sobota, 22 kwietnia 2017

.37 "uzależniasz"

 Okej, chyba powinnam tu coś napisać, jakieś ostrzeżenie czy coś... i tak nikt się tym nie przejmie ale cóż... 
OSTRZEGAM na czerwono
________________________________________

Ivy nie doczekała przyjazdu do ładnego, drewnianego domku stojącego u podnóża gór, bo zasnęła zaciskając dłonie na ręce Zayna. Obudziła się wtulona w niego w przytulnej niewielkiej sypialni wyłożonej drewnem i oświetlonej światłem dziennym wpadającym przez wielkie panoramiczne okno stanowiące prawie całą ścianę i dające wspaniały widok na zamglone teraz góry, które wyłaniały się z morza drzew. Nie budząc chłopaka wyślizgnęła się z łóżka i podreptała wprost do okna. Góry, które przy dobrej pogodzie można było stamtąd podziwiać, teraz przysłonięte były mgłą unoszącą się nad lasem, tak, że tylko co jakiś czas widoczny był fragment skały, ale tylko do poziomu, w którym góry znikały w niskich chmurach. Deszcz bębnił w okna i dach, przez co słychać było nieprzerwany, cichy szum. Ivy, chociaż lekko zaspana, była ciekawa domu, więc po poświęceniu jednego spojrzenia śpiącemu chłopakowi opuściła pokój znajdujący się na piętrze i zeszła na parter. Okazało się, że całe wnętrze utrzymane było w takim samym stylu jak sypialnia – wszystko w drewnie nadawało ciepła i przytulności i brakowało tylko wpadających do środka promieni słonecznych. Obeszła niewielką kuchnię, w której jedynie blaty były granitowe, czym kontrastowały z resztą i trafiła do salonu, który poza kanapami i kominkiem, tak jak sypialnia, posiadał spore okno, ale tym razem wychodzące na drewniany taras ogrodzony barierką, na którym stała ławka. Coś ciągnęło ją do wyjścia i już stawiała stopę na zewnątrz, ale zimne powietrze, które wpadło, gdy uchyliła drzwi, przywołało ją do porządku i zaczęła rozglądać się za czymś do ubrania. W korytarzu wisiały co prawda ich kurtki, ale na półce poniżej leżała rzucona bluza Zayna i wydała się dużo ciekawszym okryciem, więc szatynka zadowolona zgarnęła ją i narzuciła na siebie, przez co otoczył ją zapach chłopaka. Teraz, chociaż wciąż nie było to ubranie, w którym powinna siedzieć na dworze, ponownie pociągnęła za klamkę i szybko usadowiła się na ławce, która chowała się pod dachem, dzięki czemu była sucha. Przyciągnęła do siebie nogi, wciągnęła chłodne, świeże powietrze i z uśmiechem oparła brodę na kolanach. Chyba tego potrzebowała - takiej zmiany otoczenia. Było tu tak niesamowicie spokojnie. Jedynym dźwiękiem był monotonny szum deszczu. Wpatrywała się w las niknący we mgle, do momentu, gdy usłyszała kroki na tarasie. Gdy odwróciła głowę zobaczyła bruneta, który przez nieład na głowie wyglądał jakby właśnie wstał.
- Nie jest ci zimno? - Zapytał, chociaż sam był w koszulce.
- Nie, ale chyba tobie jest, bo ukradłam twoją bluzę. - Dziewczyna uśmiechnęła się, chociaż była na granicy – jeszcze się nie trzęsła, ale mniej więcej półgodzinne siedzenie bez ruchu dało się jej we znaki. Chłopak z lekkim uśmiechem pokręcił głową i wrócił do wnętrza, a po chwili z powrotem pojawił się na zewnątrz, tylko tym razem niósł ze sobą gruby, ciepły wełniany koc. Dosiadł się do dziewczyny i zarzucił na jej i swoje ramiona osłonę. Ivy uśmiechnęła się i chętnie przylgnęła do ciepłego ciała Zayna.
- Zayn... tu jest cudownie... - Mruknęła, a chłopak spojrzał na czubek jej głowy z rozbawieniem.
- I nie przeszkadza ci, że jest cholernie zimno i leje?
- Nie jest aż tak zimno, a pada tylko trochę. - Wzruszyła ramionami. - Ten domek... jest twój czy wynajęty?
- Nie, jest znajomego, ale on przyjeżdża tu raczej w sezonie – albo w lecie albo w zimie...
- Jest pięknie... - Westchnęła.
- Chcesz tu siedzieć cały dzień?
- Nie wiem... po prostu... ostatni raz miałam taką przestrzeń przed sobą gdy...wtedy, gdy się spotkaliśmy... chyba... takie dzikie miejsca bardziej mi pasują niż miasto.... a Londyn...jest wielki...
- Wolałabyś być tu niż w Londynie?
- Nie wiem... chyba tak miało być, ale gdybym miała możliwość pojechać na północ to prawie na pewno bym to zrobiła... i wiesz, jak na to patrzę, to myślę, że nie żałowałabym... ale jak teraz o tym myślę, to dziwnie by było być tu bez ciebie, bez chłopaków...
- Dobrze, że padło na Londyn.
- Wiesz, to było takie surrealistyczne jak szłam wtedy nocą po tej pustej drodze, nie wiedząc nawet czy na pewno dojdę do miasta.
- Nawet mi nie przypominaj... Nie wiem, jak mógł ci dać odejść...
- Kto? Och... no tak... nie dał... nie pozwoliłby mi odejść... ale już chyba dłużej bym nie wytrzymała...
- A ze mną wytrzymałabyś?
- Ty to nie on... jesteś zupełnie inny. - Mruknęła przebiegając dłonią po jego policzku. Zayn przymknął oczy na jej gest i mruknął:
- Też bym ci nie pozwolił odejść.
- Zayn... - Chłopak spojrzał na nią i z trochę smutnym uśmiechem pocałował ją w skroń. - I pomyśleć, że kiedyś to wszystko było takie inne...
- Co było inne?
- Miałam tak bardzo inne wyobrażenie bycia przy kimś... Nigdy z nim tak nie siedziałam... nie rozmawiałam... Jack był... - Urwała jakby chwilę za późno zdała sobie sprawę, że miała o nim nie mówić.
- Ivy... opowiedz mi o tym... przynajmniej spróbuj... minęło już trochę czasu, wiesz, że jesteś ze mną bezpieczna... potraktuj to jako terapię... czasem lepiej jest się wygadać.
Dziewczyna chwilę milczała przypatrując się drzewom w oddali, aż w końcu westchnęła sfrustrowana i pomyślała, że może brunet ma rację... ostatecznie przecież mu ufała.
- Na pewno chcesz słuchać o moim byłym?
- Tak, bo przez niego cierpisz.
- Wiesz... poznałam go w bardzo normalnych okolicznościach, jako znajomego znajomych... i ogólnie wszystko było ok, wydawał się normalny, może trochę... zbyt pewny siebie, lubił chwalić się autem, jeździć trochę za szybko i prowokować policję... takie przechwałki... niby nic... Tylko, że wszystko było dobrze dopóki na noc wracałam normalnie do domu. Nie mam rodzeństwa, ale mieszkałam od dziecka z kuzynami, którzy na pewno by mnie bronili. I właśnie popełniłam jeden błąd... Już teraz nawet nie wiem jak to zrobił, ale wymógł na mnie zamieszkanie z nim. Wtedy dopiero okazało się, że jestem skazana na niego, nie miałam przy sobie nikogo, kto by stał po mojej stronie... a on miał wielu znajomych... prowadził z nimi różne interesy... nie wszystko legalnie... potem... wiesz, ja ledwo wiedziałam, że palił fajki gdy go poznałam, a potem okazało się, że bierze też prochy...
- Bił cię?
- Nie... chyba w jakiś sposób czuł coś do mnie... tylko, że... chyba nie za bardzo umiał to wyrażać... nawet... nawet nie przyłapałam go z inną... nigdy... nie twierdzę, że mnie nie zdradził, tylko... zawsze przychodził do mnie... i mówiłam ci... często był pod wpływem czy alkoholu czy prochów i... nie wiem... może mi się tak łatwo robią siniaki, ale rzadko zdarzało się, żeby zdążyły mi zejść przed kolejnym razem. Przez niego nie przepadam za imprezami i siedzeniem ciągle w domu...bo u niego byłam ciągle zamknięta, a jak już gdzieś mnie zabierał to na imprezę i wtedy jedyne czego chciałam to siedzieć w domu...
- To jak uciekłaś?
- Wiesz... ja już nawet przestałam sprawdzać drzwi, bo zawsze były zamknięte, ale raz zapomniał... był rozkojarzony... ledwo wrócił i zaraz wychodził... spieszył się... nie wiem.... poza tym, to było po jakimś jego dłuższym wyjeździe i wiedziałam, że jak wróci to będzie chciał... bo przez jakiś czas nie byliśmy razem i chyba bałam się bardziej, bo wreszcie siniaki mi zeszły...
- Czyli chcesz pracować, żeby nie siedzieć w domu?
- Nie, chociaż siedzenie w domu trochę... źle mi się kojarzy...
- Wiesz... w jednym mu się nie dziwię... też mam wielką ochotę zamknąć cię w domu, ale... to tylko dlatego, że chciałbym żebyś była bezpieczna... dlatego... dlatego też nie chcę, żebyś pracowała... jeśli będę cały dzień w pracy, wiedząc, że jesteś gdzieś, gdzie ktoś może coś ci zrobić, to zwariuję. Naprawdę, mała. Jestem gotowy zrobić dla ciebie wszystko, ale nie skazuj mnie na codzienne nerwy... już i tak... - Urwał, bo nie zamierzał mówić jej, że boi się, że go zostawi i ucieknie. -
- Ale normalnie ludzie pracują... - Mruknęła, ale Zayna to nie przekonało.
- Ivy, uznaj to za moje przewrażliwienie, dziwactwo... nie wiem... po prostu uwierz mi, że będę chodził wkurzony...
Zayn miał rację. Jakby trochę jej ulżyło, gdy bezpiecznie przytulona do bruneta opowiedziała mu o swoim koszmarnym związku, wiedząc, że są wiele mil od tamtego miejsca. Siedzieli jakiś czas w milczeniu i dziewczyna zdała sobie sprawę z tego, że mógłby być to dobry moment, żeby zapytać Zayna o jego przeszłość, ale teraz gdy nadeszła dobra, ba! idealna chwila, ona biła się z myślami i nie wiedziała jak zacząć, mimo że przecież tak bardzo tego chciała. Gdy już prawie zdobyła się na zagadnięcie chłopaka i oderwała głowę od jego ramienia, brunet spojrzał na nią i pierwszy się odezwał:
- Nie jesteś głodna? Moglibyśmy podjechać do miasteczka niedaleko i coś zjeść. - Ivy wypuściła powietrze i tylko skinęła głową. Jej szansa przepadła, gdy zwlekli się z ławki i wrócili do domku, gdzie panowało miłe ciepło. Już chciała zdjąć i oddać chłopakowi bluzę, ale powstrzymał ją i mruknął, że weźmie sobie drugą, przez co uśmiechnęła się lekko, bo noszenie męskich rzeczy kojarzyło jej się z domem. Poza tym ubranie chłopaka było ciepłe i pachniało nim, co było jego wielką zaletą, więc tylko na wierzch założyła swoją kurtkę i była gotowa. Ciągle padało, ale zanim zdążyli zmoknąć siedzieli już w aucie. Bardzo szybko znaleźli się w centrum niewielkiego miasteczka położonego zaledwie kilka mil od domku i zaparkowali przed restauracją w góralskim stylu, całą z drewnianych bali, nad której wejściem był napis po gaelicku, którego żadne z nich nie rozumiało. W środku czekała na nich bardzo sympatyczna obsługa mówiąca z wyraźnym szkockim akcentem, ogień na kominku i zapach dobrego jedzenia. Zjedli rozmawiając o nieważnych sprawach i kłócąc się o to, które z nich zna więcej gaelickich słów i kto potrafi lepiej przeczytać menu, w którym każda potrawa miała opis w dwóch językach. W bardzo dobrych humorach znaleźli się z powrotem w samochodzie, ale zanim zdążyli odjechać przyszła fala ulewnego deszczu. Zayn spojrzał w niebo całkowicie zasnute ciemnymi chmurami, westchnął i mruknął:
- Wiesz, myślałem, że będzie lepsza pogoda. Przynajmniej znośna...
- Taka też jest dobra... na gorącą czekoladę... taką gęstą z piankami. - Ivy nie traciła dobrego nastroju i z szerokim uśmiechem spojrzała niewinnie na chłopaka. On zrobił zabawną minę unosząc jedną brew do góry i kręcąc głową powiedział:
- Czyli chcesz, żebyśmy w tej ulewie szukali czekolady?
- Tak.
- Cokolwiek sobie życzysz. - Westchnął ostentacyjnie, ale na jego twarzy i tak czaił się lekki uśmiech. Przejechali kawałek dalej i bardzo szybko wskoczyli do niewielkiego sklepu, gdzie na szczęście były i pianki i czekolada. Ivy uparła się, że chce prawdziwą czekoladę, a nie nędzną imitację w postaci proszku, więc zgarnęła kilka tabliczek, trochę przypraw i mleko, no i oczywiście sporą paczkę pianek i z uśmiechem dziecka wychodzącego spod choinki podała wszystko ekspedientce. Z myślą o czekającym ją deserze poszła do auta, nawet już nie przejmując się aż tak deszczem. Zayn, który płacił wyleciał za nią ze sklepu, ale gdy zobaczył ją opartą o auto, zamiast sięgnąć po kluczyki i otworzyć jej drzwi, sięgnął ręką do jej twarzy, żeby odgarnąć mokre kosmyki, które zaczęły się kleić do jej wilgotnych policzków. Chwilę zastanawiała się czy coś się stało i chce jej powiedzieć, że na przykład zgubił kluczyki, ale gdy nachylił się nad nią i musnął jej usta wiedziała, że nie dlatego tak dziwnie się jej przyglądał. Nagle deszcz przestał być taki dokuczliwy, a może po prostu przestał padać? Jego skóra była chłodna i wilgotna, prawdopodobnie tak samo jak jej, ale nie miało to znaczenia, gdy przyparł ją mocniej do samochodu i o dziwo ciepłą dłonią chwycił za jej kark domagając się pogłębienia pocałunku. Chwilę stali tak przyklejeni do siebie, aż dziewczyna wzdrygnęła się i przerwała pocałunek, gdy woda znalazła ścieżkę za jej uchem i po szyi spłynęła za dekolt. Czyli jednak ciągle lało...
- Zayn, myślałam, że leje i jest cholernie zimno.
- Bo jest. Ale możemy ewentualnie kontynuować w jakimś suchym miejscu.
- Będę kontynuować tylko przysysanie się do czekolady. - Uśmiechnęła się pokazując mu język i przeszedł ją kolejny dreszcz.
- Wskakuj zanim się przeziębisz. - Mruknął i po tych słowach otworzył auto i wpuścił dziewczynę do środka. Gdy już wrócili Ivy prawie równocześnie rozbierała się z mokrych rzeczy i rozpakowywała czekoladę, przez co Zayn stał w korytarzu bez ruchu obserwując jej ruchy i śmiejąc się pod nosem.
- Może potrzebujesz pomocy, mógłbym...
- … rozebrać czekoladę?
- Wolałbym ciebie... - Mruknął, ale Ivy westchnęła jakby puszczając jego uwagę mimo uszu i wreszcie skupiła się na jednej czynności to znaczy ściągnęła buty i podreptała do kuchni, gdzie połamała czekoladę, zalała mlekiem i wsadziła do mikrofalówki, a dopiero potem zaczęła ściągać z siebie bluzę chłopaka i poszła szukać swojego swetra. W końcu sucha wróciła do kuchni i zabrała się za przygotowanie czekolady.
- Łagodnie czy na ostro?
- Na ostro, a o co pytasz?
- O czekoladę... - Ivy przygotowała już dwa kubki z gęstym parującym płynem i do jednego z nich wsypała szczyptę chili, a do drugiego skórkę pomarańczową i cynamon. Dopełniła je jeszcze górą pianek i podała jeden kubek brunetowi. Wskoczyła na blat i zadowolona westchnęła:
- Tyle na to czekałam... - Łowiła pianki, które pod wpływem temperatury zaczynały się coraz bardziej ciągnąć. Zayn czerpiąc dziwną satysfakcję z patrzenia na zadowoloną dziewczynę też pił swoją lekko pikantną czekoladę do momentu, gdy z ust dziewczyny nie padło z pozoru niewinne pytanie:
- Chcesz spróbować? - Oczywiście dotyczyło wyciągniętego w jego stronę kubka z pomarańczową czekoladą, ale Zayn całkowicie zignorował naczynie, przybliżył się do szatynki i wpił się w jej usta, które w tym momencie właśnie taką czekoladą smakowały. Ona za to poczuła na jego języku lekko piekący smak chili. Jakimś cudem oba kubki zostały odstawione bezpiecznie na blat obok dziewczyny, chociaż niewiele brakowało, żeby kubek Ivy wypadł jej z rąk. Poczuła jak dłonie chłopaka wsuwają się pod jej uda i nagle straciła kontakt z blatem, ale za to była jeszcze bliżej bruneta. Podniósł ją i pozwolił jej nogom opleść się wokół swojego pasa, a dłoniom lepiej złapać jego kark. W korytarzu przyparł ją do ściany i przerywając pocałunek mruknął:
- Robisz najlepszą czekoladę. - Potem nie wrócił do jej ust, tylko przyssał się do skóry na jej szyi i po chwili była pewna, że będzie tam miała przez malinkę. Nie wiedziała jak to zrobił, ale nie przestając jej całować wszedł na piętro do sypialni i położył ją na łóżku. Oderwał się od niej tylko po to, żeby mruknąć:
- Tyle na to czekałem.
- Ej, ja na porządną prawdziwą czekoladę czekałam dużo dłużej i nawet nie zdążyłam jej wypić!
- A ja na ciebie czekałem całe moje pieprzone życie, jesteś młodsza, więc się nie odzywaj. - Przygryzł lekko skórę nad obojczykiem i dodał uśmiechając się zadziornie: - Wolisz łagodnie czy na ostro?
- Miałam się nie odzywać.
- Ok, ale wiesz co ja wybieram. - Mruknął i pociągnął dziewczynę do góry, tak, że usiadła, żeby zdjąć z niej sweter.
- Ale... nie będzie tak jak z nim? - Zapytała z lekkim napięciem, gdy pozbawił jej koszulki. Zayn zdając sobie sprawę, dlaczego ją to stresowało kucnął przy łóżku i patrząc jej w oczy powiedział cicho:
- Będzie jak prawdziwa czekolada z chili. - Ivy na jego słowa przygryzła z lekkim uśmiechem wargę, bo wiedziała. Wiedziała, że Zayn wszystko rozumie i zrobi dla niej wszystko. Zaraz po tym jak została pozbawiona ubrań, w jakiś całkiem magiczny sposób i może trochę przy pomocy jej rąk, brunet również pozbył się swoich i już nie było odwrotu. Ich ciała przyciągały się jakby były przeciwnymi biegunami magnesu. Przypomniała jej się sytuacja z Harrym i dwuznaczne komentarze odnośnie sosu czekoladowego i przyszło jej na myśl, że nawet gdyby była cała w czekoladzie to te wszystkie pocałunki Zayna musiałyby ją z tego wyczyścić. Brunet chyba na początku realizował czekoladową część obietnicy, bo jego usta i pieszczoty były naprawdę słodkie i łaskoczące, ale wreszcie przyszedł moment na domieszanie chili, gdy oparł czoło o jej czoło, a jej nogę przełożył sobie przez bark. Była już tak gotowa, że wszedł w nią bez problemu, chociaż starał się obserwować jej twarz, czy nie robi tego jednak wbrew niej. Ivy jednak przymknęła oczy i delikatnie jęknęła wbijając paznokcie w kark chłopaka.
- Jest dobrze, co? - Jego ton zrobił się dużo cięższy niż wcześniej.
- Nawet lepiej. - Westchnęła dziewczyna i uchyliła powieki. Zayn uśmiechnął się do niej i kolejny raz pocałował jej rozchylone usta zanim zaczął mocnymi pchnięciami uświadamiać Ivy, że jej były nie miał pojęcia czym jest dobry seks. Zadowolony słuchał jej przyspieszonego oddechu, w który wplatała jego imię i obserwował jej rozchylone wargi. Aż trudno mu było uwierzyć, że kiedyś co noc pieprzył jakieś dziwki i wystarczało mu to. Przez to, co czuł do dziewczyny tym razem było lepiej i bardziej intensywnie, bo była tylko jego. I nie chodziło w tym wszystkim tylko o dobranie się do jej majtek, wyładowanie emocji czy odhaczenie czegoś. Mimo, że zwykle traktował seks jak większość facetów, to tym razem miało to dla niego dużo większe znaczenie: wiedział, że dziewczyna oddała mu wszystko – ciało, umysł i serce i jeśli czuła przynajmniej część tego, co on w stosunku do niej to wiedział jedno – nie przeżyje bez niego, więc nie ucieknie. Schował twarz w zgięciu jej szyi zaciągając się jej delikatnym zapachem i przygryzł lekko jej skórę w miejscu, w którym zrobił jej malinkę. Zwolnił tempo, ale wiedział, że to im wystarczy. Czuł jak przez mgłę jej wbite w swój kark paznokcie i usłyszał najbardziej podniecający dźwięk jakim był jej przeciągły, zduszony jęk przeznaczony tylko dla jego uszu. Czuł jak mięśnie dziewczyny spinają się mocno sprawiając, że przez jego ciało też przeszła intensywna fala spełnienia i przyjemności, w końcu razem z nią. Ivy zsunęła nogę z jego ramienia i oplątała obie wokół jego pasa nie pozwalając mu się oddalić. Zayn opadł na nią i chwilę oddychał powietrzem przesiąkniętym jej zapachem, aż usłyszał jej cichy głos:
- On to robił tak źle...
- Po prostu tego nie chciałaś. - Mruknął i przewrócił ich tak, że dziewczyna leżała na nim. Dostał kilka leniwych całusów w szyję i poczuł, że powoli jej oddech uspokaja się, a ciało rozluźnia się, więc wplątał dłonie w jej jeszcze lekko wilgotne włosy i pozwolił swojej kruszynie bezpiecznie zasnąć.

_________________________________________________

okej... nie wiem, czy tak to miało być, ale stwierdziłam, że już więcej na razie nie mam siły pisać, więc na razie tak zostaje...

czwartek, 13 kwietnia 2017

.36 "nudzisz się?"

Zayn ocknął się mimo całkowitej ciemności. Niebo dopiero powoli przybierało jaśniejsze odcienie, ale żaluzje i tak uniemożliwiały dostanie się do pokoju jakiegokolwiek promienia światła. Od razu poczuł miłe źródło ciepła przyklejone do jego boku i torsu. Od jakiegoś czasu co rano miał ten sam problem. To niewielkie, miękkie, wtulone w niego ciało sprawiało, że jego normalnie niezachwiana motywacja do wstawania mierzyła się z poważnym kryzysem. Tak, jakby jej głowa nie była ledwo wyczuwalnie ułożona na jego sercu, ale ważyła tonę, spod której nie był w stanie po prostu wyślizgnąć się. Jego zdroworozsądkowa część umysłu wiedziała jednak, że lepiej wstać zanim dziewczyna się obudzi, bo gdy na wpół śpiąca zaczynała oplatać ręce wokół jego karku odnosił wrażenie, że zmieni zdanie i zostanie z nią. A nie mógł. Starając się nie obudzić dziewczyny powoli opuścił łóżko i poszedł do łazienki. Liam był już w kuchni i pił kawę, gdy brunet wszedł do pomieszczenia. Tym razem szatyn był mu potrzebny, więc mieli pojechać do biura razem.
- Wszystko okej?... Coś się stało? - Liam miał, trochę jak Ivy, dziwny talent do zauważania i odczytywania lekkich zmian nastroju bruneta, który teraz był rzeczywiście zamyślony. Zayn westchnął przebiegając palcami po włosach.
-Chyba nic, w czym mógłbyś mi pomóc... - Posłał przyjacielowi niewyraźny uśmiech. Zanim zasnął po jego głowie kołatała się nieproszona myśl, która wróciła, gdy tylko znalazł się pod prysznicem.
Czy ona się tym naprawdę nie znudzi? Coraz boleśniej zdawał sobie sprawę, że trzymanie dziewczyny pod kluczem w domu może się źle skończyć. Co z tego, że będzie ją miał, jeśli mała stwierdzi, że nie wystarcza jej takie życie? Kiedy jej się znudzi? Kiedy znajdzie moment, żeby zniknąć dochodząc do słusznego wniosku, że mogłaby robić wszystko, w dowolnym miejscu, tylko bez niego... Gdy obrzydnie jej tęsknota i oczekiwanie na niego codziennie... Miał wrażenie, że jest w najgorszym momencie znajomości z Ivy, była tu za krótko, żeby mógł jej całkowicie zaufać, ale za długo, żeby mógł powiedzieć, że nic dla niego nie znaczy i ją puścić. Potrzebował zrobić coś, co przynajmniej złudnie zapewni mu, że dziewczyna czuje się z nim dobrze i być może odwlecze to, czego się obawiał. Nie był tylko pewien ani co zrobić, ani jak powiedzieć o tym przyjacielowi.
- Chodzi o pracę czy o Ivy?
- O nią... możemy pogadać w drodze?
- Jasne.
Zebrali się, opuścili dom i wyjechali z garażu milcząc, ale gdy włączyli się do ruchu miejskiego, Zayn ze zmarszczonymi brwiami mruknął:

- To wszystko przez to, że nie ma nas w domu, a Ivy siedzi sama i się nudzi...
- Nie nudzi się... ma rurę, ma książki, gotuje...
- I przez ile będzie jej to wystarczać? To jest takie wkurwiające uczucie, ale wydaje mi się, że któregoś dnia wrócę, a jej nie będzie. Jest do tego zdolna, weźmie torbę i wyjdzie... Bo kurwa mogłaby robić inne rzeczy niż czekać na mnie w moim pieprzonym domu. - Frustracja brała nad nim górę.
- Ale co chcesz zrobić? Chcesz, żebyśmy znowu zostawali w domu?
- Nie... myślałem raczej... chciałem zrobić coś, żeby... nie wiem... nie czuła, że siedzi zamknięta...
- Może zabierz ją do kina, teatru albo na kolację...
- Nie wiem... myślisz, że dwie godziny poza domem załatwią sprawę? Wolałbym... wyjechać z nią gdzieś sam...
- No to chyba nie ma problemu... nie wiem jak by było z jakimś dłuższym wyjazdem, ale weekend na pewno da się załatwić
- Tak, tylko chciałbym mieć weekend tylko z nią, a nie z telefonem, żeby wszystkim mówić co mają robić...
- Mogę się tym zająć, zostaw mi swój telefon służbowy.
- Myślisz, że to się uda?
- Pewnie, przecież bardzo mało osób ma twój numer prywatny i nie są to ludzie, którzy zawracaliby ci głowę bez wyższej konieczności. Na przykład ja.
- I nie będziesz do mnie dzwonił nawet jak dom będzie płonąć?
- Czyli pożar to nie wyższa konieczność? Nie no, wtedy to może zadzwonię na straż pożarną... a gdzie byś chciał pojechać?
- Czy Matt nadal ma domek w Szkocji? Ivy kiedyś mówiła, że chciałaby tam pojechać...
- Wydaje mi się, że tak... przynajmniej nie słyszałem, żeby się go pozbył... Chcesz jechać w ten weekend?
- Tak, tak myślę... nie mamy żadnych spraw do załatwienia w weekend, nie? Mógłbym ją zabrać w piątek wieczorem... mielibyśmy całą sobotę i większość niedzieli... wrócilibyśmy na noc w niedzielę...
- Nie ma sprawy, ogarnę ewentualne telefony przez dwa dni... Mogę podjechać jutro i pożyczyć klucze od Matta, jeśli nie będzie mieć nic przeciwko.
- Zadzwonię do niego i ustalę to... - Liam skinął głową i zamilkł niezdecydowany czy ma coś jeszcze powiedzieć, ale po chwili wypuścił ciężko powietrze i mruknął:
- Zayn... wiem, że jest dla ciebie ważna... przestań traktować ją jakby była tu tylko przelotem...
- Przecież...
- Wiem, że jej tak nie traktujesz, chodzi mi o to, że jeśli ma być z tobą to powinna wiedzieć o tobie przynajmniej tyle co ja... ciągle męczy ją to, że tak mało o tobie wie... nie naciska, ale przecież wiesz, że tu zostanie i powinna wiedzieć więcej... wykorzystaj ten czas z nią i opowiedz jej coś... albo jej ufasz, albo to nie jest związek, tylko, że wtedy powinieneś dać jej odejść.
Liam miał rację. Oczywiście. Tylko, że Zayn chciał mieć pewność. Chciał mieć Ivy w każdy możliwy sposób i chociaż była dla niego ważna, to chłopakowi trudno było przyznać, że jej ufa. A dzielenie się z nią jego historią oznaczałoby, że tak jest. Chyba miał potrzebę, żeby dziewczyna pierwsza wykazała zaufanie, a były trzy obszary, w których się wahała. Jej były, jej ciało i jej przeszłość. Teraz, gdy o tym myślał zaczynał mieć nadzieję, że może ten wyjazd pozwoli mu wyciągnąć z Ivy jakieś informacje, albo przynajmniej przemyśleć pewne sprawy bez zbędnego rozpraszania uwagi pracą.
W piątek, gdy Zayn wrócił z pracy całkiem niewinnie uśmiechnął się całując Ivy na przywitanie i spokojnie zjadł obiad. Potem poszedł do siebie spakować kilka rzeczy i podrzucić Liamowi telefon i parę papierów z pracy, a gdy wychodził od szatyna z pokoju zobaczył wchodzącą na piętro dziewczynę i mruknął:
- Mała, pakuj się. Za pół godziny wyjeżdżamy.
- Co? Niby gdzie?
- Na wycieczkę.
- Zayn... robi się ciemno... - Ivy zmarszczyła brwi zastanawiając się, czy brunet żartuje, a jeżeli nie, to do czego zmierza...
- No i super. Mniej idiotów na drodze.
- Ty... mówisz poważnie?
- Tak, mała. Dwa dni poza Londynem.
- Ale gdzie?
- Mówiłaś, że lubisz Szkocję?
- No, tak...
- No to właśnie tam. Weź coś ciepłego. - Zayn odszedł zostawiając ją osłupiałą, ale chwilę tylko zajęło jej stwierdzenie, że brunet na poważnie proponował jej wyjazd, więc poleciała do sąsiedniego pokoju, gdzie wciąż znajdowały się jej ubrania i do torby wsadziła kilka przydatnych rzeczy i kosmetyków i właściwie pomyślała, że jest gotowa. Ubrała ciepły sweter, skoro czekała ich kilkugodzinna jazda i z torbą zeszła na dół, gdzie brunet już na nią czekał. Liam, który rozmawiał z Zaynem uśmiechnął się do niej ciepło i mruknął cicho, gdy tylko brunet zniknął w garażu:
- Będzie fajnie, tylko wykorzystaj czas i każ mu mówić. - Nietypowa rada, ale dziewczyna wiedziała do czego się odnosił.
- Dzięki, mam nadzieję. Pa, Liam. - Uśmiechnęła się do niego, ubrała kurtkę i zbiegła do garażu słysząc pomruk silnika.
Po wyjechaniu z Londynu, które zajęło im sporo czasu, jako, że był piątkowy wieczór, znaleźli się wreszcie na autostradzie i gdy Zayn nie musiał już przejmować się manewrami Ivy wyciągnęła rękę i objęła dłoń bruneta, która spoczywała na kierownicy. Chłopak uśmiechnął się na ten drobny gest i przeniósł ich dłonie na udo szatynki.
- Wiesz... myślę, że poczyniliśmy pewne postępy od naszej ostatniej wspólnej podróży. - Uśmiechnął się czując jak szatynka bawi się jego palcami.
- Tak? Jakie?
- Już nie grozisz mi pozbawieniem ręki. - Dziewczyna uśmiechnęła się przypominając sobie, jak jeszcze nie tak dawno jego dłoń tak bardzo ją irytowała.
- Naprawdę nudzisz się w domu? - Mruknął cicho po chwili. - Bo wiesz, jakbyś czegoś chciała to powiedz.
- Przez ciebie mam wyrzuty sumienia... nie dość, że mnie przygarnąłeś, to teraz martwisz się, że się nudzę? Czułabym się lepiej, gdybym mogła dołożyć się do mieszkania i wiesz, ogólnie nie być pasożytem...
- Kurwa, Ivy... jesteś ze mną i nie chcę żebyś pracowała. Jak tylko powiesz, że czegoś chcesz to załatwię to.
- Wiem Zayn. - Mruknęła smętnie, bo wiedziała, że nie zmienił zdania, a nie chciała się z nim kłócić. Była to patowa sytuacja, bo oboje chcieli dobrze, ale obojgu propozycja drugiego nie podobała się.
- Ale nie chcę też, żebyś czuła się źle w domu...
- A jak powiem, że tylko praca by mnie uszczęśliwiła?
- No świetnie, czyli ja cię nie uszczęśliwiam? Może upiję cię na wyjeździe i zapomnisz o pracy? Może wtedy wystarczę ci do szczęścia?
- Pod warunkiem, że ty się ze mną upijesz i zapomnisz o swojej pracy.
- To wystarczy, że zaopatrzymy się w dużą ilość alkoholu. O pracy już zapomniałem.
- Tak? I nikt nie zadzwoni jutro rano, że musisz koniecznie wrócić?
- Nie. - Zayn uśmiechnął się spoglądając na dziewczynę. - Nie mam telefonu, więc nawet jakby się paliło to nie będę wiedział.
- I jesteś taki spokojny? Żadnej kontroli nad firmą?
- Została w dobrych rękach Liama, więc się nie martwię.
Ivy umilkła i dalej delikatnie bawiąc się palcami chłopaka wpatrzyła się w migoczące w oddali światła jakiegoś miasta. Była trochę sfrustrowana tą rozmową... Nie do końca chciała, żeby tak się potoczyła.
Czyli ja cię nie uszczęśliwiam?... Właśnie, czuła się tak, jakby Zayn miał monopol na sprawianie, że była szczęśliwa... tylko gdy znikał to wolałaby mieć zajęcie, a on nie mógł z jakiegoś powodu tego zaakceptować. Już i tak miała wrażenie, że w bardzo dużym stopniu zrezygnowała z niezależności, którą tak bardzo ceniła. Wszystko przez niego... wszystko dla niego...

środa, 29 marca 2017

.35 "jeśli tylko chcesz.."

Emocje Zayna miały to do siebie, że potrafiły wpływać na atmosferę całego domu, ale Ivy miała wrażenie, że najmocniej przekładały się na nią, jakby była do niego jakoś dostrojona, chociaż teraz zaczynała zauważać w tym pewne zmiany. Wciąż odczuwała jego zmieniający się nastrój, ale też coraz lepiej potrafiła go odczytywać. Wiedziała już, co oznaczają niektóre gesty, drobne zmiany w wyrazie twarzy czy tony w jego głosie. I chociaż jej działania zazwyczaj były instynktowne i dziewczyna nie do końca zdawała sobie z tego sprawę, to zwykle wystarczyła tylko jej obecność, żeby trochę złagodzić jego nastrój. Po tym, jak mecz dobiegł końca Zayn wyszedł z salonu nadal nachmurzony. Czuła to i dlatego mimo, że chłopak przeniósł ją ze swoich kolan na kanapę i wyszedł sam, tylko chwilę jeszcze siedziała przyglądając się jak Harry rozłożony na kanapie podrzuca popcorn i próbuje złapać go w locie, ale na policzone przez nią dziesięć rzutów udało mu się zjeść tylko cztery, a pozostałe sześć ziaren wylądowało we włosach szatyna i na podłodze obok kanapy. Gdy tylko na korytarzu zrobił się ruch, który oznaczał powrót reszty domowników, Ivy zrezygnowała z dalszego cichego sędziowania w popcornowych zmaganiach Harry'ego, przemknęła przez korytarz witając się krótko z zadowolonymi chłopakami i poszła na górę do pokoju bruneta. W końcu nie po to czekała na niego cały dzień, żeby teraz po nudnym meczu, podczas którego prawie w ogóle nie rozmawiali porzucał ją na rzecz samotnego przesiadywania w pokoju, zostawiając jej Harry'ego jako rozrywkę. Gdy zjawiła się w pokoju siedział przy biurku i przeglądał coś na komputerze, ale gdy zbliżyła się do niego obrócił się tak, aby umożliwić jej zajęcie miejsca na kolanach. Spojrzał na nią lekko apatycznym wzrokiem.
- Zayn...
- Muszę coś zrobić. - Mruknął.
- Och... Przeszkadzam ci... - Westchnęła na jego suchy ton i już chciała się podnosić.
- Nie, zostań. - Obrócił się z powrotem w stronę ekranu, a Ivy położyła głowę na jego ramieniu chwilę przyglądając się jakimś tabelom wypełnionym cyframi, ale stwierdzając, że nie jest to zbyt ciekawe przymknęła oczy zadowalając się ciepłem i zapachem bruneta. W pewnym momencie po pokoju rozległ się dźwięk pukania i głos Liama, który chyba tylko chciał się upewnić, że wszystko jest w porządku, a może chciał o coś zapytać, ale swoim przyjściem rozbudził przysypiającą już dziewczynę, która spoglądając na zegar na ekranie komputera stwierdziła, że musiała zasnąć, bo dochodziła północ. Podniosła głowę z ramienia Zayna i zobaczyła, że nadal wpatrzony jest w ekran, chociaż, gdy dostrzegł ruch dziewczyny poświęcił jej krótkie spojrzenie.
- Zayn... nie jest za późno na pracę? - Mruknęła nieco zaspanym głosem i przetarła oczy.
- Nie wiem, może...
- Chodź. - Ivy wstała powoli i pociągnęła go za rękę.
- Gdzie chcesz iść? - W głosie Zayna zabrzmiała nuta zniechęcenia, ale powoli podniósł się z krzesła.
- Chodź. - Pociągnęła go w stronę łazienki. - Wiem, że wolisz prysznic, ale proponuję kąpiel. - Wiedziała, że to poprawi mu nastrój. Gdy już odkręciła kran i nalała do wanny płynu o delikatnym pomarańczowym zapachu, spojrzała na bruneta, a jego twarz nie wyrażała żadnych oznak zirytowania tylko coś na kształt ulgi. Zdjęła bluzkę, obróciła się plecami do chłopaka i odgarnęła włosy na jedno ramię.
- Rozepniesz? - Przez moment czekała licząc, że poczuje palce chłopaka na plecach, ale nie doczekała się i zdziwiona obróciła głowę w stronę bruneta. Stał, też już bez koszulki i wpatrywał się w jej plecy, ale nie zbliżył się nawet o krok.
- Ivy, na pewno...?
- Tak – Odpowiedziała pewnie.
Nadal się do niej nie zbliżył, więc dziewczyna markotniejąc mruknęła:
- Jak nie to sama sobie poradzę... - Myślała, że to jest to, czego chciał i że inaczej zareaguje na jej prośbę.
- Nie, czekaj. - Jego palce oplotły jej dłonie sięgające do zapięcia stanika. - Nawet nie wiesz jak chętnie to z ciebie ściągnę... po prostu nie myślałem, że będziesz chciała... Tylko zaczekaj, bo jak ktoś wlezie mi do pokoju teraz to zabiję. Czekaj i nie waż się ruszać. - Pociągnął za ramiączko, które z charakterystycznym odgłosem powróciło do łopatki dziewczyny. Wyszedł i po chwili w pokoju rozległ się dźwięk przekręcanego zamka i zaraz potem wrócił do łazienki i powoli zbliżył się do szatynki. Wreszcie doczekała się ciepłych rąk na swoich plecach, kiedy Zayn powoli rozpinał jej stanik równocześnie całując odsłoniętą szyję dziewczyny. Zanim się zorientowała zsunął ramiączka z jej ramion i ta zbędna już część garderoby wylądowała na podłodze, a dłonie bruneta już zajmowały się zamkiem w jej spodniach. W ten sposób po krótkiej chwili stała już nago przed chłopakiem, który zamiast sam się rozbierać, zamarł z lekkim uśmiechem na ustach i poszerzonymi źrenicami chłonął widok przed sobą tak intensywnie, że Ivy wydawało się, że jej twarz musiała nabrać pięknego buraczanego odcienia, aż ukryła ją w dłoniach.
- Weź się tak nie gap, Zayn! - Pisnęła wyraźnie skrępowana jego zachowaniem.
- Mała, daj mi się nacieszyć chociaż przez moment chwilą, na którą tyle czekałem, dobra? Naprawdę, wy kobiety... Najpierw "rozbierz mnie!", a potem "nie patrz!"... Poza tym... wyglądasz cudownie. - Ostatnie zdanie wypowiedział dużo ciszej zbliżając się do dziewczyny tak, że jego oddech owiał jej czoło, na którym złożył pocałunek, odrywając jednocześnie dłonie szatynki od jej twarzy. Odsunął się od niej po chwili nie przestając skanować jej ciała i kontynuował pozbywanie się reszty swojej garderoby. Ivy w międzyczasie dla odmiany próbując jak najbardziej unikać patrzenia na bruneta i karcąc się w myślach za dziecinne zachowanie, związała włosy, zakręciła kran i zdążyła wstawić nogę do wanny, gdy poczuła dłonie na biodrach, które podniosły ją pomagając znaleźć się w ciepłej wodzie. Chłopak wszedł do wanny zaraz za nią, obrócił dziewczynę przodem do siebie i pociągnął ją za sobą, tak że chwilę później siedzieli twarzami do siebie, otoczeni pianą o zapachu pomarańczy. Jego spojrzenie znów zaczęło wędrować po jej ciele, chociaż co chwilę powracał do jej twarzy i uśmiechał się dostrzegając jak lekko się rumieni i przygryza wargę, ale gdy tylko zobaczył jak otwiera usta z lekko zmarszczonymi brwiami, mruknął:
- Mała, mów co chcesz, ale chyba cię utopię jak powiesz coś o patrzeniu. - Szatynka westchnęła zrezygnowana, a jej dłonie znowu uniosły się, żeby ukryć zaróżowione policzki. Wcześniej myślała, że jest to lepszy pomysł, akurat tego problemu nie miała z byłym, ale coś w spojrzeniu Zayna było zbyt... za bardzo.. za dużo i za intensywnie. Siedziała okrakiem na udach chłopaka, który pożerał wzrokiem wszystkie jej krągłości zaciskając palce na jej biodrach, ale gdy spostrzegł, że dłonie Ivy znowu wędrują do jej twarzy złapał ją za nadgarstki, które pociągnął ku sobie zaplatając jej ramiona na swoim karku i korzystając z bliskości twarzy swojej towarzyszki przygryzł jej wargę, a potem tę lekką pieszczotę zamienił w pocałunek. Zajęło to myśli dziewczyny na tyle, że mocniej przyciągnęła chłopaka do siebie, a on przeniósł dłonie z powrotem na jej biodra i pogłębiając pocałunek wpadł na szatański pomysł. Najpierw delikatnie gładził jej boki, ale szybko zamienił ten niewinny gest w zabójcze łaskotki. Jego palce okazały się zadziwiająco sprawne w tym zakresie, tak, że dziewczyna nie miała nawet szansy oddać mu jakiegokolwiek pocałunku albo zagrozić czymkolwiek przez ciągły chichot. Ledwo oddychała, ale brunet za dobrze bawił się teraz, gdy mógł bez przeszkód na nią patrzyć, a jedne, co udawało się jej wykrztusić pomiędzy próbami nabrania oddechu a ciągłym śmiechem, było jego imię. W końcu z trudem udało jej się wybłagać bruneta, żeby przestał ją łaskotać i wreszcie po tych męczących kilku minutach, które Ivy wydawały się nieznośnie długie, mogła ułożyć się na jego ramieniu i lekko pocałować go w szyję, na co chłopak przekrzywił głowę i nadal uśmiechając się złączył ich usta w powolnym pocałunku.
- Wiesz, zaczynam lubić kąpiele. - Mruknął.
- To dobrze, bo ja uwielbiam kąpiele.
- Ale pod prysznicem też można robić ciekawe rzeczy.
- Taak? Jakoś chyba... nie jestem przekonana... - Miała do tego swoje powody. Konkretnie jeden, który siłą zaciągał ją pod prysznic i bynajmniej nie łaskotał jej tam.
- Jestem pewien, że niedługo cię przekonam.
- Zayn... mogę... mogę ci o czymś powiedzieć? - Nie była do końca pewna, ale skoro tak się zbliżyli, to chciała powiedzieć brunetowi co leży jej na sercu.
- Jasne, mała. Wszystko, co tylko chcesz...
- Bo wiesz... to... to wszystko przez niego... ja wiem, że nie jesteś taki jak on, ale przed tobą był tylko on i... nie mam najlepszych doświadczeń... zwykle... zamiast przyjemnych wspomnień miałam rano... siniaki... i po prostu...
- Co?! - Zayn usiadł gwałtownie i przeniósł Ivy na swoje kolana, tak, żeby widzieć jej twarz. - Bił cię?
- Nie, tylko... on... wolał ostry seks, a to w połączeniu z alkoholem albo prochami... nie kończyło się zbyt dobrze dla mnie... - Nie spodziewał się takiego wyznania. Ivy pierwszy raz z własnej woli powiedziała mu coś o swoim byłym. I naprawdę nie wiedział, czego się spodziewał, ale chyba nie tego... To jednak wiele wyjaśniało, jeśli chodzi o jej strach przed mężczyznami i zbliżaniem się do nich. Westchnął nie chcąc wpadać w zły humor przy niej, zapisał tylko to, co powiedziała w pamięci na liście grzechów byłego faceta Ivy, za które trzeba mu było połamać parę kości, przyciągnął ją bliżej i pocałował w czoło.
- Wiesz, mała, zrobiłbym wszystko, żeby wymazać ci te wspomnienia z pamięci, ale skoro to niemożliwe, to stworzymy nowe wspomnienia, bez siniaków, prochów i alkoholu, wypełnione tylko twoimi jękami i moim imieniem. Jeśli tylko chcesz... - Mruczał jej do ucha.
- Jestem do twojej dyspozycji. Ostatnio chyba i tak moje życie kręci się głównie wokół oczekiwania na twój powrót z pracy... - Uśmiechnęła się lekko marszcząc przy okazji nos.
- Aż tak się tu nudzisz? - Zapytał, ale tak naprawdę najbardziej zaintrygowało go pierwsze zdanie. Tak, zdecydowanie jest jego.
- Nie, tylko jak wychodzisz, to... tęsknię... - Zayn uśmiechnął się lekko na to stwierdzenie wiedząc co ma na myśli, bo sam też to czuł. Tylko chyba nie nazywał tego tęsknotą, raczej niepokojem gdy tracił ją z oczu.

***
ale ja potrafię działać z zaskoczenia... na pewno nikt się nie spodziewał takiego nocnego rozdziału...
#miszczstrategii

piątek, 14 października 2016

.34 "mecze mnie nudzą"


***

Jedynym dźwiękiem rozchodzącym się po domu było bębnienie deszczu o szyby. Nikt nie krzątał się po kuchni, nie było słychać żadnych rozmów czy śmiechów. Światła były pogaszone jakby ktoś stwierdził, że żarówki zbyt mocno kontrastują z szarością za oknem. Tylko jedna mała lampka w sypialni na piętrze przeciwstawiała się tej ponurej kolorystyce. Przy lampce, nakryta kołdrą, siedziała oparta o wezgłowie łóżka ciemnowłosa dziewczyna. Próbowała czytać, ale od czasu do czasu jej myśli uciekły gdzieś, mknąc do chłopaka, od którego nie mogła uciec. Tak wbił się w jej podświadomość, że mimowolnie pojawiał się i znikał z jej głowy przy byle okazji. Gdy kolejny raz przerwała czytanie w połowie zdania, zamknęła książkę i spojrzała na zegarek. Wciąż wydawało się jej, że jest dużo później niż było w rzeczywistości przez szare chmury zawieszone nisko na niebie. Było tak ponuro, jakby był już wieczór, chociaż minęła dopiero 15. Był to czas, kiedy mogła zacząć spodziewać się któregoś z pozostałych mieszkańców domu. Serce najbardziej wyczekiwało na tego jednego, ale cieszyła się obecnością każdego z nich. Siedziała sama ponieważ ostatnimi dniami Zayn odpuścił trochę z traktowaniem jej jak dziecka, więc wszyscy wychodzili wtedy kiedy musieli, a Ivy spędzała część dnia samotnie, chociaż od kiedy Liam udostępnił jej swoją biblioteczkę, a Zayn przywrócił rurę miała się czym zająć, biorąc też pod uwagę fakt, że została samozwańczym szefem kuchni. Cały czas trochę ją korciło, żeby gdzieś wyjść, ale jej zapał ostudziły nieco ulewy, które ostatnio dawały się wszystkim we znaki. Z westchnieniem zrzuciła z siebie kołdrę, zgasiła światło i podreptała na dół, żeby tam ulokować się na kanapie w salonie i przy telewizji poczekać na któregoś z domowników. Wpatrzona w ekran nawet nie zwróciła uwagi na szczęk kluczy w drzwiach, ale całkiem dobrze usłyszała głos tuż przy uchu:
- Cześć mała. – Odwróciła głowę dokładnie w momencie, w którym brunet nachylił się bardziej, żeby pocałować lekko jej szyję, przez co trafił na usta dziewczyny. Zayn uśmiechnął się, jeszcze przez moment nie odrywając się od szatynki. Zanim którekolwiek z nich zdążyło pogłębić pocałunek, chłopak wyprostował się i z lekkim uśmiechem czającym się na ustach obszedł kanapę i usiadł obok dziewczyny przygarniając ją do siebie. Tym razem poza swoim zapachem wniósł do mieszkania również woń deszczu i zimna. Jeszcze przez moment dziewczyna czuła pod swoim policzkiem chłód, zanim przez materiał jego ubrania doszło do niej ciepło jego ciała. Ostatnio było miedzy nimi tak dobrze. Zayna nikt nie denerwował przez parę dni, więc wracał do domu nie tak późno i w całkiem niezłym nastroju. Miał czas, żeby posiedzieć z Ivy i nawet opowiedział jej parę rzeczy o sobie i chociaż nie była to ta część historii życia chłopaka, na której najbardziej jej zależało, to dziewczyna była bardzo zadowolona, że brunet sam z siebie zaczął jej o czymś mówić. Zachowywali się zupełnie jak para, chociaż nie padła odnośnie tego żadna deklaracja, a pozostali mieszkańcy domu nie robili żadnych uwag w stosunku do zachowań wpatrzonej w siebie dwójki. Zupełnie jakby tak po prostu miało być. Siedzieli tak w półmroku dobre pół godziny rozmawiając po cichu, aż usłyszeli trzask drzwi i wołanie Nialla z korytarza:
- Ivy?! Jesteś tu?
- Pewnie, że jestem.
- Fajnie, bo wiesz... – Niall na chwilę zamilkł wchodząc do salonu. - ... o Zayn, wróciłeś? To jeszcze lepiej... chodzi o to, że Louis załatwił bilety na dzisiejszy mecz i właśnie do mnie dzwonił, czy chcemy iść. Nie wiem czasami jak on to robi, serio... – Blondyn był w zdecydowanie dobrym nastroju i wpatrywał się z jakby radosnym oczekiwaniem w dwójkę przyjaciół.
- Na mnie nawet nie patrz. Wiem, że mówiłam, że jestem znudzona, ale nie aż tak, żeby wychodzić na deszcz i to tylko po to, żeby oglądać piłkę. – Mruknęła dziewczyna.
- Ale boisko jest pod dachem.
- Niall... wiesz, niby tak, ale nie mamy przejścia z kuchni na stadion, a tam jest tak bardzo... – dziewczyna machnęła w stronę okna, za którym czaiły się wszechobecna wilgoć i ciemne chmury i mimowolnie się wzdrygnęła.
- Marudzisz, przecież pojedziemy autem. – Jęknął blondyn.
- Jak będziesz miał bilety na mistrzostwa świata w tańcu na rurze to daj mi znać. Piłka nożna – raczej nie. Ni, serio, ja tam prędzej zasnę...
- No dobra, kapuję. – Westchnął wreszcie i zwrócił wzrok w stronę bruneta. – Mamy godzinę, żeby się tam dostać, więc trzeba się zbierać. Harry i Liam też już powinni tam być.
- Wiesz, Niall, myślę, że spasuję tym razem. Miałem trochę roboty poza biurem, więc raczej zostanę w domu. – Mruknął Zayn wzruszając lekko ramionami.
- Serio? Ale Zayn... wiesz jakie miejsca potrafi załatwić Lou... Pamiętasz ostatni mecz? I też wstrząsnął bilety w ostatnim momencie..
- Wiem, wiem... jedź, bo nie zdążysz... serio Niall... nie chce mi się...
- Ale... ech... no dobra, to ja lecę, ale żeby nie było potem do mnie pretensji o coś, ok?
- Spoko, na prawdę, jedź. – Zayn uspokoił blondyna kiwając przy okazji głową w stronę drzwi.
- Ok, to widzimy się wieczorem. – Uśmiechnął się i zniknął w korytarzu.
- Baw się dobrze, Ni! – Krzyknęła za nim Ivy.
- Będę, dzięki!
Usłyszeli tylko trzask drzwi i jakby przytłumiony dźwięk silnika.
- Wiesz, że my też możemy się dobrze bawić w domu? – Brunet odezwał się nagle po dłuższej chwili ciszy spoglądając na dziewczynę z ukosa.
- Chcesz oglądać ten mecz w telewizji? - Jęknęła dziewczyna. Chłopak roześmiał się słysząc zrezygnowany ton w głosie Ivy.
- Właściwie to nie... – Mruknął jej do ucha. - ...właściwie to miałem na myśli coś bardziej... – Zmienił pozycję i pchnął szatynkę na kanapę i zawisnął nad nią tak, że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. - ...takiego. - Chwycił ją za podbródek i pociągnął, rozchylając lekko jej usta. Czuła ciepło jego oddechu, tuż nad swoimi ustami, ale jej nie pocałował. Zaraz potem chłopak ledwo muskając jej usta przesunął językiem po jej wardze. Droczył się z nią. Nie pocałował jej tak jak tego chciała. Jeszcze raz ledwo musnął jej usta, ale tym razem chciała go zatrzymać na dłużej, więc gdy język bruneta musnął jej, głowa dziewczyny uniosła się podążając za jego oddalającymi się ustami. Zayn uśmiechnął się, widząc jej reakcję. Chciał ją podrażnić, ale w gruncie rzeczy chciał tego samego, co dziewczyna. Chciał jej bliżej. Chciał ją czuć bardziej. Ale równocześnie nie chciał jej do niczego zmuszać, przynajmniej nie teraz. Nie wiedział, czy jest na to gotowa. Jakoś dziwnie mu zależało, żeby ona też tego chciała. Wiedział, że było miedzy nimi dobrze, mimo, że trwali w pewnym zawieszeniu nie wykonując żadnych ruchów. Ona nie uciekała, a on cierpliwie czekał, kiedy będzie gotowa. Nie mógł zaprzeczyć sam przed sobą, że cały czas liczył, że dziewczyna da mu jakiś znak, jakiś drobny gest pozwalający mu posunąć się dalej. Wiedział, że ciężko jej było zapomnieć o byłym. Nie znał, co prawda zbyt wielu faktów dotyczących tamtego chłopaka, a dziewczyna nadal bardzo niechętnie rozmawiała z nim na ten temat, ale Zayn jako jedno z ważniejszych zadań na liście rzeczy do zrobienia ciągle miał odegranie się za krzywdy dziewczyny. Nie znalazł jeszcze sposobu na wyciągnięcie z niej danych takich jak imię, nazwisko czy adres, ale był pewien, że to tylko kwestia czasu. Już długo nie dawało mu to spokoju. Może miał nadzieję, że gdy Ivy zobaczy, że przy nim jej były nie ma szansy nic jej zrobić przestaną ją nękać wspomnienia.
- Zayn? Wszystko w porządku? – Ivy delikatnie przejechała palcami po szorstkim policzku bruneta, który ze zdziwieniem otrząsnął się. Od dobrych kilku minut wpatrywał się w dziewczynę, a jego myśli błądziły gdzieś obok. Skupił się na jej dużych oczach przyglądających się mu z ciekawością i uśmiechnął się lekko. Jej dłoń nadal błądziła po jego skórze, tak że przymknął na moment powieki. Lubił tę jej delikatność. Rzadko kiedy ktokolwiek bywał taki w stosunku do niego. Właściwie to nikt nie bywał delikatny. On sam też nie traktował tak innych ludzi. Tylko dla niej robił ten drobny wyjątek. Mimo tego, że dla komfortu dziewczyny utrzymywał pewien dystans, zrezygnował z niego gdy ręce dziewczyny przeniosły się na jego kark i przygniótł ją swoim ciałem, tak, że jedynie ich twarze dzieliła niewielka przestrzeń. Wplątał dłonie w jej ciemne włosy, wysunął lekko język zwilżając usta i nachylił się nad nią, składając powolny pocałunek na jej ustach.
- Będę delikatny. - Szepnął niespodziewanie jej do ucha i musnął wargami jej szyję. Nie miał pojęcia jak dziewczyna zareaguje, ale coś mu kazało spróbować. - Wiesz, że nic ci nie zrobię, prawda?
- Wiem, ale Zayn...
- Sprawię, że zapomnisz o nim. - Znowu wpił się w jej usta.
- Tak? - Gdy oderwał się od niej szepnęła to jedno słowo tak bezbronnym tonem, że chłopak wiedział, że już jest jego. Teraz zależało mu tylko, żeby dziewczyna naprawdę przestała myśleć o tamtym śmieciu.
- Obiecuję. - Mruknął składając drobne całusy na jej dekolcie, jakby miał pewność, że tym razem dziewczyna pozwoli mu pójść dalej. I chyba miał rację, bo Ivy nie wykonała żadnego gestu, żeby go odepchnąć, przesunęła tylko dłonie z jego szyi kładąc je na barkach chłopaka. Westchnęła lekko, ale jej wydech został zagłuszony przez trzask.
- Cześć! – Krzyk Harry'ego rozległ się po korytarzu. Zayn oderwał się od szyi dziewczyny i z cichym przekleństwem spojrzał w jej zdziwione oczy.
- Harry, czy ty kurwa nie miałeś być na meczu? - Warknął brunet siadając, gdy szatyn pojawił się w zasięgu wzroku.
- Taaa... miałem, ale byłem w innej części Londynu i zanim dojechałem mecz się zaczął, a nie mogłem się dodzwonić do chłopaków, więc wyszło, że nie mam biletów i rozumiecie... ale leci w telewizji, nie? Czemu nie oglądacie?
Ivy, która również podniosła się do pozycji siedzącej przyglądała się na zmianę niczego nieświadomej twarzy Harry'ego i zmarszczonym brwiom Zayna i uśmiechnęła się szeroko.
- To przeze mnie. Wiesz jak mnie to nudzi. Ale jak chcecie oglądać to posiedzę z wami. - Powiedziała próbując się nie roześmiać, wdrapała się na kolana Zayna i położyła głowę na jego ramieniu.
- Ok, to fajnie. - Mruknął Harry łapiąc pilota i zaczął szukać odpowiedniego kanału.
- No, kurwa, świetnie. - Mruknął koło ucha Ivy brunet. Dziewczyna podniosła głowę i pocałowała chłopaka lekko w usta uśmiechając się delikatnie.
 

_________________________________________________________________________________
 

 
Nie ma słów, które wyrażą jak bardzo jest mi przykro i jak bardzo winna się czuję przez to wszystko. Mówię oczywiście o moim, delikatnie mówiąc, zniknięciu. Wiecie, miałam takie nastawienie, że jak tylko skończę pisać pracę i się obronię to siądę i napiszę całą górę nowych rozdziałów i w ogóle... ale potem JAK ZWYKLE mi nie wyszło... jakoś tak całkiem nie wiem kiedy wakacje minęły i oto jestem tu, zupełnie jak Ivy, w Londynie, i powiem Wam szczerze, że co najmniej dobre trzy tygodnie próbuję napisać rozdział i tak mi ciężko. Ani nie mam czasu ani pomysłu (no i dotychczas nie dysponowałam komputerem z polskimi znakami! - a co mogłoby być bardziej deprymujące niż pisanie „zrob mi laske i zamknij sie”). No, także ostatecznie wyszedł mi rozdział o niczym... Mieszkam u takiej dziwnej rodziny i psychicznie tak mi jakoś źle... Chcę do domu, ale trochę głupio mi zrezygnować, bo tak chciałam pomieszkać przez rok w Anglii... no, dosyć narzekania... więc chciałam dać Wam znać, że żyję i że bardzo mi głupio i przykro, że tak Was zostawiłam. Nie obiecuję tym razem żadnych rozdziałów, bo po prostu nie wiem... absolutnie nie mówię o zakańczaniu mojej „kariery pisarskiej” czy któregokolwiek z opowiadań, ale chcę być całkowicie szczera jeżeli chodzi o szansę, że coś wstawię... nie mam bladego pojęcia... od stycznia mam nadzieję przenieść się gdzieś indziej i może tam będę miała więcej czasu i jakieś pozytywniejsze otoczenie, ale w tej chwili... jakoś nie mogę się za to zabrać... zanim w ogóle się za to wzięłam musiałam przeczytać jeszcze raz całe opowiadanie i nie zdziwcie się, jak kiedyś Wam oznajmię, że muszę ten cały tekst przeredagować i wprowadzić poprawki, bo trochę się śmiałam sama z siebie w pewnych momentach podczas czytania :P

PRZEPRASZAM

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

.33 "przecież ty tam byłeś"

Cześć Ptaszyny!
Minął miesiąc, więc zaczęło mi się robić głupio...
Więc... mam jutro (a właściwie dzisiaj) test z 6848965 słówek, z których znam 5... jest po drugiej w nocy... ale co tam... przynajmniej napisałam ;P
Czy ta historia nie zaczyna robić się przesłodzona troszeczkę?
Bo takie jakieś mam wrażenie...

enjoy!

_____________________________________________________


Ivy zadowolona, że udało jej się wyciągnąć na górę obydwu chłopaków bez specjalnych uszczerbków na zdrowiu, wstawiła do piekarnika lasagne i pociągnęła Zayna do łazienki na dole, żeby zrobić porządek z jego dłońmi, ponieważ chłopak zbagatelizował potrzebę umycia i odkażenia miejsc, gdzie jego skórę znaczyła zaschnięta krew, tak samo jak lekką opuchliznę w okolicy kostek. Usadowiła bruneta przy umywalce i zdezynfekowała na wszelki wypadek miejsca pokryte krwią, a potem przytrzymała jego dłonie pod strumieniem zimnej wody. Chłopak przyglądał się dziewczynie bez słowa i zachowując neutralną minę pozwalał jej wykonywać wszystkie czynności, chociaż nie sądził, żeby było to potrzebne, ponieważ krew nie była jego tylko Tommy'ego, a opuchlizny nawet nie czuł, ale fakt, że szatynka tak się nim przejęła i stanowczo trzymała jego dłonie w swoich drobnych był sam w sobie ujmujący. Właściwie nawet nie zapytała go o to, tylko pociągnęła za sobą do łazienki. Było mu trudno samemu przed sobą przyznać, że było mu po prostu miło, że dziewczyna się nim przejmuje, mimo, że mogłaby na przykład wyrzucać im, że zostawili ją na pastwę obcego chłopaka. Właściwie to tylko dzięki niej w domu panował spokój, ponieważ dziewczyna mogła by być wkurzona o potraktowanie jej jak dziwki, a Zayn wtedy chodziłby wkurzony o to, że została pozostawiona z Tommym sama. A ona nie dość, że nie miała żadnych pretensji, to jeszcze uspokoiła bruneta. Tak więc chłopak siedział spokojnie, mając kolejny dowód zaufania i przywiązania dziewczyny. Poza tym, gdy teraz o tym myślał, wydawało mu się, że przekroczyła jakąś barierę.
- Nie bałaś się schodzić do garażu? - Mruknął cicho, odzywając się po raz pierwszy od jakiegoś czasu. Ivy skierowała na niego lekko zdziwione spojrzenie, chwilę milczała zastanawiając się nad sensem zadanego nagle pytania, a potem uśmiechnęła się do chłopaka delikatnie i wróciwszy wzrokiem do jego dłoni odpowiedziała cichym, ale pewnym głosem:
- Nie, przecież ty tam byłeś.
- No właśnie... - Mruknął krzywiąc się lekko, będąc świadomym, że to właśnie on może stanowić dla niej największe zagrożenie. Dziewczyna słysząc tę nietypową nutę w głosie chłopaka zakręciła wodę i spojrzała na bruneta analizując jego twarz.
- Zayn... możesz mnie nazwać głupią, naiwną albo jak chcesz ale jesteś... wiesz... wydaje mi się, że w tej chwili jesteś osobą, której najbardziej ufam i chyba jedną z niewielu, wobec której użyłabym w ogóle tego słowa.
- Wiesz, chyba przebywanie tu źle ci robi.. - Mruknął Zayn, ale na jego twarz wpłynął uśmiech.
- No, zdecydowanie rzuca mi się na mózg... - Westchnęła odwzajemniając uśmiech. Chwilę wpatrywali się w siebie w milczeniu, aż dziewczyna pokręciła lekko głową, wcisnęła brunetowi ręcznik w ręce i wyszła z łazienki. Po chwili byli ponownie razem w jednym pomieszczeniu, bo chłopak podążył jej śladem do kuchni. Zastali tam Nialla, który kręcił się w okolicy piekarnika zwabiony zapachem jedzenia. Mimo, że Zayn patrzył spode łba na Harry'ego mając do niego cały czas pretensje, udało im się zjeść w spokoju obiad, który zrobił się już wczesną kolacją, po której wszyscy się gdzieś rozeszli i w ten sposób Ivy znalazła się na górze razem z Zaynem w jego pokoju.
- Więc... przemyślałaś to i na pewno chcesz tu być? - Mruknął, chociaż był dosyć pewny odpowiedzi dziewczyny. Szatynka uśmiechnęła się siadając na kolanach chłopaka i przywarła lekko ustami do skóry na jego szyi.
- A co? Chcesz się mnie pozbyć? - Zapytała kładąc głowę na jego ramieniu.
- Cóż... jakbym mógł, to zrobiłbym coś dokładnie przeciwnego... Przykleiłbym cię do siebie albo zamknął w tym pokoju. - Mówił coraz ciszej opierając policzek na głowie Ivy. Znowu spostrzegł, że robi rzeczy, o które wcześniej nawet by się nie podejrzewał. Od kiedy pamiętał nie chciał się wiązać z żadną dziewczyną, nie potrzebował spędzać z nimi czasu, często wydawały mu się płytkie i nieciekawe. Całkowicie wystarczał mu seks, możliwość wyładowania się, a więź emocjonalna była kompletnie poza jego potrzebami. Teraz, przy Ivy, wszystko się przestawiło. Lubił mieć dziewczynę obok siebie, dawała mu jakieś dobre poczucie, którego nie potrafił nazwać czy wytłumaczyć, ale z nią było lepiej. Oczywiście, chciał mieć ją jak najbliżej w każdym aspekcie, i cielesnym i duchowym, ale wystarczyło mu stopniowe zbliżanie się do dziewczyny. Sama ta zmiana jego sposobu traktowania dziewczyny, która następowała jakby poza jego kontrolą wywoływała w nim z jednej strony zdziwienie, a z drugiej pewnego rodzaju rozdrażnienie. Zayn był typem człowieka lubiącego mieć wszystko pod kontrolą, więc to, na co nie miał wpływu zawsze wyjątkowo go denerwowało i chociaż w tym wypadku nie było to nic złego, chłopak miał problemy z zaakceptowaniem tego. Dodatkowo, dochodził do tego pewien niepokój, który co prawda był przez niego od czasu do czasu odczuwany w przypadku chłopaków, gdy coś się z nimi działo, ale gdy chodziło o szatynkę, uczucie to było silniejsze i pojawiało się gdzieś z tyłu jego głowy za każdym razem, gdy dziewczyna znikała z zasięgu jego wzroku. Tak więc, psychicznie relacja z dziewczyną była dla niego i dobra i zła, bo miał dzięki niej i spokój i powodowała jego zdenerwowanie, ale oba te uczucia uzależniały go coraz bardziej od drobnej dziewczyny siedzącej na jego kolanach. Teraz, gdy była tak blisko niego, po jego głowie nie błąkał się niechciany strach i chłopak czuł się dobrze. Jego umysł prześlizgiwał się po wydarzeniach tego dnia, jednak dużo wyraźniej przypomniały mu się dwie rzeczy. Zejście dziewczyny do garażu i to, co działo się w łazience. Ten dzień jakoś wyjątkowo pokazywał mu, że Ivy mu ufała.
- Mała.. może... po tym wszystkim... ciepła, rozluźniająca kąpiel? - Mruknął cicho w jej włosy. Dziewczyna nie spięła się jak bywało wcześniej, ale podniosła głowę z ramienia chłopaka i spojrzała na niego nie wiedząc co powiedzieć. Nie miała, co prawda, już takiego żywego obrazu jej byłego przed oczami, no i było jej u bruneta naprawdę dobrze, ale nie była jeszcze tak całkowicie pewna, czy jest na to gotowa. Chłopak nie zdziwił się wahaniem wymalowanym na twarzy dziewczyny, nawet spodziewał się go, ale postanowił nie rezygnować. Złapał szatynkę za podbródek i pocałował ją powoli, a gdy po chwili oderwał się od niej, oparł swoje czoło o jej i powiedział:
- Wiesz... rzadko idę na kompromis, ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek. Jeżeli nie chcesz się rozbierać całkiem, to możesz zostać w bieliźnie. Już tak spaliśmy, ćwiczyłaś tak... - Propozycja chłopaka wywołała lekki uśmiech zadowolenia na twarzy dziewczyny, chociaż zanim wypowiedziała słowa zgody, nasunęło się jej jedno pytanie:
- A ty?
- Co ja?
- No... też się tak całkiem nie rozbierzesz? - Na twarzy bruneta pojawił się przez moment diabelski uśmiech.
- Ja, kochanie, nie mam z tym problemu. - Mruknął i wybuchnął śmiechem widząc minę dziewczyny.
- Zayn! - Ivy schowała twarz w zgięcie szyi chłopaka, który ciągle śmiejąc się przygarnął szatynkę mocniej do siebie. Gdy dźwięk jego śmiechu, który swoją drogą bardzo podobał się dziewczynie, tym bardziej, że dosyć rzadko go słyszała, ucichł, poczuła, że brunet podnosi się razem z nią z łóżka i gdy zaczął iść przed siebie, usłyszała:
- Wiesz, mała, że zrobię co chcesz...
Postawił, a właściwie posadził ją dopiero w łazience na szafce, a sam zajął się odkręcaniem wody. Gdy szum wypełnił pomieszczenie, uśmiechnięty zwrócił się przodem do dziewczyny, poświęcając jej nagle całą swoja uwagę. Chwilę wyjątkowo intensywnie się w nią wpatrywał, żeby wreszcie powiedzieć:
- Pomóc ci czy sama się rozbierzesz? - Gdy już chciał chwycić za skraj jej bluzki, Ivy uśmiechnęła się i pokazała mu język.
- Chyba sobie poradzę. - Mruknęła i zdjęła koszulkę, zanim chłopak zdążył ją dotknąć. Potem zeskoczyła na posadzkę i zajęła się ściąganiem spodni, będąc bacznie obserwowaną przez bruneta. - Zayn... a ty zrezygnowałeś z kąpieli? - Zapytała, gdy złapała jego wzrok studiujący jej bladą skórę. Chłopak tylko posłał jej uśmiech i nie spuszczając z niej swoich czekoladowych tęczówek zgrabnym ruchem pozbył się koszulki. Dopiero teraz uderzyło ją to, ile tuszu pokrywa skórę chłopaka. Wcześniej nie miała okazji tak otwarcie pogapić się na jego tors, więc mimo, że wiedziała, że brunet ma trochę tatuaży, jakoś nie zdawała sobie sprawy, ile ich jest. Nawet nie zauważyła kiedy pozbył się spodni, a Zayn, w samych bokserkach z logiem batmana stał przed nią. Z uśmiechem wziął dziewczynę na ręce i już po chwili usadowił się z nią między nogami w ciepłej, pachnącej wodzie. Sam oparł głowę o krawędź wanny i z błąkającym się po jego twarzy uśmiechem przymknął oczy. Ivy stwierdziła, że nie czuje się niekomfortowo w żadnym stopniu, więc zakręciła wodę, która zdążyła już wypełnić wannę, obróciła się przodem do chłopaka i wykorzystując jego ramię jako poduszkę przykleiła do niego swój policzek również przymykając oczy.
- Zayn?
- Hm?
- Skąd masz tyle tatuaży?
- Nie wiem... jakoś się zebrało trochę... Mam kilku znajomych, którzy pracują w Londynie, więc co jakiś czas wpadam do nich... albo oni tutaj...
Kolejne ponad półgodziny spędzili na trochę urywanej leniwej rozmowie, na różne, ale niedrażliwe tematy. Potem woda zaczęła robić się zbyt letnia, a Ivy zaczęła robić się zbyt senna, żeby zwrócić na to uwagę, więc Zayn podniósł się do pozycji siedzącej, sadzając sobie dziewczynę na udach, żeby ją rozbudzić.
- Mała, wiem, że jest ci tu dobrze, ale woda będzie niedługo zimna, więc przenosimy się do łóżka... no malutka... bo cię sam z tych mokrych ciuchów porozbieram... - Uśmiechnął się, gdy ten argument trafił do świadomości dziewczyny, która podniosła głowę i zmrużyła na niego oczy:
- Jesteś...okropny... - Westchnęła i przetarła twarz mokrymi dłońmi.
- To już wiem, mała...
- Dlaczego mała? - Dla Ivy w stanie niecałkowitego rozbudzenia pytanie to miało dużo więcej sensu niż mogłoby się wydawać.
- Co dlaczego?
- Dlaczego mówisz do mnie mała... nie Ivy czy jakoś inaczej, tylko zawsze „mała”?
- Ymm... - Chłopak przez chwilę milczał i gdy już zaczęła myśleć, że nic jej nie odpowie, kontynuował: - Mała, bo ma mi to przypominać dwie rzeczy: jesteś krucha i cholernie nie chcę zrobić ci krzywdy, poza tym, mimo, że jesteś kurwa cholernie seksowna, to masz... coś jakby z dziecka, jakąś delikatność, niewinność... nie wiem.. ale to tak bardzo odróżnia cię od dziewczyn z którymi byłem... I wiem, że nie chcę traktować cie jak tamte. - Mruknął patrząc raczej na obojczyk Ivy, niż w jej oczy, a gdy umilkł, nie czekając na niezręczną ciszę złapał dziewczynę tak, żeby móc ją podnieść i wyszedł z nią z wanny. Owinął ich dużym, miękkim ręcznikiem i opuścił łazienkę. Pozwolił jej stanąć na własnych nogach dopiero przy łóżku, a sam odszedł, żeby znaleźć coś suchego do ubrania dla siebie i dla dziewczyny. Śledziła jego ruchy w ciszy, która została przez niego przerwana dopiero, gdy odwrócił się do niej niosąc jej swoją koszulkę.
- Jak będziesz się na mnie tak dłużej patrzyła to wpadnę w jakąś traumę. - Jęknął podając jej materiał. Oboje czuli, że to, co wcześniej powiedział było czymś nowym w jego ustach, ale było bardzo prawdziwe, więc teraz Zayn czuł się nieswojo, nieprzywykły do mówienia o swoich uczuciach, a Ivy... błądziła za chłopakiem zdziwionym wzrokiem, nie wiedząc ani co powiedzieć, ani co zrobić. Dopiero, gdy oboje byli przebrani, szatynka podeszła do ciągle unikającego jej wzrokiem bruneta, pociągnęła go za rękę w stronę łóżka, na które się wdrapała i gdy ich oczy były na równym poziomie, Ivy z uśmiechem rzuciła się na chłopaka, zarzucając na jego szyję ramiona i wtuliła się w niego mocno. Ani ona, ani on nie potrzebowali w tej chwili słów, wystarczył ten roześmiany uścisk, żeby było dobrze. Tylko tyle albo aż tyle, żeby chłopak z powrotem ze spokojem patrzył prosto w jej granatowe oczy.

niedziela, 28 lutego 2016

.32 "przecież nic się nie stało"

hej ptaszyny!
tak to ja.
ómarłam i teraz jestę żywę trupę
no nie ważne, ważne jest to, że
BANG! jest to, czego już nikt się nie spodziewał, czyli
nowy rozdział.
attention: może być trochę kanciasty językowo i fabularnie, bo moje paluszki i umysł takie skostniałe po takiej przerwie!

_____________________________________________________________


Zayn miał jakieś rozstrojenie nerwowe. W jej opinii przynajmniej, musiał mieć. Obserwowała go właściwie kiedy tylko mogła i stawało się to dla niej coraz bardziej jasne. Tylko, że jej też się te jego problemy psychiczne chyba udzieliły, bo czuła się tak dobrze w jego towarzystwie. Wcale, albo prawie wcale nie przeszkadzały jej jego zmiany nastroju, które w gruncie rzeczy ograniczył do zachowań zwykłych wobec swoich przyjaciół i tych, od których nie wiedziała czy ma się ciągle szczerzyć czy rozpłynąć na ramieniu chłopaka. Musiał ją walnąć czymś gdy spała albo naszprycować jakimiś podejrzanymi substancjami, bo czuła się jak na lekkim haju szczęścia i bezpieczeństwa. Nie była w stanie stwierdzić, czy spokój panujący w domu był tylko jej wymysłem czy rzeczywiście tak było, ale chyba nie miało to dla niej znaczenia. Od zamontowania rury minęło kilka takich miłych dni, w ciągu których nie wydarzyło się nic specjalnego, ale stan wiedzy dziewczyny również nie zmienił się. Właściwie nie znalazła dobrego momentu, żeby powypytywać bruneta o jego przeszłość, a chłopak ani nie wyrażał chęci do takiej rozmowy, ani nie dał dziewczynie pretekstu do zahaczenia o te tematy. Ale było tak dobrze, że Ivy nie znajdywała powodu, żeby naruszać tę niezwykłą atmosferę. Gdy zasypiała z głową na sercu Zayna czuła, że nie musi nic więcej wiedzieć ani słyszeć. W ciągu dnia chłopaka co prawda nie było obok niej, ale wtedy czas spędzała z Niallem na gotowaniu albo zakupach, a potem brunet wracał, sadzał ją sobie na kolanach i nawet nie miało dla niej znaczenia czy oglądali kolejny mecz, którego zasad i tak nie znała, czy jakiś denny serial czy horror, na który nawet nie spojrzała, bo zamknęła oczy chowając głowę w zgięcie szyi brązowookiego. Wtedy było dobrze i chyba tylko to się liczyło. Nie zrezygnowała tak całkiem z poznania historii Zayna, ale słowa Liama z jednej strony zaintrygowały ją, a z drugiej dały jej nadzieję. Jeśli to wszystko nie było jakimś snem, który miał prysnąć jak bańka mydlana z nadejściem dnia, to mogła czekać. Jeśli Zayn traktowałby ją poważnie to przecież w końcu zaufałby jej na tyle, żeby wtajemniczyć dziewczynę w swoje życie. Dlatego nie naciskała. Sama nie była gotowa powiedzieć mu wszystkiego o sobie, więc nie mogła wymagać czegoś innego od chłopaka. Odpuściła brunetowi nawet pracę, którą chciała sobie załatwić, żeby nie siedzieć im tak na karku, bo miała wrażenie, że to wszystko było zbyt kruche, żeby naruszać nieco wątpliwą stabilność rozmowami na temat pracy, który chyba Zaynowi nie przypadł do gustu.
Rozpoczął się kolejny tydzień pracy chłopków, kiedy to pierwszy raz Ivy naprawdę odczuła ich brak. W minionym tygodniu właściwie tylko Zayn wychodził, a reszta raczej kręciła się po domu albo znikali, ale pojedynczo. Jednak już w poniedziałek została tylko z Liamem i musiała sama przed sobą przyznać, że pomimo tego, że bardzo lubiła szatyna, nie zapełniał on pewnej pustki spowodowanej nieobecnością bruneta jak Niall. Blondyn i jego urocze braterskie ciepło, którym otaczał dziewczynę na czas braku Zayna było niezastąpione. Nie mogła za bardzo marudzić na ten stan rzeczy, bo rozumiała, że chłopcy mają obowiązki i nie będą jej niańczyć przez cały czas. Poza tym, od kiedy odzyskała rurę miała znowu dodatkowe zajęcie, które pozwalało jej się wyładować. We wtorek Zayn zabrał ze sobą Liama, który miał mu pomóc w decyzjach dotyczących jakiejś ważnej transakcji. W ten sposób Ivy została sama z Niallem i śpiącym jeszcze Harrym, co było fajne, dopóki wczesnym popołudniem nie zadzwonił Liam i nie poprosił blondyna o podrzucenie jakichś papierów do firmy. Po rozmowie chłopak poszedł obudzić szatyna, ale kręcąc się po domu miał trochę niewyraźną minę. Ivy patrzyła na niego najpierw próbując się domyślić, co mogło spowodować jego zmianę nastroju i jedyne na co udało jej się wpaść, to że musiało mieć to związek z rozmową telefoniczną. Wreszcie jednak, gdy chłopak zaczął się ubierać, zdecydowała się zapytać o powód i właściwie usłyszała coś zupełnie innego niż oczekiwała.
- Wiesz, po prostu Zayn chyba nie za bardzo lubi, jak zostajesz tak sama w domu.
- Nie zostaję sama, tylko z Harrym. - Mruknęła spoglądając w stronę schodów, na szczycie których jak na zawołanie pojawił się szatyn, którego bałagan na głowie wskazywał na to, że chwilę wcześniej jeszcze całkiem smacznie spał. Harry zczłapał powoli na dół, a w międzyczasie Niall mruknął do dziewczyny:
- No to nie wiem czy mam się tylko niepokoić czy już martwić. - Ivy nic nie odpowiedziała, tylko spojrzała na blondyna z lekkim uśmiechem, gdy zielonooki stanął boso na posadzce obok nich.
- Co tam? - Zachrypiał mrużąc oczy. Przeskanował twarz przyjaciela, a potem oparł się ramieniem o ścianę i zawiesił wzrok na dziewczynie oczekując odpowiedzi.
- Noo... nic właściwie... tylko ja wychodzę i... reszta też już wyszła, więc będziesz z Ivy, ok? - Na twarz blondyna ponownie wpłynęła lekka niepewność.
- Sorry, słoneczko, ale długo się mną nie nacieszysz, bo też wychodzę. - Mruknął Harry w stronę szatynki.
- Co? Czemu wychodzisz? - Zapytał Niall skupiając uwagę na chłopaku stojącym naprzeciw. Harry ziewnął i spojrzał na masywny, czarny zegarek znajdujący się na jego nadgarstku i wzruszył ramionami.
- Chyba umówiłem się z kimś, ale być może trochę zaspałem. - Zaszczycił ich leniwym uśmiechem, odepchnął się od ściany i skierował swoje kroki do kuchni. Niall śledził go trochę zdenerwowanym wzrokiem dopóki szatyn nie zniknął w kuchni.
- To kiedy wychodzisz i kiedy wrócisz?! - Krzyknął za nim.
- Wychodzę niedługo, a wrócę... nie wiem... mam sprawy do załatwienia... - Głos Harry'ego rozległ się po korytarzu.
- Dzięki za precyzyjne info. - Westchnął zrezygnowany blondyn i wrócił spojrzeniem do dziewczyny. Stali tak chwilę w ciszy, aż chłopak pokręcił głową, jeszcze raz westchnął i przetarł twarz dłońmi. Zanim założył kurtkę, w ich polu widzenia znowu pojawił się szatyn z kubkiem kawy w ręce.
- Miałem się spotkać z Tommym, ale nie wiem, czy go złapię gdzieś w okolicy czy będę go musiał ściągać z powrotem, bo trochę zaspałem. - Powiedział nieco bardziej rozbudzonym głosem. - Ale nie wiem ile mi z nim zejdzie... - Pociągnął spory łyk kawy, obrócił się i wszedł na górę.
Niall patrzył trochę jakby spanikowany to na oddalającego się Harry'ego, to na Ivy. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego uspokajająco.
- No idź, przecież nie jestem dzieckiem, nie podpalę domu. A Zayn potrzebuje tych papierów, więc leć i się nie martw. Pewnie i tak szybko wrócisz... zrobię przez ten czas obiad czy coś... - Nie do końca wiedziała czemu blondyn tak się przejmuje, ale postanowiła go upewnić, żeby mógł spokojnie wyjść z domu. Chłopak kolejny raz westchnął i skinął głową.
- Ok, to idę. Jakby co, to dzwoń. - Mruknął jeszcze, zgarnął teczkę z dokumentami i wyszedł. Ivy przekręciła za nim zamki i poszła do kuchni. Po paru albo parunastu minutach w pomieszczeniu pojawił się Harry, już w pełni ubrany, miał na sobie nawet skórzaną kurtkę i buty.
- Widzisz mała, jakbym wiedział wcześniej to odwołałbym to spotkanie, żeby z tobą posiedzieć. Ale może tu wpadnę w międzyczasie, co? Żebyś się taka samotna nie czuła. - Dziewczyna zmierzyła go lekko rozbawionym spojrzeniem i podeszła w jego stronę. - No, a teraz lecę, nie spal domu kociaku, a w razie czego – dzwoń. Jakbyś się czuła tak bardzo samotna czy coś. Przybędę ci z pomocą. - Chłopak wyszczerzył się i wyszedł na korytarz. Ivy podążyła za nim i chwilę później ponownie tego dnia zamykała dom. Zaraz po zniknięciu zielonookiego wokół zaległa cisza, którą dziewczyna przerwała załączając radio w kuchni i cicho nucąc melodię, która popłynęła z głośników, zabrała się za przygotowywanie obiadu. W gruncie rzeczy nie miała tego dnia dużo do przygotowywania, bo dzień wcześniej w związku z brakiem Nialla, przygotowała wszystkie składniki do lasagne, więc dwa sosy czekały tylko na przełożenie ich z makaronem i zapieczenie. Zapiekać zamierzała dopiero, gdy chłopcy wrócą do domu, ale spokojnie mogła wszystko połączyć, żeby danie czekało. Gdy tylko się z tym uwinęła, zrobiła sobie herbatę i przeniosła się do salonu, stwierdzając, że pewnie Niall za jakiś czas wróci. Włączyła telewizję i zaczęła skakać po kanałach. Nie minęło pół godziny, jak usłyszała klucz przekręcany w drzwiach, a na korytarzu rozbrzmiały głosy. Dziewczyna podniosła się z kanapy i wyszła z pomieszczenia natrafiając na ściągającego kurtkę Harry'ego w towarzystwie jakiegoś nieznajomego chłopaka. Szatyn uśmiechnął się szeroko, gdy ją zauważył.
- Wróciłem kochanie. - Chłopak puścił do niej oko.
- Tak szybko?
- Wiesz, że nie mogłem łazić gdzieś po mieście wiedząc, że zostałaś tutaj samiutka, więc wróciłem. - Powiedział zadowolony. - To jest Tommy. - Wskazał na bruneta stojącego obok. Dziewczyna lekko uśmiechnęła się do nowo poznanego w odpowiedzi na lekkie skinienie głowy. - I co? Bardzo się nudziłaś jak mnie nie było? - Wyszczerzył się zarzucając jej luźno ramię na barki.
- Jasne, myślałam, że tu umrę. - Mruknęła próbując pozbyć się ramienia chłopaka.
- Wiedziałem, że będziesz za mną tęsknić. - Westchnął zadowolony i zwrócił się w stronę salonu ciągnąc ze sobą dziewczynę. Zanim przeszli przez próg w korytarzu rozbrzmiał dzwonek telefonu, który oswobodził dziewczynę. Szatyn odebrał i chwilę spierał się z kimś manifestując swój brak chęci do czegoś proponowanego przez rozmówcę. W końcu jednak zgodził się, by po chwili rozłączyć się po krótkim pożegnaniu.
- Słuchajcie, jest taka sprawa... - Zaczął z lekkim zakłopotaniem przeczesując włosy. - To znaczy do ciebie. - Spojrzał na bruneta. - Zostaniesz tu jakiś czas? Muszę wyskoczyć coś załatwić i wygląda na to, że nie za bardzo mogę to przełożyć. Półgodziny do godziny najwyżej. Może zresztą Zayn i reszta wrócą wcześniej.
- Nie ma sprawy.
Harry sprawnie się ubrał i po chwili już go nie było. Tommy, który stał bliżej drzwi zamknął za szatynem. Ivy poczuła się trochę mniej pewnie, gdy została z nieznajomym, ale pomyślała, że skoro Harry go tu zostawił i najwyraźniej mu ufał, no i wyglądało na to, że zna pozostałych domowników, to może go spokojnie zostawić samego sobie na ten czas i ulotnić się do pokoju Zayna. Posłała lekki półuśmiech chłopakowi i skierowała się na schody.
- Gdzie ty idziesz? -Warknął mężczyzna, a w jego wcześniej neutralnym tonie głosu pojawiło się z jakiegoś powodu zirytowanie.
- Na górę? - Ivy sugestywnie spojrzała w stronę sufitu mając stopę na pierwszym stopniu schodów.
- Coś ci się kurwa chyba pojebało szmato.
Patrzyła na chłopaka i nie miała pojęcia co się dzieje. Liczyła, że brunet zaraz nazwie to żartem, który, chociaż bardzo niesmaczny, wyjaśniałby jego wypowiedź. Nie miała pojęcia z jakiego powodu stał się nagle tak negatywnie do niej nastawiony. Postanowiła go jednak zignorować i mając nadzieję, że pójdzie na przykład oglądać telewizję, obróciła się, żeby wejść na piętro. Nie zdążyła przejść nawet trzech stopni, gdy jej ramię zostało mocno szarpnięte i dziewczyna o mało nie spadając została ściągnięta na parter.
- Kurwa, ty chyba nie rozumiesz... - Mruknął zaczynając się śmiać w nieco dziwny sposób.
- Chyba nie...
- To, że cię tu wpuścili to nie znaczy, że możesz się plątać po całym domu.
- Dlaczego? - Ivy czuła się coraz bardziej zdezorientowana.
- Kurwa, co jedna to bardziej tępa... Bo, skarbie, oni nie pieprzą dziwek u siebie, a na pewno nie pozwalają im plątać się po domu. - Ten komentarz przez moment pozostawił Ivy niemą.
- Ty chyba nie sądzisz, że jestem jedną z... - W głosie dziewczyny pojawiła się nuta ironii.
- Mała, ja nic nie sądzę, po prostu to jest oczywiste. - Chłopak uśmiechnął się w mało przyjemny sposób, który sprawił, że Ivy szybko odwróciła się na pięcie i znowu znalazła się na schodach. Znowu jednak nie przeszła więcej niż kilka stopni, zanim w jeszcze gwałtowniejszy sposób nie została ściągnięta na posadzkę. - Ty sobie, kurwa, żartujesz? - Pociągnął szatynkę trzymając ją ciągle mocno za ramię do góry, tak żeby wstała i szarpnął ją prowadząc za sobą przez korytarz, aż do pokoju na parterze, do którego ją wepchnął, tak że wylądowała na tyłku i zatrzasnął drzwi. W momencie, gdy usłyszała przekręcany klucz doszło do niej co się właśnie stało. Jakiś idiota, który miał być kimś zaufanym dla chłopaków zwyzywał ją od dziwek i zamknął w pokoju. Po paru minutach, przez które starała się przeanalizować to, co właśnie się stało, podniosła się z podłogi i rozejrzała się po pomieszczeniu. Kolejna rzecz, która do niej doszła, to to, że najwyraźniej to, co słyszała od chłopaków a propos dużej ilości dziewczyn było związane z tym pokojem. Przypomniała sobie też jak parę dni wcześniej Harry przyprowadził do domu jakąś dziewczynę i spojrzała z pewnym niesmakiem na łóżko. Z chłopakiem, który uznał ją za bezczelną dziwkę nie miała co pertraktować i próbować mu coś wytłumaczyć, nie miała ze sobą telefonu, więc pozostało jej poczekać trochę. W ciągu niedługiego czasu powinien zjawić się jakiś stały mieszkaniec tego domu i wyjaśnić to wszystko. Wolała tak na wszelki wypadek nie siadać na łóżku, więc usadowiła się na podłodze w pobliżu drzwi, oparła policzek na kolanach, które przyciągnęła do siebie i przymknęła oczy nasłuchując głosów, które mogły ją stamtąd wyciągnąć. Po jakimś czasie, który w związku z brakiem zegarka, był raczej trudny do określenia przez Ivy, wreszcie wydało jej się, że słyszy jakieś głosy.
Chłopcy wrócili. Udało im się to zrobić prawie równocześnie, bo Niall wracał razem z Zaynem i Liamem, a Harry zgodnie ze swoją zapowiedzią przyszedł po jakichś czterdziestu minutach od swojego wyjścia, natrafiając na resztę w garażu. Weszli do mieszkania, przywitali się z Tommym i zaczęli z nim rozmawiać, bo już dłuższy czas się nie widzieli. Tylko Zayna w momencie, gdy spostrzegł obecność chłopaka, ukłuł lekki niepokój. Nie podobało mu się już to, że mimo, że Niall miał spędzić dzień w domu towarzysząc Ivy, przez te cholerne papiery musiał ją zostawić, to jeszcze obcy dla niej człowiek był z nią sam w domu. Wkurzało to go, bo nie miał kontroli nad tym, co się tam wtedy działo. Poza tym nie widział nigdzie dziewczyny, co oznaczało, że nie czuła się dobrze w towarzystwie obcego chłopaka (co akurat mu pasowało), ale wcale nie był zadowolony z myśli, że mogła siedzieć w jego domu i się bać. Zostawił rozmawiających chłopaków i bez słowa ruszył na górę. Skierował się bez wahania do swojego pokoju, gdzie spodziewał się zastać dziewczynę, ale spotkało go rozczarowanie gdy uchylił drzwi. Zanim jeszcze dopuścił do siebie gorsze emocje sprawdził pokój, w którym najpierw spała dziewczyna, ale gdy tam również powitała go martwa cisza, w jego głowie momentalnie pojawił się jeden z setki złych scenariuszy, które mogły spotkać jego kruszynę. Wściekły, widząc przed oczyma jako głównego winnego Tommy'ego zleciał zaraz na parter, złapał bruneta za bluzę i przycisnął chłopaka do ściany mierząc go spojrzeniem, w którym szalał lodowaty gniew.
- Gdzie, kurwa, ona jest?! - Wszyscy patrzyli na Zayna szeroko otwartymi oczami, gdy wysyczał wściekle te cztery słowa.
- Ta dziwka, która nie zna zasad? Stary, spokojnie, siedzi tam, gdzie powinna. - Mimo, że głos chłopaka był w miarę spokojny, wydawał się nieco zdziwiony tak gwałtowną reakcją znajomego. Liam najszybciej pojął co się stało i poleciał do zamkniętego na klucz pokoju. W tym momencie Ivy usłyszała dźwięk, na który tak bardzo czekała i po sekundzie spoglądała na dwie trochę zmartwione a trochę zakłopotane twarze Liama i stojącego zaraz za nim Nialla.
- Wszystko w porządku? - Zapytał Liam wyciągając do dziewczyny rękę, żeby pomóc jej wstać z ziemi. Zadowolona i czująca się dużo bezpieczniej uśmiechnęła się do chłopaków z wdzięcznością przyjmując ratunek i pomoc. - No, chodź... - Powiedział łagodnie z lekkim wyrazem zakłopotania na twarzy, ale z ulgą w oczach, bo po krótkiej chwili stresu okazało się, że dziewczyna jest cała i zdrowa. Była już prawie przy progu, gdy rozległ się huk, a w tym samym momencie głowy Liama i Nialla obróciły się o 90 stopni. Ich miny trochę się zmieniły, szatyn szybko rzucił wzrokiem na Ivy i mruknął: - Poczekaj chwilę, jednak nie chcesz tego widzieć. - I najzwyczajniej w świecie zamknął jej drzwi przed nosem. Zrobił to głównie dlatego, że nie sądził, żeby widok Zayna okładającego pięściami Tommy'ego miał dobrze zadziałać na relację bruneta i Ivy.
- Co ty kurwa zrobiłeś?! - Usłyszała tylko krzyk Zayna zza drzwi. Chwilę trwało zanim Niall ponownie otworzył jej drzwi, tym razem już na dobre. Chłopaka, który ją zamknął nigdzie nie było, ale jakiś odprysk krwi znaczył ścianę w miejscu, gdzie jeszcze przed momentem Zayn wyładowywał swoją złość, frustrację i ukrywaną bezsilność wobec tego, co się stało. Mimo, że Tomy'ego nie było w zasięgu wzroku, to ciągle słyszała wkurzony głos bruneta, tylko że tym razem przeplatał się on z głosem Harry'ego.
- Gdzie oni są? - Zapytała nie mogąc zlokalizować głosów.
- W garażu... ale lepiej tam nie idź, bo Zayn jest... zły. - Mruknął Niall. Dziewczyna jednak zignorowała jego uwagę i skierowała się prosto do drzwi prowadzących do garażu.
- Kurwa, skąd miałem wiedzieć, przecież go znasz. - Warknął Harry.
- Czemu do cholery zostawiłeś ją z kimś obcym!
- Nie mów, że sam mu nie ufałeś, przecież już się nie raz sprawdził.
- Harry, ty idioto, a jakby jej coś zrobił?!
- Zayn... nie wrzeszcz tak na niego... - Mruknęła dziewczyna podchodząc do nich. Zrobiło jej się żal Harry'ego, tym bardziej, że brunet wyżywał się na nim przez nią (w jakimś sensie przynajmniej). Zayn mimo zaciętej, zdenerwowanej miny nie powiedział nic tylko zeskanował wzrokiem szatynkę, gdy tylko dała znać o swojej obecności. Coś bardzo lekko rozluźniło się w jego twarzy, gdy nie zobaczył żadnych śladów na jej ciele, ale złość go nie opuściła. Ivy powoli podeszła do chłopaka jak gdyby wcale nie był nieobliczalny i z lekkim uśmiechem złapała w swoje ręce jego dłoń, która była delikatnie spuchnięta i pokryta niewielką ilością zasychającej na jej kostkach krwi.
- Zayn, proszę. Chodź ze mną na górę, albo na kanapę w salonie, albo do kuchni... proszę... przecież nic się nie stało...
- Ale kurwa mogło przez tego debila. - Warknął nie spuszczając z niej wzroku. Wiedziała, że choć ciągle niespokojny, brunet zdążył się już trochę wyładować i fizycznie na chłopaku i słownie na Harrym, dlatego nie miała specjalnych oporów przed zbliżeniem się do swojego rycerza i wtuleniem się w jego tors, oplątując ramiona wokół jego klatki piersiowej. Liczyła prawdę mówiąc na to, że chłopak przestanie przynajmniej krzyczeć na szatyna, ale on po chwili nie dość, że sam ją przyciągnął do siebie, to minutę czy dwie później podniósł ją wyrównując ich oczy do tego samego poziomu, ciężko westchnął i mruknął nadal trochę szorstko:
- Na pewno chcesz iść ze mną na górę?

niedziela, 17 stycznia 2016

koniec świata, czyli nie wierzę, że to robię: rozdział pt. to nie rozdział

Drogie moje, najdroższe ptaszyny.
Wiem, że obiecywałam i sobie i Wam, że będę systematycznie pisać i dodawać rozdziały, ale jak widzicie tak bardzo mi to nie idzie. Chciałam jednak wyjaśnić Wam tę sytuację.
Nie, nie zawieszam żadnego z moich opowiadań, ani nie kończę. Mimo, że tak to wygląda, gdy tyle czasu nie dodaję NIC, ale chciałam postawić sprawę jasno. Pisanie tych opowiadań jest dla mnie naprawdę ważne, pozwala mi się oderwać od wszystkiego i uwierzcie mi, uwielbiam to! Ale w związku z moją obecną sytuacją po prostu nie daję sobie rady ani czasowo ani motywacyjnie. Jestem teraz zajęta egzaminami, zaliczeniami, nerwami i wszystkim, co złe związane z sesją. Dodatkowo mam na głowie pisanie pracy dyplomowej, w związku z którą mam naprawdę sporo czytania, szukania, pisania itd... nie wiem, może to jest moja wada, ale nie potrafię, jeżeli chodzi o pisanie, siąść i pisać przez 15 minut, a potem przejść do czegoś zupełnie innego. Z jakiegoś powodu potrzebuję się nastawić, że mam cały dzień na pisanie i wtedy spokojnie zawinięta w łóżku z komputerem mogę pisać.  Przykro mi, ale tak jest. Gdy wisi nade mną widmo egzaminu, po prostu nie mogę się skupić... Jedyne, co Wam mogę powiedzieć a propos mojego powrotu do pisania to to, że od 11 lutego mam ferie, a potem zaczynam nowy semestr, więc powinnam mieć luz na początku. Wcześniej nie widzę szansy, żebym coś napisała, ale gdy już wszystko zdam, zamelduję się tu z nowiutkim rozdziałem. Mam nadzieję, że mi wybaczycie to, jak zapuściłam tę historię i jak Was opuściłam...
Trzymajcie się i do usłyszenia po 10 lutego!