pocałować, ale w rezultacie lekko jęknął w jej szyję.
- Jesteś pewny, że chcesz tak wracać na dół? - Zapytała dziewczyna, gdy poczuła twardy dowód podniecenia chłopaka na swoim biodrze i usłyszała jego jęk.
- Kurwa, Ivy. Chcesz, żebym cię tu teraz wziął? - Zapytał brunet z lekką desperacją w głosie. - Oni są na dole...
- Lepiej tam niż tutaj. Chodź. - Dziewczyna zaplotła mu ręce na karku, przyciągając go do siebie.
- Ale nie tu. Nie chcę, żeby nas słyszeli. Chcę być jedynym, który może słuchać jak jęczysz. Trzymaj się. - Wsunął dłonie pod jej plecy i wstał, przyciskając ją do swojego torsu. Wszedł z dziewczyną na rękach do łazienki i nogą zamknął drzwi. Podszedł do szafki i posadził ją na blacie. Ivy rozsunęła nogi tak, że chłopak mógł stanąć pomiędzy nimi. Trochę sennymi ruchami rozpięła jego pasek i zamek spodni. Brunet pozwolił im opaść i zsunął swoje bokserki, tak, że też opadły. Chwycił Ivy za biodra i powoli wsunął się w dziewczynę, na co zatrzepotała rzęsami i przygryzła mocno wargę, żeby nie jęknąć. Gdy zaczął się w niej poruszać, przez moment nie wiedziała co zrobić z rękami, aż w końcu chwyciła się krawędzi blatu
- Mała... nie zagryzaj tak mocno wargi. - Dziewczyna otworzyła oczy, żeby rzucić mu zdesperowane spojrzenie. Chłopak oderwał jedną dłoń od jej biodra i pociągnął jej dolną wargę, tak że szatynka wypuściła ją spomiędzy zębów i cichy jęk wydostał się z jej ust. Ivy szybko oparła głowę na jego ramieniu, dzięki czemu jego skóra przytłumiła jej jęki. Ręce też przeniosła na jego kark, przyciągając chłopaka bliżej, co trochę utrudniło mu ruchy, więc złapał dziewczynę, podniósł i obrócił się tak, żeby oprzeć ją o ścianę. Ivy wzdrygnęła się lekko w reakcji na chłód kafelek, do których zostały przyparte jej spocone plecy. Chcąc, żeby jeszcze raz doszła, brunet poprawił uchwyt i jedną rękę wysunął spod jej uda i wsunął pomiędzy ich ciała. Gdy poczuła jego palce z jej ust wydostał się jęk, więc jedną z dłoni nieprzytomnie zsunęła z karku chłopaka i przytknęła do swoich ust, żeby przygryźć jedną z kostek wskazującego palca. Zayn spojrzał na dziewczynę i pomyślał, że w tej chwili wygląda o wiele bardziej seksownie niż wszystkie dziewczyny, z którymi był. Z głową skierowaną lekko do góry, włosami w kompletnym nieładzie, przymkniętymi oczami i z rozchylonymi ustami, które w części przysłonięte były jej dłonią wyglądała, jakby otaczała ją jakaś dziwna aura. Przypomniał sobie jeden z tandetnych tekstów Harry'ego, który od czasu do czasu pytał dziewczyn, czy bolało, gdy spadły z nieba, ale Ivy naprawdę mogła być jego aniołem, który z jakichś niewyjaśnionych przyczyn spadł z nieba i zgodził się na seks w jego łazience. Dziwne, ale prawdziwe. Zayn zwiększył tempo i po chwili sam oparł czoło o zimną ścianę nad ramieniem dziewczyny i przygryzł skórę nad jej obojczykiem, na co jęknęła cicho. Oboje czuli zbliżający się finał. Dzięki jego sprawnym palcom najpierw doszła ona, ale gdy tylko jej mięśnie zacisnęły się wokół niego, chłopak znieruchomiał i mimowolnie jeszcze mocniej wbił zęby w jej delikatną skórę, niemal ją rozrywając. Chwilę łapali oddechy, próbując je trochę wyrównać. Zayn wypuścił jej skórę spomiędzy zębów i dopiero wtedy Ivy poczuła ból, przez co skrzywiła się lekko. Brunet pocałował ją lekko w szyję i wysunął się z niej stawiając dziewczynę na ziemi, żeby założyć ubrania, ale gdy tylko jej bose stopy spotkały się z zimną posadzką dziewczyna zachwiała się i musiała złapać się brzeg blatu obok, żeby zachować równowagę. Zdając sobie sprawę, że za wcześnie postawił ją na jej własnych nogach, Zayn sprawnie wziął Ivy na ręce i zaniósł ją z powrotem do łóżka.
- Na pewno ze mną nie zostaniesz? - Zapytała szeptem lekko ziewając i cały czas trzymając bruneta za kark. Chłopak pocałował ją delikatnie w usta i pokręcił głową.
- Śpij, mała. - Ściągnął jej dłonie ze swojego karku i nakrył ją kołdrą. Przez moment jeszcze przyglądał się dziewczynie, która próbowała zwalczyć opadające powieki, ale w końcu pozwoliła ciemności otoczyć swój umysł. Zayn w końcu oderwał od niej wzrok i skierował się do wyjścia. Wyjął klucz z drzwi od wewnętrznej strony i zamknął pokój od zewnątrz, a klucz schował.
- Zayn, wszystko w porządku? - Usłyszał głos Liama. Przeszedł kilka kroków, aż stanął na szczycie schodów i tam spotkał chłopaka. - Trochę cię nie było, a oni zdążyli już przyjść. Siedzą w salonie. Byłeś u Ivy?
- Tak. Chciałem... chciałem sprawdzić czy śpi. Cały dzień była jakaś taka... niespokojna, nie chciałbym, żeby zeszła na dół, dopóki oni tu są. - Odpowiedział cicho brunet, westchnął ciężko, przebiegł palcami po włosach i bez przekonania skierował się za Liamem na dół.

środa, 7 czerwca 2017

.39 "nie wiem co myśleć..."

- Kurwa, powiecie mi co on robił w moim pieprzonym domu? - Cała trójka milczała, wymieniając tylko między sobą krótkie spojrzenia, co chyba tylko bardziej wkurzyło bruneta. - Skąd znał adres? I dlaczego zjawił się, gdy mnie tu nie było? … Liam, kurwa, powiedz mi coś!
- Zayn... - Liam zaczął ostrożnie. - … opowiem ci wszystko, tylko uspokój się... stresujesz Ivy... - Rzucił okiem na milczącą dziewczynę. - Możemy pogadać u ciebie?
- Uspokój się? Kurwa, Liam... Wiesz kto to, a wy wpuściliście tego skurwiela do mojego domu! Zna ten adres! Świetnie, kurwa, po prostu cudownie... - Chłopak przetarł dłonią twarz. Ivy spojrzała na niego i pomyślała, że musiał być zmęczony i niewyspany i może dlatego miał aż tak zły nastrój.
Brunet posłał wkurzone spojrzenie po kolei wszystkim, już chyba nie spodziewając się, że dostanie jakąś sensowną odpowiedź i ignorując słowa Liama. Zatrzymał swój wzrok na stojącej przy nim, nieco zdezorientowanej Ivy, która nie znała wagi problemu, ponieważ nie miała pojęcia kim był mężczyzna i dlaczego Zayn tak nerwowo zareagował. Dziewczynie wydało się, że coś w jego oczach jakby się zmieniło. Zanim się zorientowała poczuła mocny, bolesny uścisk na nadgarstku i nagłe szarpnięcie. Musiała pobiec, żeby nadążyć za chłopakiem, który pociągnął ją na schody przepychając się pomiędzy Niallem a Harrym. Nikt nic nie powiedział, chyba nie zamierzając narażać się już i tak wściekłemu brunetowi. Gdy doszli do pokoju Zayna, wepchnął tam Ivy i trzasnął głośno drzwiami. Dziewczyna stała niedaleko przestraszona już trochę jego gwałtownym zachowaniem, szeroko otwartymi oczami obserwując ruchy chłopaka. Jej serce jeszcze bardziej przyspieszyło gdy usłyszała szczęk klucza w zamku. Brunet odwrócił się przodem do niej i zmierzył ją spojrzeniem, w którym wciąż buzowała złość. Zbliżył się gwałtownie do dziewczyny, która poczuła potrzebę zwiększenia dystansu, ale nie zdążyła. Najpierw złapał ją w pasie, przynajmniej tak jej się wydawało, ale zaraz uświadomiła sobie, że złapał właściwie nie ją, a materiał jej koszulki. Zorientowała się, gdy zdecydowanym ruchem pociągnął ubranie do góry, z łatwością pozbawiając jej okrycia. Gdy sięgnął do zamka jej spodni, dziewczyna coraz bardziej przestraszona i zdezorientowana jego zachowaniem odskoczyła od niego, co jednak dało jej zaledwie kilka sekund oddalenia od bruneta. Chłopak władczym ruchem złapał jej ramiona i wykręcił ręce szatynki do tyłu, gdzie przytrzymał je jedną dłonią. Na jej próbę wyszarpnięcia się brunet zareagował tylko i wyłącznie wzmocnieniem chwytu i to dało znać dziewczynie, że chyba ma kłopoty, bo Zayn był naprawdę zły. Nie chcąc zacząć płakać, Ivy przymknęła oczy, gdy poczuła jak jego ręka z powrotem znalazła się na zamku jej spodni. Teraz, gdy przestała stawiać opór, nie miał już większych problemów z pozbawieniem jej pozostałych ubrań. Przestała się szamotać, ale w tym momencie nie umiała już powstrzymać łez spływających po jej policzkach. Poczuła się jakby z powrotem była z nim. Pomimo, że ten sam chłopak, który był przy niej, sprawił zaledwie ostatniej nocy, że wyrzuciła z głowy obraz jej nieszczęśliwego związku, w tym momencie oddał jej te wspomnienia z powrotem. A to było jedyne przed czym uciekała. Zastanawiała się dlaczego los płata jej takie figle. Przecież już przez to przeszła i wydawało jej się, że brunet nie może wywołać u niej skojarzeń z jej byłym. Przecież on nie był taki... przecież ledwo zaufała mu całkowicie...
- Zayn... - Wychrypiała cichutko, próbując sobie wmówić, że może uda jej się jakoś go przekonać. Chłopak jednak nie dał jej skończyć. Pociągnął ją w stronę swojego łóżka i pchnął jednym silny ruchem, tak że wylądowała na miękkiej, zimnej pościeli. Zacisnęła nogi gwałtownym ruchem. Przeżyła to już tyle razy, ale za każdym razem i tak bała się na nowo tak samo i właśnie w tym momencie te wszystkie uczucia do niej wróciły. On zmuszał ją do spania ze sobą tyle cholernych razy, ale ciągle nie udawało się jej pozostać obojętną na to, co z nią robił. Odważyła się w końcu spojrzeć na bruneta, którego spodziewała się zobaczyć przynajmniej w połowie rozebranego. Chłopak jednak nadal stał nad nią, ale był cały czas w ciemnych jeansach i koszulce. Przez krótki moment patrzył na jej zapłakaną twarz.
- Połóż się. - Mruknął w końcu siadając obok niej na łóżku.
- Zayn.... proszę cię... ja nie... - Zaczęła się jąkać podejmując jeszcze jedną próbę pertraktacji.
- Ivy... kurwa, kładź się. - Przerwał jej głos nie znoszący sprzeciwu. Kolejna łza powędrowała po jej zaróżowionym policzku, ale posłusznie wsunęła się pod kołdrę, odwracając się do niego plecami, żeby otrzeć wilgotne policzki o poduszkę. Zaraz po tym poczuła jak łóżko ugina się i po chwili ręce bruneta owinęły się wokół jej nagiego ciała. Przyciągnął ją tak blisko jak tylko się dało. Znowu przeraziło ją, gdy poczuła jak rozsuwa jej uda, ciągnąc ją za kolano, ale wykorzystał to tylko, żeby wsunąć swoją nogę pomiędzy jej i zostawił jej kolano w spokoju. Później jego dłoń powędrowała wyżej, gdzie odgarnęła włosy z szyi dziewczyny i wróciła na jej talię, mocno wbijając się w jej skórę i przyciskając szatynkę do ciała chłopaka. Na skórze barku poczuła ciepły, łaskoczący oddech. Zayn wtulił twarz w zagłębienie jej szyi i zamarł zaciągając się zapachem skóry dziewczyny.
- Zayn?... - Mruknęła po chwili ciszy. Czuła się zagubiona i zdezorientowana jego zachowaniem.
- Nic nie mów, bo zrobię ci coś czego będę potem żałował. - Szepnął, a jego palce wbiły się jeszcze boleśniej w skórę dziewczyny, ale bez słowa pozwoliła mu wyładować na sobie frustrację i złość.

Rano obudziła się sama. Była nadal sfrustrowana zachowaniem bruneta i liczyła, że jakoś jej to wyjaśni, gdy już się uspokoi, ale zniknął. W domu zalegała cisza i dopiero, gdy zebrała się i zeszła do kuchni zastała w niej Nialla, który jakby czekał na nią z posępną miną. Już otwierała usta, żeby zapytać chłopaka co się stało, gdy wymamrotał:
- Przykro mi...
- Dlaczego?
- Zayn. - Mruknął cicho, jakby to jedno słowo miało być wyjaśnieniem. Ivy spojrzała na blondyna z niezrozumieniem i przez moment w jej głowie zapanowała panika.
Stało mu się coś?
- Co z nim?
- Jesteś dla mnie jak siostra, naprawdę... Po prostu... przykro mi, że to na ciebie trafiło. Że ty na niego trafiłaś...
- Niall... Ty też jesteś dla mnie jak brat... ale czy mógłbyś mówić jaśniej... bo nie mam pojęcia o czym mówisz. - Chłopak westchnął i spojrzał na szatynkę smutnym wzrokiem.
- Chodzi mi o to, że Zayn jak się wkurzy traci nad sobą panowanie. Na pewno to zauważyłaś... - Prychnął, uśmiechając się ironicznie. - Chyba wolałem jak siedziały tu jakieś dziwki na jego zawołanie. Miały tu nawet jeden z pokoi dla siebie... - Ivy patrzyła na coraz bardziej złego chłopaka nie do końca wiedząc do czego zmierza, jednak stwierdzając, że nie może to dotyczyć jakiegoś zagrożenia dla bruneta, uspokoiła się. Po chwili ciszy w jego oczach ponownie pojawił się smutek. - Boję się, że cię skrzywdzi. Że wkurzony coś ci zrobi, bo akurat tego będzie mu potrzeba, żeby się uspokoić. Nie zrozum mnie źle, nie jestem w żadnym stopniu za biciem kobiet, ale... po prostu... do widoku tamtych dziewczyn z jakimś siniakiem już się przyzwyczaiłem, a jak na twojej bladej skórze coś takiego się pojawi... to...
- Nie martw się... Przecież nic mi nie zrobił. - Mruknęła cicho.
- Jeszcze.
- Dlaczego on tak...?
- ... odreagowuje? - Dziewczyna skinęła głową. - Nie wiem. Po prostu tak ma... Od kiedy go znam taki był. Wiesz... niektórzy negatywne emocje odreagowują na siłowni, paląc, pijąc, niektórzy nie odreagowują i zamykają się w sobie... a Zayn... w
iesz... wtedy po imprezie... jak widziałem go takiego wkurzonego, myślałem, że po prostu wróci do klubu i tam znajdzie jakąś dziewczynę do przelecenia, ale złapał ciebie... miałem nadzieję, że to tylko jednorazowo, ale po tym co było ostatnio... Ivy... on będzie tak robił dalej... proszę cię... jak zobaczysz, że coś go denerwuje to znikaj. Jak cię kiedyś uderzy to naprawdę nie wiem co zrobię... - To było takie miłe ze strony blondyna, że tak się nią przejmował. Ivy podeszła do niego, wpakowała się mu na kolana, zarzuciła mu ręce na szyję i mocno przytuliła. Jednocześnie była trochę zaniepokojona tym, co powiedział. Wiadomość o tym, że brunet normalnie wyładowywał się na dziwkach i to jeszcze w brutalny sposób nie była zbyt pozytywną informacją, bo niestety bliźniaczo przypominała jej byłego, tylko, że chociaż chłopak był gwałtowny, to ostatecznie nic jej nie zrobił, co w tym wszystkim uspokoiło dziewczynę. Wiedziała, że starał się dla niej i nie chciał jej nic zrobić, mimo że był wkurzony. Jakoś trudno było przyjąć jej do wiadomości, że mógłby ją czy jakąkolwiek inną dziewczynę uderzyć. Był cholerykiem, bywał gwałtowny, ale nie uderzyłby jej. Ivy przypomniała sobie noc tamtej imprezy i zachowanie Zayna po bijatyce. Wtedy też chciał się do niej dobrać, ale ostatecznie udało jej się go odwieść od zamierzenia przelecenia jej w ciemnej alejce i chyba wczoraj też jakoś Zayn zrezygnował z planu wyładowania na niej swojej złości. „Działasz jak jakaś pieprzona kocimiętka...”. Ivy uśmiechnęła się lekko przypominając sobie słowa bruneta i cmoknęła Nialla w policzek.
- Może chcesz na śniadanie naleśniki z nutellą?
- Gdyby nie to, że jesteś moją siostrą to powiedziałbym: „Wyjdziesz za mnie?” - Siedzieli przytuleni do siebie jeszcze chwilę, zanim dziewczyna zeszła z kolan blondyna i zaczęła szukać produktów na naleśniki.
- Ni, kto był tu wczoraj?
- Chodzi ci o... ymmmm... to jakieś sprawy Zayna. Chyba miał z nim jakieś interesy czy coś... Zayn ogólnie nie przepada za tym, żeby ludzie związani z pracą przyłazili mu do domu... Nie wiem, musiałabyś zapytać jego, żeby powiedział ci dokładnie kim był ten koleś. Nie wiem, czy nie będzie się z nim spotykał dzisiaj czy jakoś niedługo w firmie, ale nie jestem tego pewien. Rano nadal był trochę zły, ale wziął Liama i pojechali razem, więc być może będą coś załatwiać... - Szatynka skinęła głową, uznając wyjaśnienia za niedokładne, ale logiczne, bo już wiedziała, że praca jest najczęstszym źródłem złego nastroju bruneta. Ostatnio nie miał problemów w pracy, więc najwyraźniej przyszedł czas, żeby coś znowu go tam zdenerwowało.

poniedziałek, 29 maja 2017

.38 "opowiedz mi bajkę"

Spała, ale coś w tym śnie ją męczyło. Przez dłuższy czas kręciła się, jakby nie mogąc znaleźć sobie miejsca, jakby jej ciało poza jej świadomością próbowało uporać się z emocjami, aż w końcu obudziła się, z westchnieniem odgarnęła włosy z twarzy i usiadła. Niebo pozostało zachmurzone, więc blask księżyca nie oświetlał pobliskiego lasu, chociaż nie było już słychać bębnienia kropel o dach.
- Co się stało? - Usłyszała lekko zachrypnięty, trochę zdziwiony głos chłopaka, który chociaż nie mógł jej widzieć, został zaalarmowany przez jej ruch i ciche westchnięcie.
- Nic... nie wiem, po prostu obudziłam się... a ty nie śpisz? - Zapytała odnajdując jego pierś i położyła na niej głowę.
- Nie mogłem zasnąć. - Mruknął obejmując Ivy.
Leżeli tak chwilę w ciszy, aż dziewczyna, której zawsze łatwiej było stawiać dziwne pytania, gdy była zaspana, mruknęła:
- Zayn... opowiesz mi coś?
- Bajkę?
- Tak, o przeszłości wilka, który był bardzo przystojny i miał ciemne futro i jak spotkał kapturka na ciemnej drodze to go ze sobą zabrał swoim wypasionym samochodem i kapturek bardzo bardzo go polubił.
- To jest nudna bajka... dużo ciekawsza jest część o tym, co wilk robił z kapturkiem, gdy już dał się bardzo bardzo polubić...
- Zayn... proszę...
- Po prostu... nie chcę, żebyś bawiła się w głupoty typu „żal mi ciebie”... było – minęło... - Zayn westchnął i chwilę milczał zanim zdecydował się kontynuować. - Moi... moi rodzice nie należą do najbardziej opiekuńczych na świecie. Ojciec zarabiał nieźle, a matka... odpowiadało jej to, że nie musi się niczym przejmować. Do mniej więcej moich dwunastych urodzin mieszkaliśmy w Londynie. Przynajmniej ja z matką, bo ojca często wywiewało na delegacje... Potem dostał ofertę wyjazdu na dłuższy kontrakt i tak średnio co rok, czasem co dwa, a zdarzało się i kilka miesięcy, zmienialiśmy miejsce. Matka miała dość i zaczęła zdradzać ojca, a on nie był jej dłużny... dbał tylko, żeby publicznie być czysty... Czasem w domu wrzeszczał na matkę, że jeśli to, że pieprzy się z innymi wyjdzie na jaw to będzie miała... problemy z nim...
- A ty?
- Ja? Miałem jedzenie i dach nad głową, więc nie było źle...
- Zayn...
- Moi starzy załatwiali mi szkołę i miałem zajęcie, poza tym już wtedy nie łączyła mnie z nimi jakaś silna więź, więc było mi to trochę obojętne... ale jak skończyłem osiemnaście lat powiedziałem im, że wracam do Londynu... stary dom nie został sprzedany, więc mogłem się tam wprowadzić... stamtąd miałem najlepsze wspomnienia... przez jakiś czas mieszkałem sam, ale znałem Liama jeszcze ze szkoły i jakoś skontaktowaliśmy się i w czasie studiów wprowadził się do mnie, Nialla poznałem jak zaczynałem pracować, przyjechał z jakiejś dziury i szukał roboty, a Harry'ego znał Liam i w jakimś momencie znaliśmy się na tyle, że gdy miał jakieś problemy to wprowadził się, niby na parę dni, ale jak widać został. - Zayn zamilkł wahając się czy chce mówić dalej. - Wróciłem do Londynu też dlatego, że.... - Ponownie przerwał jakby szukał zapomnianego argumentu. - … zostawiłem tu brata.
- Masz brata?
- Miałem. Był starszy ode mnie o sześć lat... Na krótko przed wyjazdem miał wypadek.... Zmarł... - Ivy drgnęła i chciała wstać, ale brunet ją przytrzymał.
- Zayn, strasznie mi przykro... - Wiadomość o bracie Zayna zaskoczyła dziewczynę. Nie podejrzewała, że brunet musiał przeżyć stratę tak bliskiej osoby. Nikt nigdy nie wspominał, że Zayn ma rodzeństwo, chociaż, biorąc pod uwagę okoliczności, wcale się temu nie dziwiła.
- Mała, mówiłem, że nie chcę... to było dawno... stało się, trudno... pogodziłem się z tym.
- A twoi rodzice?
- Mówiłem, że nie są zbyt opiekuńczy? Ich żałoba trwała może jakiś miesiąc po jego pogrzebie, a potem kazali mi się spakować i przeszli nad całą sprawą do porządku, w końcu ojciec jeszcze przed jego śmiercią dostał jakąś dobrze płatną pracę i nie widział powodu, żeby z niej rezygnować. Poza tym, nigdy nie mieli z nim zbyt dobrego kontaktu... Gdy wyjechaliśmy z Londynu to po prostu wymazali fakt jego istnienia i śmierci... - Ivy milczała przez jakiś czas nie wiedząc co powiedzieć i było jej tak okropnie smutno z powodu straty chłopaka i nieczułości jego rodziców, że nawet nie zauważyła jak łzy zebrały się w jej oczach i kilka spłynęło po jej policzku znacząc skórę Zayna. - Nie, mała, błagam, nie mów, że płaczesz. - Zayn podniósł się, posadził dziewczynę na swoich udach i sięgnął do lampki nocnej. Słabe światło wypełniło pokój. Przetarł ręką twarz i skupił wzrok na Ivy. - Mała, nie płacz. Nie masz po co.
- Ale...
- Nie. Chciałaś wiedzieć. Teraz wiesz i nie chcę do tego wracać. Poza tobą, tylko Liam o tym wie i chcę, żeby tak pozostało. - Ivy pokiwała lekko głową. Chłopak starł wilgotne ślady łez z jej policzków i nachylił się złączając ich usta.
- Przepraszam, teraz aż mi głupio, że tak przeżywałam mojego byłego... a ty miałeś to wszystko z rodziną... - Powiedziała cicho odrywając się od chłopaka.
- Mała... masz powody i prawo... poza tym to jest dla ciebie świeże... nie wiesz, co ja robiłem jak wróciłem sam do domu, kiedy byłem wkurzony na moich starych i przeglądałem rzeczy brata... minęło już tyle lat, że przestało mieć to dla mnie znaczenie... mam teraz lepszą rodzinę... - Mruknął i kontynuował przerwany pocałunek. Mimo bijących się w niej smutku, żalu i pewnego zażenowania własnymi problemami, ręce bruneta trochę odpędziły te negatywne uczucia, gdy zaczął lekko gładzić jej plecy. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że wciąż była całkiem naga i chłopak zaczynał to wykorzystywać coraz bardziej zachłannie badając różne krzywizny jej ciała.
- Zayn?
- Hmm?
- Nie możesz tak robić.
- Jak?
- No, opowiadasz mi to wszystko, a teraz... - Przez niego poczuła frustrację, gdy cały ten nastrój spowodowany jego historią mieszał się teraz z reakcją jej ciała na jego dotyk.
- Jeśli myślisz, że posiedzisz sobie na moich kolanach nago i dam ci płakać albo spać to się mylisz. W końcu przed momentem było ci mnie żal, więc masz szansę mnie pocieszyć.
- Ale powiedziałeś, że nie chcesz, żeby było mi cię żal...
- Ale nie mówiłem nic o pocieszaniu...
- Jesteś smutny?
- Z tobą w tej pozycji nie jestem w stanie...
- No to nie muszę cię pocieszać... - Uśmiechnęła się nadal z lekkim smutkiem, przebiegając palcami po policzku bruneta.
- Ale wiem, że chcesz, bo przecież nie zostawisz mnie w potrzebie, prawda? - Przyciągnął dziewczynę bliżej i pocałował ją delikatnie w szyję.
- Chyba ty w potrzebie równa się ja w potrzebie. - Westchnęła poddając się wreszcie brunetowi i jego pieszczocie, dzięki czemu uśmiechnął się i przewrócił ich tak, że teraz dziewczyna była przygnieciona przez niego do łóżka. Całkiem skutecznie uwolnił ją od rozmyślań na temat jego przeszłości zajmując jej umysł tylko i wyłącznie nim i tym, co z nią robił. Tym razem było jeszcze lepiej, bo już nic, czego się bała nie zakradało się do jej myśli, bo był tylko on. Bez jakiegokolwiek stresu, złych wspomnień czy niepewności stracili czas na sen. Pewnie gdyby nie to, że Ivy postanowiła, że zakupiona czekolada nie może się zmarnować, w ogóle nie wyszliby z łóżka przed wieczornym wyjazdem. Oboje niewyspani, ale z uśmiechami na twarzy i splecionymi dłońmi wstąpili jeszcze przed podróżą do tej samej, co dzień wcześniej restauracji, żeby w porze późnego obiadu zjeść zaległe śniadanie i z lekkim żalem wsiedli do samochodu i skierowali się w stronę domu. Ivy spędziła część drogi powrotnej odsypiając nieprzespaną noc i trochę martwiąc się o bruneta, który spał mniej niż ona, prowadził i jeszcze miał rano być w pracy. Jechali, powoli zbliżając się do miasta i było już ciemno, gdy Ivy zaczęła wracać myślami do pierwszego spotkania z Zaynem i po jakiejś chwili wypaliła:
- Dlaczego zabraliście mnie wtedy do Londynu? - Zayn uśmiechnął się przypominając sobie tamtą noc.
- Chyba... wzięłaś mnie z zaskoczenia... bo wiesz... jechaliśmy sobie spokojnie wracając do domu, pusta piękna droga i nagle Niall zaczyna paplać, że jakieś zwierzę jest na drodze... i jak się zbliżyliśmy, to... no nie spodziewaliśmy się człowieka tak daleko od miasta, a co dopiero dziewczyny... a potem... wydawałaś się taka przestraszona, a my akurat mieliśmy trochę luzu w pracy... no i... nawet nie wiem... może to był impuls? Ale cholernie się z niego cieszę.
- Ja też... - Uśmiechnęła się do profilu chłopaka i objęła jego dłoń spoczywającą na kierownicy.
Gdy dotarli pod bramę ich posesji zobaczyli nieznany samochód blokujący wjazd. Ivy nie wydało się to dziwne, bo nie znała aut różnych znajomych chłopaków, ale Zayn zmarszczył brwi i kazał dziewczynie pozostać w aucie, a sam wysiadł z pojazdu, zablokował maszynę i poszedł do domu. Szatynka obserwowała go jak wszedł do środka i przez jakiś moment go nie było, a po chwili pojawił się na zewnątrz w towarzystwie Liama i jakiegoś mężczyzny. Rozmawiali, chociaż z ich gestów nie wyglądało to na przyjacielską rozmowę. W końcu nieznany mężczyzna wsiadł do blokującego wjazd samochodu i odjechał, a gdy już zniknął z pola widzenia Zayn ze zmarszczonymi brwiami wsiadł do samochodu i wjechał na ich teren parkując samochód w garażu. Ivy bogata już w doświadczenia związane z nastrojem bruneta stwierdziła, że coś musiało się stać, bo chłopak miał zaciśniętą szczękę i nic nie mówił. Dopiero gdy znaleźli się w domu i zobaczyli stojących na korytarzu pozostałych domowników, Zayn warknął ze złością:

- Kurwa, powiecie mi co on robił w moim pieprzonym domu?

sobota, 22 kwietnia 2017

.37 "uzależniasz"

 Okej, chyba powinnam tu coś napisać, jakieś ostrzeżenie czy coś... i tak nikt się tym nie przejmie ale cóż... 
OSTRZEGAM na czerwono
________________________________________

Ivy nie doczekała przyjazdu do ładnego, drewnianego domku stojącego u podnóża gór, bo zasnęła zaciskając dłonie na ręce Zayna. Obudziła się wtulona w niego w przytulnej niewielkiej sypialni wyłożonej drewnem i oświetlonej światłem dziennym wpadającym przez wielkie panoramiczne okno stanowiące prawie całą ścianę i dające wspaniały widok na zamglone teraz góry, które wyłaniały się z morza drzew. Nie budząc chłopaka wyślizgnęła się z łóżka i podreptała wprost do okna. Góry, które przy dobrej pogodzie można było stamtąd podziwiać, teraz przysłonięte były mgłą unoszącą się nad lasem, tak, że tylko co jakiś czas widoczny był fragment skały, ale tylko do poziomu, w którym góry znikały w niskich chmurach. Deszcz bębnił w okna i dach, przez co słychać było nieprzerwany, cichy szum. Ivy, chociaż lekko zaspana, była ciekawa domu, więc po poświęceniu jednego spojrzenia śpiącemu chłopakowi opuściła pokój znajdujący się na piętrze i zeszła na parter. Okazało się, że całe wnętrze utrzymane było w takim samym stylu jak sypialnia – wszystko w drewnie nadawało ciepła i przytulności i brakowało tylko wpadających do środka promieni słonecznych. Obeszła niewielką kuchnię, w której jedynie blaty były granitowe, czym kontrastowały z resztą i trafiła do salonu, który poza kanapami i kominkiem, tak jak sypialnia, posiadał spore okno, ale tym razem wychodzące na drewniany taras ogrodzony barierką, na którym stała ławka. Coś ciągnęło ją do wyjścia i już stawiała stopę na zewnątrz, ale zimne powietrze, które wpadło, gdy uchyliła drzwi, przywołało ją do porządku i zaczęła rozglądać się za czymś do ubrania. W korytarzu wisiały co prawda ich kurtki, ale na półce poniżej leżała rzucona bluza Zayna i wydała się dużo ciekawszym okryciem, więc szatynka zadowolona zgarnęła ją i narzuciła na siebie, przez co otoczył ją zapach chłopaka. Teraz, chociaż wciąż nie było to ubranie, w którym powinna siedzieć na dworze, ponownie pociągnęła za klamkę i szybko usadowiła się na ławce, która chowała się pod dachem, dzięki czemu była sucha. Przyciągnęła do siebie nogi, wciągnęła chłodne, świeże powietrze i z uśmiechem oparła brodę na kolanach. Chyba tego potrzebowała - takiej zmiany otoczenia. Było tu tak niesamowicie spokojnie. Jedynym dźwiękiem był monotonny szum deszczu. Wpatrywała się w las niknący we mgle, do momentu, gdy usłyszała kroki na tarasie. Gdy odwróciła głowę zobaczyła bruneta, który przez nieład na głowie wyglądał jakby właśnie wstał.
- Nie jest ci zimno? - Zapytał, chociaż sam był w koszulce.
- Nie, ale chyba tobie jest, bo ukradłam twoją bluzę. - Dziewczyna uśmiechnęła się, chociaż była na granicy – jeszcze się nie trzęsła, ale mniej więcej półgodzinne siedzenie bez ruchu dało się jej we znaki. Chłopak z lekkim uśmiechem pokręcił głową i wrócił do wnętrza, a po chwili z powrotem pojawił się na zewnątrz, tylko tym razem niósł ze sobą gruby, ciepły wełniany koc. Dosiadł się do dziewczyny i zarzucił na jej i swoje ramiona osłonę. Ivy uśmiechnęła się i chętnie przylgnęła do ciepłego ciała Zayna.
- Zayn... tu jest cudownie... - Mruknęła, a chłopak spojrzał na czubek jej głowy z rozbawieniem.
- I nie przeszkadza ci, że jest cholernie zimno i leje?
- Nie jest aż tak zimno, a pada tylko trochę. - Wzruszyła ramionami. - Ten domek... jest twój czy wynajęty?
- Nie, jest znajomego, ale on przyjeżdża tu raczej w sezonie – albo w lecie albo w zimie...
- Jest pięknie... - Westchnęła.
- Chcesz tu siedzieć cały dzień?
- Nie wiem... po prostu... ostatni raz miałam taką przestrzeń przed sobą gdy...wtedy, gdy się spotkaliśmy... chyba... takie dzikie miejsca bardziej mi pasują niż miasto.... a Londyn...jest wielki...
- Wolałabyś być tu niż w Londynie?
- Nie wiem... chyba tak miało być, ale gdybym miała możliwość pojechać na północ to prawie na pewno bym to zrobiła... i wiesz, jak na to patrzę, to myślę, że nie żałowałabym... ale jak teraz o tym myślę, to dziwnie by było być tu bez ciebie, bez chłopaków...
- Dobrze, że padło na Londyn.
- Wiesz, to było takie surrealistyczne jak szłam wtedy nocą po tej pustej drodze, nie wiedząc nawet czy na pewno dojdę do miasta.
- Nawet mi nie przypominaj... Nie wiem, jak mógł ci dać odejść...
- Kto? Och... no tak... nie dał... nie pozwoliłby mi odejść... ale już chyba dłużej bym nie wytrzymała...
- A ze mną wytrzymałabyś?
- Ty to nie on... jesteś zupełnie inny. - Mruknęła przebiegając dłonią po jego policzku. Zayn przymknął oczy na jej gest i mruknął:
- Też bym ci nie pozwolił odejść.
- Zayn... - Chłopak spojrzał na nią i z trochę smutnym uśmiechem pocałował ją w skroń. - I pomyśleć, że kiedyś to wszystko było takie inne...
- Co było inne?
- Miałam tak bardzo inne wyobrażenie bycia przy kimś... Nigdy z nim tak nie siedziałam... nie rozmawiałam... Jack był... - Urwała jakby chwilę za późno zdała sobie sprawę, że miała o nim nie mówić.
- Ivy... opowiedz mi o tym... przynajmniej spróbuj... minęło już trochę czasu, wiesz, że jesteś ze mną bezpieczna... potraktuj to jako terapię... czasem lepiej jest się wygadać.
Dziewczyna chwilę milczała przypatrując się drzewom w oddali, aż w końcu westchnęła sfrustrowana i pomyślała, że może brunet ma rację... ostatecznie przecież mu ufała.
- Na pewno chcesz słuchać o moim byłym?
- Tak, bo przez niego cierpisz.
- Wiesz... poznałam go w bardzo normalnych okolicznościach, jako znajomego znajomych... i ogólnie wszystko było ok, wydawał się normalny, może trochę... zbyt pewny siebie, lubił chwalić się autem, jeździć trochę za szybko i prowokować policję... takie przechwałki... niby nic... Tylko, że wszystko było dobrze dopóki na noc wracałam normalnie do domu. Nie mam rodzeństwa, ale mieszkałam od dziecka z kuzynami, którzy na pewno by mnie bronili. I właśnie popełniłam jeden błąd... Już teraz nawet nie wiem jak to zrobił, ale wymógł na mnie zamieszkanie z nim. Wtedy dopiero okazało się, że jestem skazana na niego, nie miałam przy sobie nikogo, kto by stał po mojej stronie... a on miał wielu znajomych... prowadził z nimi różne interesy... nie wszystko legalnie... potem... wiesz, ja ledwo wiedziałam, że palił fajki gdy go poznałam, a potem okazało się, że bierze też prochy...
- Bił cię?
- Nie... chyba w jakiś sposób czuł coś do mnie... tylko, że... chyba nie za bardzo umiał to wyrażać... nawet... nawet nie przyłapałam go z inną... nigdy... nie twierdzę, że mnie nie zdradził, tylko... zawsze przychodził do mnie... i mówiłam ci... często był pod wpływem czy alkoholu czy prochów i... nie wiem... może mi się tak łatwo robią siniaki, ale rzadko zdarzało się, żeby zdążyły mi zejść przed kolejnym razem. Przez niego nie przepadam za imprezami i siedzeniem ciągle w domu...bo u niego byłam ciągle zamknięta, a jak już gdzieś mnie zabierał to na imprezę i wtedy jedyne czego chciałam to siedzieć w domu...
- To jak uciekłaś?
- Wiesz... ja już nawet przestałam sprawdzać drzwi, bo zawsze były zamknięte, ale raz zapomniał... był rozkojarzony... ledwo wrócił i zaraz wychodził... spieszył się... nie wiem.... poza tym, to było po jakimś jego dłuższym wyjeździe i wiedziałam, że jak wróci to będzie chciał... bo przez jakiś czas nie byliśmy razem i chyba bałam się bardziej, bo wreszcie siniaki mi zeszły...
- Czyli chcesz pracować, żeby nie siedzieć w domu?
- Nie, chociaż siedzenie w domu trochę... źle mi się kojarzy...
- Wiesz... w jednym mu się nie dziwię... też mam wielką ochotę zamknąć cię w domu, ale... to tylko dlatego, że chciałbym żebyś była bezpieczna... dlatego... dlatego też nie chcę, żebyś pracowała... jeśli będę cały dzień w pracy, wiedząc, że jesteś gdzieś, gdzie ktoś może coś ci zrobić, to zwariuję. Naprawdę, mała. Jestem gotowy zrobić dla ciebie wszystko, ale nie skazuj mnie na codzienne nerwy... już i tak... - Urwał, bo nie zamierzał mówić jej, że boi się, że go zostawi i ucieknie. -
- Ale normalnie ludzie pracują... - Mruknęła, ale Zayna to nie przekonało.
- Ivy, uznaj to za moje przewrażliwienie, dziwactwo... nie wiem... po prostu uwierz mi, że będę chodził wkurzony...
Zayn miał rację. Jakby trochę jej ulżyło, gdy bezpiecznie przytulona do bruneta opowiedziała mu o swoim koszmarnym związku, wiedząc, że są wiele mil od tamtego miejsca. Siedzieli jakiś czas w milczeniu i dziewczyna zdała sobie sprawę z tego, że mógłby być to dobry moment, żeby zapytać Zayna o jego przeszłość, ale teraz gdy nadeszła dobra, ba! idealna chwila, ona biła się z myślami i nie wiedziała jak zacząć, mimo że przecież tak bardzo tego chciała. Gdy już prawie zdobyła się na zagadnięcie chłopaka i oderwała głowę od jego ramienia, brunet spojrzał na nią i pierwszy się odezwał:
- Nie jesteś głodna? Moglibyśmy podjechać do miasteczka niedaleko i coś zjeść. - Ivy wypuściła powietrze i tylko skinęła głową. Jej szansa przepadła, gdy zwlekli się z ławki i wrócili do domku, gdzie panowało miłe ciepło. Już chciała zdjąć i oddać chłopakowi bluzę, ale powstrzymał ją i mruknął, że weźmie sobie drugą, przez co uśmiechnęła się lekko, bo noszenie męskich rzeczy kojarzyło jej się z domem. Poza tym ubranie chłopaka było ciepłe i pachniało nim, co było jego wielką zaletą, więc tylko na wierzch założyła swoją kurtkę i była gotowa. Ciągle padało, ale zanim zdążyli zmoknąć siedzieli już w aucie. Bardzo szybko znaleźli się w centrum niewielkiego miasteczka położonego zaledwie kilka mil od domku i zaparkowali przed restauracją w góralskim stylu, całą z drewnianych bali, nad której wejściem był napis po gaelicku, którego żadne z nich nie rozumiało. W środku czekała na nich bardzo sympatyczna obsługa mówiąca z wyraźnym szkockim akcentem, ogień na kominku i zapach dobrego jedzenia. Zjedli rozmawiając o nieważnych sprawach i kłócąc się o to, które z nich zna więcej gaelickich słów i kto potrafi lepiej przeczytać menu, w którym każda potrawa miała opis w dwóch językach. W bardzo dobrych humorach znaleźli się z powrotem w samochodzie, ale zanim zdążyli odjechać przyszła fala ulewnego deszczu. Zayn spojrzał w niebo całkowicie zasnute ciemnymi chmurami, westchnął i mruknął:
- Wiesz, myślałem, że będzie lepsza pogoda. Przynajmniej znośna...
- Taka też jest dobra... na gorącą czekoladę... taką gęstą z piankami. - Ivy nie traciła dobrego nastroju i z szerokim uśmiechem spojrzała niewinnie na chłopaka. On zrobił zabawną minę unosząc jedną brew do góry i kręcąc głową powiedział:
- Czyli chcesz, żebyśmy w tej ulewie szukali czekolady?
- Tak.
- Cokolwiek sobie życzysz. - Westchnął ostentacyjnie, ale na jego twarzy i tak czaił się lekki uśmiech. Przejechali kawałek dalej i bardzo szybko wskoczyli do niewielkiego sklepu, gdzie na szczęście były i pianki i czekolada. Ivy uparła się, że chce prawdziwą czekoladę, a nie nędzną imitację w postaci proszku, więc zgarnęła kilka tabliczek, trochę przypraw i mleko, no i oczywiście sporą paczkę pianek i z uśmiechem dziecka wychodzącego spod choinki podała wszystko ekspedientce. Z myślą o czekającym ją deserze poszła do auta, nawet już nie przejmując się aż tak deszczem. Zayn, który płacił wyleciał za nią ze sklepu, ale gdy zobaczył ją opartą o auto, zamiast sięgnąć po kluczyki i otworzyć jej drzwi, sięgnął ręką do jej twarzy, żeby odgarnąć mokre kosmyki, które zaczęły się kleić do jej wilgotnych policzków. Chwilę zastanawiała się czy coś się stało i chce jej powiedzieć, że na przykład zgubił kluczyki, ale gdy nachylił się nad nią i musnął jej usta wiedziała, że nie dlatego tak dziwnie się jej przyglądał. Nagle deszcz przestał być taki dokuczliwy, a może po prostu przestał padać? Jego skóra była chłodna i wilgotna, prawdopodobnie tak samo jak jej, ale nie miało to znaczenia, gdy przyparł ją mocniej do samochodu i o dziwo ciepłą dłonią chwycił za jej kark domagając się pogłębienia pocałunku. Chwilę stali tak przyklejeni do siebie, aż dziewczyna wzdrygnęła się i przerwała pocałunek, gdy woda znalazła ścieżkę za jej uchem i po szyi spłynęła za dekolt. Czyli jednak ciągle lało...
- Zayn, myślałam, że leje i jest cholernie zimno.
- Bo jest. Ale możemy ewentualnie kontynuować w jakimś suchym miejscu.
- Będę kontynuować tylko przysysanie się do czekolady. - Uśmiechnęła się pokazując mu język i przeszedł ją kolejny dreszcz.
- Wskakuj zanim się przeziębisz. - Mruknął i po tych słowach otworzył auto i wpuścił dziewczynę do środka. Gdy już wrócili Ivy prawie równocześnie rozbierała się z mokrych rzeczy i rozpakowywała czekoladę, przez co Zayn stał w korytarzu bez ruchu obserwując jej ruchy i śmiejąc się pod nosem.
- Może potrzebujesz pomocy, mógłbym...
- … rozebrać czekoladę?
- Wolałbym ciebie... - Mruknął, ale Ivy westchnęła jakby puszczając jego uwagę mimo uszu i wreszcie skupiła się na jednej czynności to znaczy ściągnęła buty i podreptała do kuchni, gdzie połamała czekoladę, zalała mlekiem i wsadziła do mikrofalówki, a dopiero potem zaczęła ściągać z siebie bluzę chłopaka i poszła szukać swojego swetra. W końcu sucha wróciła do kuchni i zabrała się za przygotowanie czekolady.
- Łagodnie czy na ostro?
- Na ostro, a o co pytasz?
- O czekoladę... - Ivy przygotowała już dwa kubki z gęstym parującym płynem i do jednego z nich wsypała szczyptę chili, a do drugiego skórkę pomarańczową i cynamon. Dopełniła je jeszcze górą pianek i podała jeden kubek brunetowi. Wskoczyła na blat i zadowolona westchnęła:
- Tyle na to czekałam... - Łowiła pianki, które pod wpływem temperatury zaczynały się coraz bardziej ciągnąć. Zayn czerpiąc dziwną satysfakcję z patrzenia na zadowoloną dziewczynę też pił swoją lekko pikantną czekoladę do momentu, gdy z ust dziewczyny nie padło z pozoru niewinne pytanie:
- Chcesz spróbować? - Oczywiście dotyczyło wyciągniętego w jego stronę kubka z pomarańczową czekoladą, ale Zayn całkowicie zignorował naczynie, przybliżył się do szatynki i wpił się w jej usta, które w tym momencie właśnie taką czekoladą smakowały. Ona za to poczuła na jego języku lekko piekący smak chili. Jakimś cudem oba kubki zostały odstawione bezpiecznie na blat obok dziewczyny, chociaż niewiele brakowało, żeby kubek Ivy wypadł jej z rąk. Poczuła jak dłonie chłopaka wsuwają się pod jej uda i nagle straciła kontakt z blatem, ale za to była jeszcze bliżej bruneta. Podniósł ją i pozwolił jej nogom opleść się wokół swojego pasa, a dłoniom lepiej złapać jego kark. W korytarzu przyparł ją do ściany i przerywając pocałunek mruknął:
- Robisz najlepszą czekoladę. - Potem nie wrócił do jej ust, tylko przyssał się do skóry na jej szyi i po chwili była pewna, że będzie tam miała przez malinkę. Nie wiedziała jak to zrobił, ale nie przestając jej całować wszedł na piętro do sypialni i położył ją na łóżku. Oderwał się od niej tylko po to, żeby mruknąć:
- Tyle na to czekałem.
- Ej, ja na porządną prawdziwą czekoladę czekałam dużo dłużej i nawet nie zdążyłam jej wypić!
- A ja na ciebie czekałem całe moje pieprzone życie, jesteś młodsza, więc się nie odzywaj. - Przygryzł lekko skórę nad obojczykiem i dodał uśmiechając się zadziornie: - Wolisz łagodnie czy na ostro?
- Miałam się nie odzywać.
- Ok, ale wiesz co ja wybieram. - Mruknął i pociągnął dziewczynę do góry, tak, że usiadła, żeby zdjąć z niej sweter.
- Ale... nie będzie tak jak z nim? - Zapytała z lekkim napięciem, gdy pozbawił jej koszulki. Zayn zdając sobie sprawę, dlaczego ją to stresowało kucnął przy łóżku i patrząc jej w oczy powiedział cicho:
- Będzie jak prawdziwa czekolada z chili. - Ivy na jego słowa przygryzła z lekkim uśmiechem wargę, bo wiedziała. Wiedziała, że Zayn wszystko rozumie i zrobi dla niej wszystko. Zaraz po tym jak została pozbawiona ubrań, w jakiś całkiem magiczny sposób i może trochę przy pomocy jej rąk, brunet również pozbył się swoich i już nie było odwrotu. Ich ciała przyciągały się jakby były przeciwnymi biegunami magnesu. Przypomniała jej się sytuacja z Harrym i dwuznaczne komentarze odnośnie sosu czekoladowego i przyszło jej na myśl, że nawet gdyby była cała w czekoladzie to te wszystkie pocałunki Zayna musiałyby ją z tego wyczyścić. Brunet chyba na początku realizował czekoladową część obietnicy, bo jego usta i pieszczoty były naprawdę słodkie i łaskoczące, ale wreszcie przyszedł moment na domieszanie chili, gdy oparł czoło o jej czoło, a jej nogę przełożył sobie przez bark. Była już tak gotowa, że wszedł w nią bez problemu, chociaż starał się obserwować jej twarz, czy nie robi tego jednak wbrew niej. Ivy jednak przymknęła oczy i delikatnie jęknęła wbijając paznokcie w kark chłopaka.
- Jest dobrze, co? - Jego ton zrobił się dużo cięższy niż wcześniej.
- Nawet lepiej. - Westchnęła dziewczyna i uchyliła powieki. Zayn uśmiechnął się do niej i kolejny raz pocałował jej rozchylone usta zanim zaczął mocnymi pchnięciami uświadamiać Ivy, że jej były nie miał pojęcia czym jest dobry seks. Zadowolony słuchał jej przyspieszonego oddechu, w który wplatała jego imię i obserwował jej rozchylone wargi. Aż trudno mu było uwierzyć, że kiedyś co noc pieprzył jakieś dziwki i wystarczało mu to. Przez to, co czuł do dziewczyny tym razem było lepiej i bardziej intensywnie, bo była tylko jego. I nie chodziło w tym wszystkim tylko o dobranie się do jej majtek, wyładowanie emocji czy odhaczenie czegoś. Mimo, że zwykle traktował seks jak większość facetów, to tym razem miało to dla niego dużo większe znaczenie: wiedział, że dziewczyna oddała mu wszystko – ciało, umysł i serce i jeśli czuła przynajmniej część tego, co on w stosunku do niej to wiedział jedno – nie przeżyje bez niego, więc nie ucieknie. Schował twarz w zgięciu jej szyi zaciągając się jej delikatnym zapachem i przygryzł lekko jej skórę w miejscu, w którym zrobił jej malinkę. Zwolnił tempo, ale wiedział, że to im wystarczy. Czuł jak przez mgłę jej wbite w swój kark paznokcie i usłyszał najbardziej podniecający dźwięk jakim był jej przeciągły, zduszony jęk przeznaczony tylko dla jego uszu. Czuł jak mięśnie dziewczyny spinają się mocno sprawiając, że przez jego ciało też przeszła intensywna fala spełnienia i przyjemności, w końcu razem z nią. Ivy zsunęła nogę z jego ramienia i oplątała obie wokół jego pasa nie pozwalając mu się oddalić. Zayn opadł na nią i chwilę oddychał powietrzem przesiąkniętym jej zapachem, aż usłyszał jej cichy głos:
- On to robił tak źle...
- Po prostu tego nie chciałaś. - Mruknął i przewrócił ich tak, że dziewczyna leżała na nim. Dostał kilka leniwych całusów w szyję i poczuł, że powoli jej oddech uspokaja się, a ciało rozluźnia się, więc wplątał dłonie w jej jeszcze lekko wilgotne włosy i pozwolił swojej kruszynie bezpiecznie zasnąć.

_________________________________________________

okej... nie wiem, czy tak to miało być, ale stwierdziłam, że już więcej na razie nie mam siły pisać, więc na razie tak zostaje...

czwartek, 13 kwietnia 2017

.36 "nudzisz się?"

Zayn ocknął się mimo całkowitej ciemności. Niebo dopiero powoli przybierało jaśniejsze odcienie, ale żaluzje i tak uniemożliwiały dostanie się do pokoju jakiegokolwiek promienia światła. Od razu poczuł miłe źródło ciepła przyklejone do jego boku i torsu. Od jakiegoś czasu co rano miał ten sam problem. To niewielkie, miękkie, wtulone w niego ciało sprawiało, że jego normalnie niezachwiana motywacja do wstawania mierzyła się z poważnym kryzysem. Tak, jakby jej głowa nie była ledwo wyczuwalnie ułożona na jego sercu, ale ważyła tonę, spod której nie był w stanie po prostu wyślizgnąć się. Jego zdroworozsądkowa część umysłu wiedziała jednak, że lepiej wstać zanim dziewczyna się obudzi, bo gdy na wpół śpiąca zaczynała oplatać ręce wokół jego karku odnosił wrażenie, że zmieni zdanie i zostanie z nią. A nie mógł. Starając się nie obudzić dziewczyny powoli opuścił łóżko i poszedł do łazienki. Liam był już w kuchni i pił kawę, gdy brunet wszedł do pomieszczenia. Tym razem szatyn był mu potrzebny, więc mieli pojechać do biura razem.
- Wszystko okej?... Coś się stało? - Liam miał, trochę jak Ivy, dziwny talent do zauważania i odczytywania lekkich zmian nastroju bruneta, który teraz był rzeczywiście zamyślony. Zayn westchnął przebiegając palcami po włosach.
-Chyba nic, w czym mógłbyś mi pomóc... - Posłał przyjacielowi niewyraźny uśmiech. Zanim zasnął po jego głowie kołatała się nieproszona myśl, która wróciła, gdy tylko znalazł się pod prysznicem.
Czy ona się tym naprawdę nie znudzi? Coraz boleśniej zdawał sobie sprawę, że trzymanie dziewczyny pod kluczem w domu może się źle skończyć. Co z tego, że będzie ją miał, jeśli mała stwierdzi, że nie wystarcza jej takie życie? Kiedy jej się znudzi? Kiedy znajdzie moment, żeby zniknąć dochodząc do słusznego wniosku, że mogłaby robić wszystko, w dowolnym miejscu, tylko bez niego... Gdy obrzydnie jej tęsknota i oczekiwanie na niego codziennie... Miał wrażenie, że jest w najgorszym momencie znajomości z Ivy, była tu za krótko, żeby mógł jej całkowicie zaufać, ale za długo, żeby mógł powiedzieć, że nic dla niego nie znaczy i ją puścić. Potrzebował zrobić coś, co przynajmniej złudnie zapewni mu, że dziewczyna czuje się z nim dobrze i być może odwlecze to, czego się obawiał. Nie był tylko pewien ani co zrobić, ani jak powiedzieć o tym przyjacielowi.
- Chodzi o pracę czy o Ivy?
- O nią... możemy pogadać w drodze?
- Jasne.
Zebrali się, opuścili dom i wyjechali z garażu milcząc, ale gdy włączyli się do ruchu miejskiego, Zayn ze zmarszczonymi brwiami mruknął:

- To wszystko przez to, że nie ma nas w domu, a Ivy siedzi sama i się nudzi...
- Nie nudzi się... ma rurę, ma książki, gotuje...
- I przez ile będzie jej to wystarczać? To jest takie wkurwiające uczucie, ale wydaje mi się, że któregoś dnia wrócę, a jej nie będzie. Jest do tego zdolna, weźmie torbę i wyjdzie... Bo kurwa mogłaby robić inne rzeczy niż czekać na mnie w moim pieprzonym domu. - Frustracja brała nad nim górę.
- Ale co chcesz zrobić? Chcesz, żebyśmy znowu zostawali w domu?
- Nie... myślałem raczej... chciałem zrobić coś, żeby... nie wiem... nie czuła, że siedzi zamknięta...
- Może zabierz ją do kina, teatru albo na kolację...
- Nie wiem... myślisz, że dwie godziny poza domem załatwią sprawę? Wolałbym... wyjechać z nią gdzieś sam...
- No to chyba nie ma problemu... nie wiem jak by było z jakimś dłuższym wyjazdem, ale weekend na pewno da się załatwić
- Tak, tylko chciałbym mieć weekend tylko z nią, a nie z telefonem, żeby wszystkim mówić co mają robić...
- Mogę się tym zająć, zostaw mi swój telefon służbowy.
- Myślisz, że to się uda?
- Pewnie, przecież bardzo mało osób ma twój numer prywatny i nie są to ludzie, którzy zawracaliby ci głowę bez wyższej konieczności. Na przykład ja.
- I nie będziesz do mnie dzwonił nawet jak dom będzie płonąć?
- Czyli pożar to nie wyższa konieczność? Nie no, wtedy to może zadzwonię na straż pożarną... a gdzie byś chciał pojechać?
- Czy Matt nadal ma domek w Szkocji? Ivy kiedyś mówiła, że chciałaby tam pojechać...
- Wydaje mi się, że tak... przynajmniej nie słyszałem, żeby się go pozbył... Chcesz jechać w ten weekend?
- Tak, tak myślę... nie mamy żadnych spraw do załatwienia w weekend, nie? Mógłbym ją zabrać w piątek wieczorem... mielibyśmy całą sobotę i większość niedzieli... wrócilibyśmy na noc w niedzielę...
- Nie ma sprawy, ogarnę ewentualne telefony przez dwa dni... Mogę podjechać jutro i pożyczyć klucze od Matta, jeśli nie będzie mieć nic przeciwko.
- Zadzwonię do niego i ustalę to... - Liam skinął głową i zamilkł niezdecydowany czy ma coś jeszcze powiedzieć, ale po chwili wypuścił ciężko powietrze i mruknął:
- Zayn... wiem, że jest dla ciebie ważna... przestań traktować ją jakby była tu tylko przelotem...
- Przecież...
- Wiem, że jej tak nie traktujesz, chodzi mi o to, że jeśli ma być z tobą to powinna wiedzieć o tobie przynajmniej tyle co ja... ciągle męczy ją to, że tak mało o tobie wie... nie naciska, ale przecież wiesz, że tu zostanie i powinna wiedzieć więcej... wykorzystaj ten czas z nią i opowiedz jej coś... albo jej ufasz, albo to nie jest związek, tylko, że wtedy powinieneś dać jej odejść.
Liam miał rację. Oczywiście. Tylko, że Zayn chciał mieć pewność. Chciał mieć Ivy w każdy możliwy sposób i chociaż była dla niego ważna, to chłopakowi trudno było przyznać, że jej ufa. A dzielenie się z nią jego historią oznaczałoby, że tak jest. Chyba miał potrzebę, żeby dziewczyna pierwsza wykazała zaufanie, a były trzy obszary, w których się wahała. Jej były, jej ciało i jej przeszłość. Teraz, gdy o tym myślał zaczynał mieć nadzieję, że może ten wyjazd pozwoli mu wyciągnąć z Ivy jakieś informacje, albo przynajmniej przemyśleć pewne sprawy bez zbędnego rozpraszania uwagi pracą.
W piątek, gdy Zayn wrócił z pracy całkiem niewinnie uśmiechnął się całując Ivy na przywitanie i spokojnie zjadł obiad. Potem poszedł do siebie spakować kilka rzeczy i podrzucić Liamowi telefon i parę papierów z pracy, a gdy wychodził od szatyna z pokoju zobaczył wchodzącą na piętro dziewczynę i mruknął:
- Mała, pakuj się. Za pół godziny wyjeżdżamy.
- Co? Niby gdzie?
- Na wycieczkę.
- Zayn... robi się ciemno... - Ivy zmarszczyła brwi zastanawiając się, czy brunet żartuje, a jeżeli nie, to do czego zmierza...
- No i super. Mniej idiotów na drodze.
- Ty... mówisz poważnie?
- Tak, mała. Dwa dni poza Londynem.
- Ale gdzie?
- Mówiłaś, że lubisz Szkocję?
- No, tak...
- No to właśnie tam. Weź coś ciepłego. - Zayn odszedł zostawiając ją osłupiałą, ale chwilę tylko zajęło jej stwierdzenie, że brunet na poważnie proponował jej wyjazd, więc poleciała do sąsiedniego pokoju, gdzie wciąż znajdowały się jej ubrania i do torby wsadziła kilka przydatnych rzeczy i kosmetyków i właściwie pomyślała, że jest gotowa. Ubrała ciepły sweter, skoro czekała ich kilkugodzinna jazda i z torbą zeszła na dół, gdzie brunet już na nią czekał. Liam, który rozmawiał z Zaynem uśmiechnął się do niej ciepło i mruknął cicho, gdy tylko brunet zniknął w garażu:
- Będzie fajnie, tylko wykorzystaj czas i każ mu mówić. - Nietypowa rada, ale dziewczyna wiedziała do czego się odnosił.
- Dzięki, mam nadzieję. Pa, Liam. - Uśmiechnęła się do niego, ubrała kurtkę i zbiegła do garażu słysząc pomruk silnika.
Po wyjechaniu z Londynu, które zajęło im sporo czasu, jako, że był piątkowy wieczór, znaleźli się wreszcie na autostradzie i gdy Zayn nie musiał już przejmować się manewrami Ivy wyciągnęła rękę i objęła dłoń bruneta, która spoczywała na kierownicy. Chłopak uśmiechnął się na ten drobny gest i przeniósł ich dłonie na udo szatynki.
- Wiesz... myślę, że poczyniliśmy pewne postępy od naszej ostatniej wspólnej podróży. - Uśmiechnął się czując jak szatynka bawi się jego palcami.
- Tak? Jakie?
- Już nie grozisz mi pozbawieniem ręki. - Dziewczyna uśmiechnęła się przypominając sobie, jak jeszcze nie tak dawno jego dłoń tak bardzo ją irytowała.
- Naprawdę nudzisz się w domu? - Mruknął cicho po chwili. - Bo wiesz, jakbyś czegoś chciała to powiedz.
- Przez ciebie mam wyrzuty sumienia... nie dość, że mnie przygarnąłeś, to teraz martwisz się, że się nudzę? Czułabym się lepiej, gdybym mogła dołożyć się do mieszkania i wiesz, ogólnie nie być pasożytem...
- Kurwa, Ivy... jesteś ze mną i nie chcę żebyś pracowała. Jak tylko powiesz, że czegoś chcesz to załatwię to.
- Wiem Zayn. - Mruknęła smętnie, bo wiedziała, że nie zmienił zdania, a nie chciała się z nim kłócić. Była to patowa sytuacja, bo oboje chcieli dobrze, ale obojgu propozycja drugiego nie podobała się.
- Ale nie chcę też, żebyś czuła się źle w domu...
- A jak powiem, że tylko praca by mnie uszczęśliwiła?
- No świetnie, czyli ja cię nie uszczęśliwiam? Może upiję cię na wyjeździe i zapomnisz o pracy? Może wtedy wystarczę ci do szczęścia?
- Pod warunkiem, że ty się ze mną upijesz i zapomnisz o swojej pracy.
- To wystarczy, że zaopatrzymy się w dużą ilość alkoholu. O pracy już zapomniałem.
- Tak? I nikt nie zadzwoni jutro rano, że musisz koniecznie wrócić?
- Nie. - Zayn uśmiechnął się spoglądając na dziewczynę. - Nie mam telefonu, więc nawet jakby się paliło to nie będę wiedział.
- I jesteś taki spokojny? Żadnej kontroli nad firmą?
- Została w dobrych rękach Liama, więc się nie martwię.
Ivy umilkła i dalej delikatnie bawiąc się palcami chłopaka wpatrzyła się w migoczące w oddali światła jakiegoś miasta. Była trochę sfrustrowana tą rozmową... Nie do końca chciała, żeby tak się potoczyła.
Czyli ja cię nie uszczęśliwiam?... Właśnie, czuła się tak, jakby Zayn miał monopol na sprawianie, że była szczęśliwa... tylko gdy znikał to wolałaby mieć zajęcie, a on nie mógł z jakiegoś powodu tego zaakceptować. Już i tak miała wrażenie, że w bardzo dużym stopniu zrezygnowała z niezależności, którą tak bardzo ceniła. Wszystko przez niego... wszystko dla niego...