niedziela, 11 czerwca 2017

.40 "analizy"

Liam i Zayn wrócili dopiero późnym popołudniem, dyskutując zawzięcie o czymś i trochę spierając się o to, czy coś jest dobrym pomysłem, czy komuś można zaufać. Zayn wciąż był wyraźnie zły, a Liam usiłował podawać mu jakieś rozsądne argumenty, które nie zawsze były przez bruneta przyjmowane. Ivy słyszała ich tylko przez moment, bo niedługo po przyjściu przenieśli się na górę i tam pozostali przez kilka godzin. Ona siedziała z Niallem w salonie i w jakimś momencie wyrwało jej się westchnięcie lekkiego zawodu, przez to, że Zayn wrócił i nawet nie zajrzał, żeby się przywitać. Blondyn spojrzał na nią i przyciągnął ją bliżej siebie.
- Wolę, żeby wkurzał się przy Liamie niż przy tobie, wiesz... ale przyjdzie do ciebie, przecież nie odpuści... - Nie wiedziała skąd wiedział, co ją frustrowało, ale trafił.
- Wiesz, Ni... to trochę śmieszne, ale ja właściwie nie wiem kim my dla siebie jesteśmy...
- Ty i ja? No wiesz... chyba nie wypierasz się mnie?
- Nie, ty jesteś moim bratem, to już otwarcie ustaliliśmy. - Zaśmiała się z udawanego oburzenia blondyna, ale potem spoważniała i przygryzła wargę. - Nie... chodzi mi o niego. - Powiedziała cicho. - To jest trochę... głupie, wiem... ale jak byłam wcześniej w związku to mój były ciągle mówił, że jestem jego dziewczyną i tak dalej... wiem na czym stałam... a z Zaynem... nie wiem jak to powiedzieć... mieszkam tu i w ogóle, ale nie wiem czy... dobra... to głupie, niepotrzebnie zaczynałam... - Skończyła zrezygnowana, a blondyn milczał przyglądając się dziewczynie.
- Chyba wiem, o co ci chodzi... On ci chyba tego nie powie...Ale pamiętaj, że już pierwszego dnia komuś dostało się tylko dlatego, że się na ciebie patrzył. Nie wspominam już o Harrym, któremu dostało się nie raz. Chyba... nie powinnaś oczekiwać od niego wyznań... on po prostu... raczej ci nic nie powie... zwykle tak jest, że Zayn ustali sobie coś w głowie i uważa to za stan rzeczy, nie tłumaczy nic nikomu... patrz bardziej na to, co robi... nie zmieniam zdania, że boję się o ciebie, ale też jeżeli ktoś miałby prawo korzystać z tytułu „dziewczyna Zayna” to wierz mi, że tylko ty... jakbyś czegokolwiek chciała, to on ci to zaraz załatwi...
- Chciałam pracę... - Mruknęła, chociaż wcześniejsze słowa blondyna trafiały w jej problem.
- Widzisz... tak to jest z kobietami... chcą zawsze tego jednego, czego facet nie chce albo nie może im dać... - Westchnął uśmiechając się do dziewczyny. - Nie mogłaś go poprosić o diamenty, auto albo markową torebkę?
- Nie, po co?
- Nie wiem... ale dziewczyny chyba lubią takie rzeczy. - Ivy wzruszyła ramionami.
- Myślisz, że spędzi cały wieczór gadając z Liamem o pracy? - Właśnie to był dla niej, między innymi, problem, nie czuła się wystarczająco pewnie, żeby po prostu pójść i wpakować się Zaynowi do pokoju, bo mógł załatwiać jakieś ważne sprawy, a ona nie czuła posiadania statusu kogoś na tyle ważnego, żeby mu przeszkadzać.
- Nie wiem... możesz pójść zobaczyć... - Szatynka wstała, przeciągnęła się i skierowała swoje kroki na górę i stwierdziła, że znowu towarzyszy jej to podejrzane uczucie, jakby coś ją martwiło albo niepokoiło. Nie wiedziała z czego dokładnie wynika, ale chyba męczyło ją już od rana. Stanęła przed drzwiami pokoju bruneta i stwierdziła, że zalega tam cisza, więc pchnęła drzwi i zobaczyła, że Zayn jest w środku i siedzi przy biurku wpatrując się w komputer, a o biurko oparty jest Liam, który pierwszy zauważył dziewczynę.
- Cześć Ivy. - Mruknął nieco zmęczonym głosem, na co w jej stronę odwrócił się również brunet.
- Heej... ymm... - Była trochę speszona, że im przerwała, bo brunet nie wyglądał na zachwyconego jej widokiem i dlatego nie chciała mówić, że przyszła tylko zobaczyć Zayna, więc zapytała: - Nie chciałam wam przeszkadzać, ale... nie chcecie czegoś zjeść? - Jej głos brzmiał jakby była przestraszona, przynajmniej takie wrażenie sama odniosła, gdy usłyszała słowa wypływające z jej ust.
- Na razie nie, ale dzięki za propozycję. - Powiedział Liam po krótkiej chwili. Dziewczyna tylko pokiwała głową i ulotniła się z pomieszczenia poświęcając jeszcze jedno krótkie spojrzenie Zaynowi. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, więc jeszcze na jakiś czas wróciła do Nialla, a potem poszła do pokoju, który zajmowała, zanim przeniosła się do Zayna i tam w końcu zasnęła.
Rano wstała jakby jeszcze trochę bardziej sfrustrowana, znowu budząc się sama i mając poczucie, że Zayn do niej nie przyszedł. Wczoraj poświęcił jej ledwo jedno niezadowolone spojrzenie i nie przyszedł do niej spać... Przez umysł Ivy przemknęło niedobre uczucie, że może brunet uważa, że to przez nią i to że wyjechali ten człowiek przyszedł jak go nie było... Wiedziała, że nie jest to do końca przemyślany powód, ale jakoś nie mogła wyzbyć się poczucia, że Zayn ma coś do niej... W końcu nawet gdy był zły na cały świat to z nią spał. Prawdopodobnie za bardzo analizowała jego zachowanie, ale po weekendzie, gdy miała go cały czas koło siebie, teraz tym bardziej brakowało jej chłopaka obok. Zmarnowana po porannych przemyśleniach zwlokła się na dół. Próbowała nie dawać po sobie poznać, że coś ją męczy, ale było to trudne. Zayna nie było, ale tym razem pojechał do pracy sam, więc spotkała w salonie szatyna z laptopem na kolanach rozłożonego na kanapie i Nialla w kuchni, który czekał już na nią z produktami na naleśniki i szerokim uśmiechem. Normalnie jego nastrój był zaraźliwy, ale tym razem musiała się trochę zmuszać do słuchania go. Zayn natrętnie wracał do jej głowy i w końcu chyba wypisało się jej to na czole, bo w jakimś momencie Niall zamilkł, a gdy spojrzała na niego po chwili ciszy, zapytał:
- Co się dzieje? Naleśniki z nutellą to szczęście. - Szatynka westchnęła i mruknęła:
- Wiem, Ni... mam chyba za mało nutelli na naleśnikach...
- Przyniosę kolejny słoik, ale powiedz mi co się dzieje?
- Nie chcesz tego słuchać, bo to głupie...
- Wierz mi, że chcę. No, dawaj.
- Ale to jest naprawdę głupie.
- Mów.
- No bo chodzi o Zayna...
- Tak myślałem.
- Mogę dalej nie mówić?
- Mów.
- No bo...
- Ivy, no powiedz, nieważne jak głupie by to nie było.
- Dobra... chyba ubzdurałam sobie, że Zayn jest na mnie zły, czy coś...
- No, to głupie... Jest większa szansa, że byłby wściekły na naszą trójkę i całą populację na kuli ziemskiej, niż na ciebie.
- Ale...
- Nie no, Ivy naprawdę... wierz mi.
- W co ma ci wierzyć? - W drzwiach kuchni pojawił się Liam.
- W nic.
- Ona myśli, że Zayn jest na nią zły. - Powiedzieli równocześnie. Liam spojrzał na nich lekko zaskoczony, a potem powiedział:
- Zayn? Na ciebie? Nie. Na cały świat, ale nie na ciebie.
- Widzisz, mówiłem.
- A dlaczego tak myślisz?
- Nie wiem... wczoraj się nie odzywał, a ja jestem dziewczyną i mój mózg robi różne takie dziwne analizy...
- A wiesz... jest zdenerwowany, bo chyba będziemy mieć dzisiaj spotkanie tu w domu w sprawie interesów, a Zayn nadal nie jest przekonany do tych ludzi, więc... będzie jeszcze dzisiaj cały dzień chodził taki... ale nie martw się... jeżeli spotkanie wyjdzie to nawiążemy współpracę i Zayn się uspokoi trochę, a jeżeli nie wyjdzie to nie nawiążemy i Zayn już nie będzie się z nimi kontaktować, więc prawdopodobnie też się uspokoi.
- Czyli to znowu praca?
- Zdecydowanie. - Liam uśmiechnął się do dziewczyny. - Wczoraj dość długo gadaliśmy i nie wiem, czy Zayn w ogóle poszedł spać, a jeśli tak to na krótko, bo wychodził dosyć wcześnie. Także może być dodatkowo bardziej zrzędliwy, bo niewyspany. - Ivy trochę się uspokoiła, bo już wiedziała dlaczego Zayna z nią nie było, chociaż to dziwne uczucie jej nie opuściło, bo była świadoma, że Zayn, gdy wróci nadal będzie w złym nastroju. A brunet w złym nastroju jakoś dziwnie sprawiał, że dziewczyna czuła się jakby mniejsza i bardziej przestraszona. Trochę z tym założeniem chodziła po domu do przyjścia Zayna, a gdy posępny brunet wkroczył do domu rzuciła mu kilka niepewnych spojrzeń, aż stwierdzając, że w niczym nikomu nie pomoże, trochę w ramach ucieczki wymknęła się do swojego pokoju. Będąc na górze chciała już odruchowo skierować się do pokoju chłopaka, ale potem zawróciła, bo pomyślała, że gdyby czegoś przed tym swoim spotkaniem potrzebował, to będzie tam przychodził, a wolała dać mu święty spokój. Przez chwilę próbowała zająć się czytaniem jednej z pozostawionych tam książek, ale ostatecznie zrezygnowała, wzięła długą kąpiel i położyła się spać, chociaż za nic nie mogła zasnąć. Kręciła się jakiś czas, żeby wreszcie zwinąć się na boku, ale leżała tylko z zamkniętymi oczami i słuchała szumów i przytłumionych głosów co jakiś czas dochodzących zza drzwi.
  - Hej, mała, śpisz? - Poczuła ciepły oddech chłopaka na uchu. Nie wiedziała nawet jak udało mu się bezszelestnie zjawić w jej pokoju. Jedną rękę oparł koło jej głowy, a drugą położył na jej biodrze. Nie odpowiedziała nic tylko otwarła oczy i przekręciła głowę w jego stronę. - Pomóc ci? - Mówiąc to podwinął koszulkę, w której spała, odsłaniając biodro i delikatnie zaczepił palcami o jej majtki. Gdy zaczął ciągnąć materiał w dół, dziewczyna mruknęła i podwinęła pod siebie nogi. - Zaufaj mi, mała. Daj mi to zrobić. - Oderwał dłoń od jej biodra i chwycił po kolei każdą kostkę i wyprostował jej nogi. Potem wrócił do przerwanej czynności i pozbył się przeszkadzającego mu materiału. Pociągną Ivy za kolano tak, że zmusił dziewczynę do przewrócenia się na plecy. Powoli przesuwając palcami po wnętrzu jej uda dotarł do czułego miejsca i zaczął kreślić drobne kółka na wrażliwej skórze. Jego działania spotkały się z dreszczem, który przeszedł przez jej ciało i cichym westchnieniem.
- Zayn, to chyba nie...
- Ivy, proszę cię. - Jego szept jej przerwał, gdy nachylił głowę nad nią, a potem schował twarz w zgięciu jej szyi. Drażnił jej skórę mokrymi pocałunkami, dopóki ruch jego palców pomiędzy jej nogami mocno nie przyspieszył oddechu dziewczyny. Chłopak patrzył chwilę na szatynkę, która przymknęła oczy i zacisnęła drobne dłonie na prześcieradle. Przeniósł się z pocałunkami na jej usta, tak, że tłumił jej jęki całując ją. - Shhhh... cichutko... no mała, wiem, że jesteś blisko.
- Zayn, jak chcesz... jak... chcesz, żeby było... cicho to zakryj mi usta... błagam cię... - Mówiła łamiącym się głosem, czując, że brunet ma rację. Chłopak zasłonił jej usta dłonią i mocniej przycisnął palec i bardzo szybko poczuł, jak mięśnie dziewczyny mocno się napinają, a ona prawie załkała w jego dłoń. Jego dłonie przesunęły się na jej brzuch delikatnie błądząc po jej skórze, gdy rozluźniona opadła na łóżko i przez chwilę tylko łapała powietrze.
- Zostaniesz ze mną? - Zapytała szeptem łapiąc jego dłoń.
- Nie, nie mogę. Muszę wrócić na dół. - Pochylił się, żeby ją pocałować, ale w rezultacie lekko jęknął w jej szyję.
- Jesteś pewny, że chcesz tak wracać na dół? - Zapytała dziewczyna, gdy poczuła twardy dowód podniecenia chłopaka na swoim biodrze i usłyszała jego jęk.
- Kurwa, Ivy. Chcesz, żebym cię tu teraz wziął? - Zapytał brunet z lekką desperacją w głosie. - Oni są na dole...
- Lepiej tam niż tutaj. Chodź. - Dziewczyna zaplotła mu ręce na karku, przyciągając go do siebie.
- Ale nie tu. Nie chcę, żeby nas słyszeli. Chcę być jedynym, który może słuchać jak jęczysz. Trzymaj się. - Wsunął dłonie pod jej plecy i wstał, przyciskając ją do swojego torsu. Wszedł z dziewczyną na rękach do łazienki i nogą zamknął drzwi. Podszedł do szafki i posadził ją na blacie. Ivy rozsunęła nogi tak, że chłopak mógł stanąć pomiędzy nimi. Trochę sennymi ruchami rozpięła jego pasek i zamek spodni. Brunet pozwolił im opaść i zsunął swoje bokserki, tak, że też opadły. Chwycił Ivy za biodra i powoli wsunął się w dziewczynę, na co zatrzepotała rzęsami i przygryzła mocno wargę, żeby nie jęknąć. Gdy zaczął się w niej poruszać, przez moment nie wiedziała co zrobić z rękami, aż w końcu chwyciła się krawędzi blatu
- Mała... nie zagryzaj tak mocno wargi. - Dziewczyna otworzyła oczy, żeby rzucić mu zdesperowane spojrzenie. Chłopak oderwał jedną dłoń od jej biodra i pociągnął jej dolną wargę, tak że szatynka wypuściła ją spomiędzy zębów i cichy jęk wydostał się z jej ust. Ivy szybko oparła głowę na jego ramieniu, dzięki czemu jego skóra przytłumiła jej jęki. Ręce też przeniosła na jego kark, przyciągając chłopaka bliżej, co trochę utrudniło mu ruchy, więc złapał dziewczynę, podniósł i obrócił się tak, żeby oprzeć ją o ścianę. Ivy wzdrygnęła się lekko w reakcji na chłód kafelek, do których zostały przyparte jej spocone plecy. Chcąc, żeby jeszcze raz doszła, brunet poprawił uchwyt i jedną rękę wysunął spod jej uda i wsunął pomiędzy ich ciała. Gdy poczuła jego palce z jej ust wydostał się jęk, więc jedną z dłoni nieprzytomnie zsunęła z karku chłopaka i przytknęła do swoich ust, żeby przygryźć jedną z kostek wskazującego palca. Zayn spojrzał na dziewczynę i pomyślał, że w tej chwili wygląda o wiele bardziej seksownie niż wszystkie dziewczyny, z którymi był. Z głową skierowaną lekko do góry, włosami w kompletnym nieładzie, przymkniętymi oczami i z rozchylonymi ustami, które w części przysłonięte były jej dłonią wyglądała, jakby otaczała ją jakaś dziwna aura. Przypomniał sobie jeden z tandetnych tekstów Harry'ego, który od czasu do czasu pytał dziewczyn, czy bolało, gdy spadły z nieba, ale Ivy naprawdę mogła być jego aniołem, który z jakichś niewyjaśnionych przyczyn spadł z nieba i zgodził się na seks w jego łazience. Dziwne, ale prawdziwe. Zayn zwiększył tempo i po chwili sam oparł czoło o zimną ścianę nad ramieniem dziewczyny i przygryzł skórę nad jej obojczykiem, na co jęknęła cicho. Oboje czuli zbliżający się finał. Dzięki jego sprawnym palcom najpierw doszła ona, ale gdy tylko jej mięśnie zacisnęły się wokół niego, chłopak znieruchomiał i mimowolnie jeszcze mocniej wbił zęby w jej delikatną skórę, niemal ją rozrywając. Chwilę łapali oddechy, próbując je trochę wyrównać. Zayn wypuścił jej skórę spomiędzy zębów i dopiero wtedy Ivy poczuła ból, przez co skrzywiła się lekko. Brunet pocałował ją lekko w szyję i wysunął się z niej stawiając dziewczynę na ziemi, żeby założyć ubrania, ale gdy tylko jej bose stopy spotkały się z zimną posadzką dziewczyna zachwiała się i musiała złapać się brzeg blatu obok, żeby zachować równowagę. Zdając sobie sprawę, że za wcześnie postawił ją na jej własnych nogach, Zayn sprawnie wziął Ivy na ręce i zaniósł ją z powrotem do łóżka.
- Na pewno ze mną nie zostaniesz? - Zapytała szeptem lekko ziewając i cały czas trzymając bruneta za kark. Chłopak pocałował ją delikatnie w usta i pokręcił głową.
- Śpij, mała. - Ściągnął jej dłonie ze swojego karku i nakrył ją kołdrą. Przez moment jeszcze przyglądał się dziewczynie, która próbowała zwalczyć opadające powieki, ale w końcu pozwoliła ciemności otoczyć swój umysł. Zayn w końcu oderwał od niej wzrok i skierował się do wyjścia. Wyjął klucz z drzwi od wewnętrznej strony i zamknął pokój od zewnątrz, a klucz schował.
- Zayn, wszystko w porządku? - Usłyszał głos Liama. Przeszedł kilka kroków, aż stanął na szczycie schodów i tam spotkał chłopaka. - Trochę cię nie było, a oni zdążyli już przyjść. Siedzą w salonie. Byłeś u Ivy?
- Tak. Chciałem... chciałem sprawdzić czy śpi. Cały dzień była jakaś taka... niespokojna, nie chciałbym, żeby zeszła na dół, dopóki oni tu są. - Odpowiedział cicho brunet, westchnął ciężko, przebiegł palcami po włosach i bez przekonania skierował się za Liamem na dół.

środa, 7 czerwca 2017

.39 "nie wiem co myśleć..."

- Kurwa, powiecie mi co on robił w moim pieprzonym domu? - Cała trójka milczała, wymieniając tylko między sobą krótkie spojrzenia, co chyba tylko bardziej wkurzyło bruneta. - Skąd znał adres? I dlaczego zjawił się, gdy mnie tu nie było? … Liam, kurwa, powiedz mi coś!
- Zayn... - Liam zaczął ostrożnie. - … opowiem ci wszystko, tylko uspokój się... stresujesz Ivy... - Rzucił okiem na milczącą dziewczynę. - Możemy pogadać u ciebie?
- Uspokój się? Kurwa, Liam... Wiesz kto to, a wy wpuściliście tego skurwiela do mojego domu! Zna ten adres! Świetnie, kurwa, po prostu cudownie... - Chłopak przetarł dłonią twarz. Ivy spojrzała na niego i pomyślała, że musiał być zmęczony i niewyspany i może dlatego miał aż tak zły nastrój.
Brunet posłał wkurzone spojrzenie po kolei wszystkim, już chyba nie spodziewając się, że dostanie jakąś sensowną odpowiedź i ignorując słowa Liama. Zatrzymał swój wzrok na stojącej przy nim, nieco zdezorientowanej Ivy, która nie znała wagi problemu, ponieważ nie miała pojęcia kim był mężczyzna i dlaczego Zayn tak nerwowo zareagował. Dziewczynie wydało się, że coś w jego oczach jakby się zmieniło. Zanim się zorientowała poczuła mocny, bolesny uścisk na nadgarstku i nagłe szarpnięcie. Musiała pobiec, żeby nadążyć za chłopakiem, który pociągnął ją na schody przepychając się pomiędzy Niallem a Harrym. Nikt nic nie powiedział, chyba nie zamierzając narażać się już i tak wściekłemu brunetowi. Gdy doszli do pokoju Zayna, wepchnął tam Ivy i trzasnął głośno drzwiami. Dziewczyna stała niedaleko przestraszona już trochę jego gwałtownym zachowaniem, szeroko otwartymi oczami obserwując ruchy chłopaka. Jej serce jeszcze bardziej przyspieszyło gdy usłyszała szczęk klucza w zamku. Brunet odwrócił się przodem do niej i zmierzył ją spojrzeniem, w którym wciąż buzowała złość. Zbliżył się gwałtownie do dziewczyny, która poczuła potrzebę zwiększenia dystansu, ale nie zdążyła. Najpierw złapał ją w pasie, przynajmniej tak jej się wydawało, ale zaraz uświadomiła sobie, że złapał właściwie nie ją, a materiał jej koszulki. Zorientowała się, gdy zdecydowanym ruchem pociągnął ubranie do góry, z łatwością pozbawiając jej okrycia. Gdy sięgnął do zamka jej spodni, dziewczyna coraz bardziej przestraszona i zdezorientowana jego zachowaniem odskoczyła od niego, co jednak dało jej zaledwie kilka sekund oddalenia od bruneta. Chłopak władczym ruchem złapał jej ramiona i wykręcił ręce szatynki do tyłu, gdzie przytrzymał je jedną dłonią. Na jej próbę wyszarpnięcia się brunet zareagował tylko i wyłącznie wzmocnieniem chwytu i to dało znać dziewczynie, że chyba ma kłopoty, bo Zayn był naprawdę zły. Nie chcąc zacząć płakać, Ivy przymknęła oczy, gdy poczuła jak jego ręka z powrotem znalazła się na zamku jej spodni. Teraz, gdy przestała stawiać opór, nie miał już większych problemów z pozbawieniem jej pozostałych ubrań. Przestała się szamotać, ale w tym momencie nie umiała już powstrzymać łez spływających po jej policzkach. Poczuła się jakby z powrotem była z nim. Pomimo, że ten sam chłopak, który był przy niej, sprawił zaledwie ostatniej nocy, że wyrzuciła z głowy obraz jej nieszczęśliwego związku, w tym momencie oddał jej te wspomnienia z powrotem. A to było jedyne przed czym uciekała. Zastanawiała się dlaczego los płata jej takie figle. Przecież już przez to przeszła i wydawało jej się, że brunet nie może wywołać u niej skojarzeń z jej byłym. Przecież on nie był taki... przecież ledwo zaufała mu całkowicie...
- Zayn... - Wychrypiała cichutko, próbując sobie wmówić, że może uda jej się jakoś go przekonać. Chłopak jednak nie dał jej skończyć. Pociągnął ją w stronę swojego łóżka i pchnął jednym silny ruchem, tak że wylądowała na miękkiej, zimnej pościeli. Zacisnęła nogi gwałtownym ruchem. Przeżyła to już tyle razy, ale za każdym razem i tak bała się na nowo tak samo i właśnie w tym momencie te wszystkie uczucia do niej wróciły. On zmuszał ją do spania ze sobą tyle cholernych razy, ale ciągle nie udawało się jej pozostać obojętną na to, co z nią robił. Odważyła się w końcu spojrzeć na bruneta, którego spodziewała się zobaczyć przynajmniej w połowie rozebranego. Chłopak jednak nadal stał nad nią, ale był cały czas w ciemnych jeansach i koszulce. Przez krótki moment patrzył na jej zapłakaną twarz.
- Połóż się. - Mruknął w końcu siadając obok niej na łóżku.
- Zayn.... proszę cię... ja nie... - Zaczęła się jąkać podejmując jeszcze jedną próbę pertraktacji.
- Ivy... kurwa, kładź się. - Przerwał jej głos nie znoszący sprzeciwu. Kolejna łza powędrowała po jej zaróżowionym policzku, ale posłusznie wsunęła się pod kołdrę, odwracając się do niego plecami, żeby otrzeć wilgotne policzki o poduszkę. Zaraz po tym poczuła jak łóżko ugina się i po chwili ręce bruneta owinęły się wokół jej nagiego ciała. Przyciągnął ją tak blisko jak tylko się dało. Znowu przeraziło ją, gdy poczuła jak rozsuwa jej uda, ciągnąc ją za kolano, ale wykorzystał to tylko, żeby wsunąć swoją nogę pomiędzy jej i zostawił jej kolano w spokoju. Później jego dłoń powędrowała wyżej, gdzie odgarnęła włosy z szyi dziewczyny i wróciła na jej talię, mocno wbijając się w jej skórę i przyciskając szatynkę do ciała chłopaka. Na skórze barku poczuła ciepły, łaskoczący oddech. Zayn wtulił twarz w zagłębienie jej szyi i zamarł zaciągając się zapachem skóry dziewczyny.
- Zayn?... - Mruknęła po chwili ciszy. Czuła się zagubiona i zdezorientowana jego zachowaniem.
- Nic nie mów, bo zrobię ci coś czego będę potem żałował. - Szepnął, a jego palce wbiły się jeszcze boleśniej w skórę dziewczyny, ale bez słowa pozwoliła mu wyładować na sobie frustrację i złość.

Rano obudziła się sama. Była nadal sfrustrowana zachowaniem bruneta i liczyła, że jakoś jej to wyjaśni, gdy już się uspokoi, ale zniknął. W domu zalegała cisza i dopiero, gdy zebrała się i zeszła do kuchni zastała w niej Nialla, który jakby czekał na nią z posępną miną. Już otwierała usta, żeby zapytać chłopaka co się stało, gdy wymamrotał:
- Przykro mi...
- Dlaczego?
- Zayn. - Mruknął cicho, jakby to jedno słowo miało być wyjaśnieniem. Ivy spojrzała na blondyna z niezrozumieniem i przez moment w jej głowie zapanowała panika.
Stało mu się coś?
- Co z nim?
- Jesteś dla mnie jak siostra, naprawdę... Po prostu... przykro mi, że to na ciebie trafiło. Że ty na niego trafiłaś...
- Niall... Ty też jesteś dla mnie jak brat... ale czy mógłbyś mówić jaśniej... bo nie mam pojęcia o czym mówisz. - Chłopak westchnął i spojrzał na szatynkę smutnym wzrokiem.
- Chodzi mi o to, że Zayn jak się wkurzy traci nad sobą panowanie. Na pewno to zauważyłaś... - Prychnął, uśmiechając się ironicznie. - Chyba wolałem jak siedziały tu jakieś dziwki na jego zawołanie. Miały tu nawet jeden z pokoi dla siebie... - Ivy patrzyła na coraz bardziej złego chłopaka nie do końca wiedząc do czego zmierza, jednak stwierdzając, że nie może to dotyczyć jakiegoś zagrożenia dla bruneta, uspokoiła się. Po chwili ciszy w jego oczach ponownie pojawił się smutek. - Boję się, że cię skrzywdzi. Że wkurzony coś ci zrobi, bo akurat tego będzie mu potrzeba, żeby się uspokoić. Nie zrozum mnie źle, nie jestem w żadnym stopniu za biciem kobiet, ale... po prostu... do widoku tamtych dziewczyn z jakimś siniakiem już się przyzwyczaiłem, a jak na twojej bladej skórze coś takiego się pojawi... to...
- Nie martw się... Przecież nic mi nie zrobił. - Mruknęła cicho.
- Jeszcze.
- Dlaczego on tak...?
- ... odreagowuje? - Dziewczyna skinęła głową. - Nie wiem. Po prostu tak ma... Od kiedy go znam taki był. Wiesz... niektórzy negatywne emocje odreagowują na siłowni, paląc, pijąc, niektórzy nie odreagowują i zamykają się w sobie... a Zayn... w
iesz... wtedy po imprezie... jak widziałem go takiego wkurzonego, myślałem, że po prostu wróci do klubu i tam znajdzie jakąś dziewczynę do przelecenia, ale złapał ciebie... miałem nadzieję, że to tylko jednorazowo, ale po tym co było ostatnio... Ivy... on będzie tak robił dalej... proszę cię... jak zobaczysz, że coś go denerwuje to znikaj. Jak cię kiedyś uderzy to naprawdę nie wiem co zrobię... - To było takie miłe ze strony blondyna, że tak się nią przejmował. Ivy podeszła do niego, wpakowała się mu na kolana, zarzuciła mu ręce na szyję i mocno przytuliła. Jednocześnie była trochę zaniepokojona tym, co powiedział. Wiadomość o tym, że brunet normalnie wyładowywał się na dziwkach i to jeszcze w brutalny sposób nie była zbyt pozytywną informacją, bo niestety bliźniaczo przypominała jej byłego, tylko, że chociaż chłopak był gwałtowny, to ostatecznie nic jej nie zrobił, co w tym wszystkim uspokoiło dziewczynę. Wiedziała, że starał się dla niej i nie chciał jej nic zrobić, mimo że był wkurzony. Jakoś trudno było przyjąć jej do wiadomości, że mógłby ją czy jakąkolwiek inną dziewczynę uderzyć. Był cholerykiem, bywał gwałtowny, ale nie uderzyłby jej. Ivy przypomniała sobie noc tamtej imprezy i zachowanie Zayna po bijatyce. Wtedy też chciał się do niej dobrać, ale ostatecznie udało jej się go odwieść od zamierzenia przelecenia jej w ciemnej alejce i chyba wczoraj też jakoś Zayn zrezygnował z planu wyładowania na niej swojej złości. „Działasz jak jakaś pieprzona kocimiętka...”. Ivy uśmiechnęła się lekko przypominając sobie słowa bruneta i cmoknęła Nialla w policzek.
- Może chcesz na śniadanie naleśniki z nutellą?
- Gdyby nie to, że jesteś moją siostrą to powiedziałbym: „Wyjdziesz za mnie?” - Siedzieli przytuleni do siebie jeszcze chwilę, zanim dziewczyna zeszła z kolan blondyna i zaczęła szukać produktów na naleśniki.
- Ni, kto był tu wczoraj?
- Chodzi ci o... ymmmm... to jakieś sprawy Zayna. Chyba miał z nim jakieś interesy czy coś... Zayn ogólnie nie przepada za tym, żeby ludzie związani z pracą przyłazili mu do domu... Nie wiem, musiałabyś zapytać jego, żeby powiedział ci dokładnie kim był ten koleś. Nie wiem, czy nie będzie się z nim spotykał dzisiaj czy jakoś niedługo w firmie, ale nie jestem tego pewien. Rano nadal był trochę zły, ale wziął Liama i pojechali razem, więc być może będą coś załatwiać... - Szatynka skinęła głową, uznając wyjaśnienia za niedokładne, ale logiczne, bo już wiedziała, że praca jest najczęstszym źródłem złego nastroju bruneta. Ostatnio nie miał problemów w pracy, więc najwyraźniej przyszedł czas, żeby coś znowu go tam zdenerwowało.

poniedziałek, 29 maja 2017

.38 "opowiedz mi bajkę"

Spała, ale coś w tym śnie ją męczyło. Przez dłuższy czas kręciła się, jakby nie mogąc znaleźć sobie miejsca, jakby jej ciało poza jej świadomością próbowało uporać się z emocjami, aż w końcu obudziła się, z westchnieniem odgarnęła włosy z twarzy i usiadła. Niebo pozostało zachmurzone, więc blask księżyca nie oświetlał pobliskiego lasu, chociaż nie było już słychać bębnienia kropel o dach.
- Co się stało? - Usłyszała lekko zachrypnięty, trochę zdziwiony głos chłopaka, który chociaż nie mógł jej widzieć, został zaalarmowany przez jej ruch i ciche westchnięcie.
- Nic... nie wiem, po prostu obudziłam się... a ty nie śpisz? - Zapytała odnajdując jego pierś i położyła na niej głowę.
- Nie mogłem zasnąć. - Mruknął obejmując Ivy.
Leżeli tak chwilę w ciszy, aż dziewczyna, której zawsze łatwiej było stawiać dziwne pytania, gdy była zaspana, mruknęła:
- Zayn... opowiesz mi coś?
- Bajkę?
- Tak, o przeszłości wilka, który był bardzo przystojny i miał ciemne futro i jak spotkał kapturka na ciemnej drodze to go ze sobą zabrał swoim wypasionym samochodem i kapturek bardzo bardzo go polubił.
- To jest nudna bajka... dużo ciekawsza jest część o tym, co wilk robił z kapturkiem, gdy już dał się bardzo bardzo polubić...
- Zayn... proszę...
- Po prostu... nie chcę, żebyś bawiła się w głupoty typu „żal mi ciebie”... było – minęło... - Zayn westchnął i chwilę milczał zanim zdecydował się kontynuować. - Moi... moi rodzice nie należą do najbardziej opiekuńczych na świecie. Ojciec zarabiał nieźle, a matka... odpowiadało jej to, że nie musi się niczym przejmować. Do mniej więcej moich dwunastych urodzin mieszkaliśmy w Londynie. Przynajmniej ja z matką, bo ojca często wywiewało na delegacje... Potem dostał ofertę wyjazdu na dłuższy kontrakt i tak średnio co rok, czasem co dwa, a zdarzało się i kilka miesięcy, zmienialiśmy miejsce. Matka miała dość i zaczęła zdradzać ojca, a on nie był jej dłużny... dbał tylko, żeby publicznie być czysty... Czasem w domu wrzeszczał na matkę, że jeśli to, że pieprzy się z innymi wyjdzie na jaw to będzie miała... problemy z nim...
- A ty?
- Ja? Miałem jedzenie i dach nad głową, więc nie było źle...
- Zayn...
- Moi starzy załatwiali mi szkołę i miałem zajęcie, poza tym już wtedy nie łączyła mnie z nimi jakaś silna więź, więc było mi to trochę obojętne... ale jak skończyłem osiemnaście lat powiedziałem im, że wracam do Londynu... stary dom nie został sprzedany, więc mogłem się tam wprowadzić... stamtąd miałem najlepsze wspomnienia... przez jakiś czas mieszkałem sam, ale znałem Liama jeszcze ze szkoły i jakoś skontaktowaliśmy się i w czasie studiów wprowadził się do mnie, Nialla poznałem jak zaczynałem pracować, przyjechał z jakiejś dziury i szukał roboty, a Harry'ego znał Liam i w jakimś momencie znaliśmy się na tyle, że gdy miał jakieś problemy to wprowadził się, niby na parę dni, ale jak widać został. - Zayn zamilkł wahając się czy chce mówić dalej. - Wróciłem do Londynu też dlatego, że.... - Ponownie przerwał jakby szukał zapomnianego argumentu. - … zostawiłem tu brata.
- Masz brata?
- Miałem. Był starszy ode mnie o sześć lat... Na krótko przed wyjazdem miał wypadek.... Zmarł... - Ivy drgnęła i chciała wstać, ale brunet ją przytrzymał.
- Zayn, strasznie mi przykro... - Wiadomość o bracie Zayna zaskoczyła dziewczynę. Nie podejrzewała, że brunet musiał przeżyć stratę tak bliskiej osoby. Nikt nigdy nie wspominał, że Zayn ma rodzeństwo, chociaż, biorąc pod uwagę okoliczności, wcale się temu nie dziwiła.
- Mała, mówiłem, że nie chcę... to było dawno... stało się, trudno... pogodziłem się z tym.
- A twoi rodzice?
- Mówiłem, że nie są zbyt opiekuńczy? Ich żałoba trwała może jakiś miesiąc po jego pogrzebie, a potem kazali mi się spakować i przeszli nad całą sprawą do porządku, w końcu ojciec jeszcze przed jego śmiercią dostał jakąś dobrze płatną pracę i nie widział powodu, żeby z niej rezygnować. Poza tym, nigdy nie mieli z nim zbyt dobrego kontaktu... Gdy wyjechaliśmy z Londynu to po prostu wymazali fakt jego istnienia i śmierci... - Ivy milczała przez jakiś czas nie wiedząc co powiedzieć i było jej tak okropnie smutno z powodu straty chłopaka i nieczułości jego rodziców, że nawet nie zauważyła jak łzy zebrały się w jej oczach i kilka spłynęło po jej policzku znacząc skórę Zayna. - Nie, mała, błagam, nie mów, że płaczesz. - Zayn podniósł się, posadził dziewczynę na swoich udach i sięgnął do lampki nocnej. Słabe światło wypełniło pokój. Przetarł ręką twarz i skupił wzrok na Ivy. - Mała, nie płacz. Nie masz po co.
- Ale...
- Nie. Chciałaś wiedzieć. Teraz wiesz i nie chcę do tego wracać. Poza tobą, tylko Liam o tym wie i chcę, żeby tak pozostało. - Ivy pokiwała lekko głową. Chłopak starł wilgotne ślady łez z jej policzków i nachylił się złączając ich usta.
- Przepraszam, teraz aż mi głupio, że tak przeżywałam mojego byłego... a ty miałeś to wszystko z rodziną... - Powiedziała cicho odrywając się od chłopaka.
- Mała... masz powody i prawo... poza tym to jest dla ciebie świeże... nie wiesz, co ja robiłem jak wróciłem sam do domu, kiedy byłem wkurzony na moich starych i przeglądałem rzeczy brata... minęło już tyle lat, że przestało mieć to dla mnie znaczenie... mam teraz lepszą rodzinę... - Mruknął i kontynuował przerwany pocałunek. Mimo bijących się w niej smutku, żalu i pewnego zażenowania własnymi problemami, ręce bruneta trochę odpędziły te negatywne uczucia, gdy zaczął lekko gładzić jej plecy. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że wciąż była całkiem naga i chłopak zaczynał to wykorzystywać coraz bardziej zachłannie badając różne krzywizny jej ciała.
- Zayn?
- Hmm?
- Nie możesz tak robić.
- Jak?
- No, opowiadasz mi to wszystko, a teraz... - Przez niego poczuła frustrację, gdy cały ten nastrój spowodowany jego historią mieszał się teraz z reakcją jej ciała na jego dotyk.
- Jeśli myślisz, że posiedzisz sobie na moich kolanach nago i dam ci płakać albo spać to się mylisz. W końcu przed momentem było ci mnie żal, więc masz szansę mnie pocieszyć.
- Ale powiedziałeś, że nie chcesz, żeby było mi cię żal...
- Ale nie mówiłem nic o pocieszaniu...
- Jesteś smutny?
- Z tobą w tej pozycji nie jestem w stanie...
- No to nie muszę cię pocieszać... - Uśmiechnęła się nadal z lekkim smutkiem, przebiegając palcami po policzku bruneta.
- Ale wiem, że chcesz, bo przecież nie zostawisz mnie w potrzebie, prawda? - Przyciągnął dziewczynę bliżej i pocałował ją delikatnie w szyję.
- Chyba ty w potrzebie równa się ja w potrzebie. - Westchnęła poddając się wreszcie brunetowi i jego pieszczocie, dzięki czemu uśmiechnął się i przewrócił ich tak, że teraz dziewczyna była przygnieciona przez niego do łóżka. Całkiem skutecznie uwolnił ją od rozmyślań na temat jego przeszłości zajmując jej umysł tylko i wyłącznie nim i tym, co z nią robił. Tym razem było jeszcze lepiej, bo już nic, czego się bała nie zakradało się do jej myśli, bo był tylko on. Bez jakiegokolwiek stresu, złych wspomnień czy niepewności stracili czas na sen. Pewnie gdyby nie to, że Ivy postanowiła, że zakupiona czekolada nie może się zmarnować, w ogóle nie wyszliby z łóżka przed wieczornym wyjazdem. Oboje niewyspani, ale z uśmiechami na twarzy i splecionymi dłońmi wstąpili jeszcze przed podróżą do tej samej, co dzień wcześniej restauracji, żeby w porze późnego obiadu zjeść zaległe śniadanie i z lekkim żalem wsiedli do samochodu i skierowali się w stronę domu. Ivy spędziła część drogi powrotnej odsypiając nieprzespaną noc i trochę martwiąc się o bruneta, który spał mniej niż ona, prowadził i jeszcze miał rano być w pracy. Jechali, powoli zbliżając się do miasta i było już ciemno, gdy Ivy zaczęła wracać myślami do pierwszego spotkania z Zaynem i po jakiejś chwili wypaliła:
- Dlaczego zabraliście mnie wtedy do Londynu? - Zayn uśmiechnął się przypominając sobie tamtą noc.
- Chyba... wzięłaś mnie z zaskoczenia... bo wiesz... jechaliśmy sobie spokojnie wracając do domu, pusta piękna droga i nagle Niall zaczyna paplać, że jakieś zwierzę jest na drodze... i jak się zbliżyliśmy, to... no nie spodziewaliśmy się człowieka tak daleko od miasta, a co dopiero dziewczyny... a potem... wydawałaś się taka przestraszona, a my akurat mieliśmy trochę luzu w pracy... no i... nawet nie wiem... może to był impuls? Ale cholernie się z niego cieszę.
- Ja też... - Uśmiechnęła się do profilu chłopaka i objęła jego dłoń spoczywającą na kierownicy.
Gdy dotarli pod bramę ich posesji zobaczyli nieznany samochód blokujący wjazd. Ivy nie wydało się to dziwne, bo nie znała aut różnych znajomych chłopaków, ale Zayn zmarszczył brwi i kazał dziewczynie pozostać w aucie, a sam wysiadł z pojazdu, zablokował maszynę i poszedł do domu. Szatynka obserwowała go jak wszedł do środka i przez jakiś moment go nie było, a po chwili pojawił się na zewnątrz w towarzystwie Liama i jakiegoś mężczyzny. Rozmawiali, chociaż z ich gestów nie wyglądało to na przyjacielską rozmowę. W końcu nieznany mężczyzna wsiadł do blokującego wjazd samochodu i odjechał, a gdy już zniknął z pola widzenia Zayn ze zmarszczonymi brwiami wsiadł do samochodu i wjechał na ich teren parkując samochód w garażu. Ivy bogata już w doświadczenia związane z nastrojem bruneta stwierdziła, że coś musiało się stać, bo chłopak miał zaciśniętą szczękę i nic nie mówił. Dopiero gdy znaleźli się w domu i zobaczyli stojących na korytarzu pozostałych domowników, Zayn warknął ze złością:

- Kurwa, powiecie mi co on robił w moim pieprzonym domu?

sobota, 22 kwietnia 2017

.37 "uzależniasz"

 Okej, chyba powinnam tu coś napisać, jakieś ostrzeżenie czy coś... i tak nikt się tym nie przejmie ale cóż... 
OSTRZEGAM na czerwono
________________________________________

Ivy nie doczekała przyjazdu do ładnego, drewnianego domku stojącego u podnóża gór, bo zasnęła zaciskając dłonie na ręce Zayna. Obudziła się wtulona w niego w przytulnej niewielkiej sypialni wyłożonej drewnem i oświetlonej światłem dziennym wpadającym przez wielkie panoramiczne okno stanowiące prawie całą ścianę i dające wspaniały widok na zamglone teraz góry, które wyłaniały się z morza drzew. Nie budząc chłopaka wyślizgnęła się z łóżka i podreptała wprost do okna. Góry, które przy dobrej pogodzie można było stamtąd podziwiać, teraz przysłonięte były mgłą unoszącą się nad lasem, tak, że tylko co jakiś czas widoczny był fragment skały, ale tylko do poziomu, w którym góry znikały w niskich chmurach. Deszcz bębnił w okna i dach, przez co słychać było nieprzerwany, cichy szum. Ivy, chociaż lekko zaspana, była ciekawa domu, więc po poświęceniu jednego spojrzenia śpiącemu chłopakowi opuściła pokój znajdujący się na piętrze i zeszła na parter. Okazało się, że całe wnętrze utrzymane było w takim samym stylu jak sypialnia – wszystko w drewnie nadawało ciepła i przytulności i brakowało tylko wpadających do środka promieni słonecznych. Obeszła niewielką kuchnię, w której jedynie blaty były granitowe, czym kontrastowały z resztą i trafiła do salonu, który poza kanapami i kominkiem, tak jak sypialnia, posiadał spore okno, ale tym razem wychodzące na drewniany taras ogrodzony barierką, na którym stała ławka. Coś ciągnęło ją do wyjścia i już stawiała stopę na zewnątrz, ale zimne powietrze, które wpadło, gdy uchyliła drzwi, przywołało ją do porządku i zaczęła rozglądać się za czymś do ubrania. W korytarzu wisiały co prawda ich kurtki, ale na półce poniżej leżała rzucona bluza Zayna i wydała się dużo ciekawszym okryciem, więc szatynka zadowolona zgarnęła ją i narzuciła na siebie, przez co otoczył ją zapach chłopaka. Teraz, chociaż wciąż nie było to ubranie, w którym powinna siedzieć na dworze, ponownie pociągnęła za klamkę i szybko usadowiła się na ławce, która chowała się pod dachem, dzięki czemu była sucha. Przyciągnęła do siebie nogi, wciągnęła chłodne, świeże powietrze i z uśmiechem oparła brodę na kolanach. Chyba tego potrzebowała - takiej zmiany otoczenia. Było tu tak niesamowicie spokojnie. Jedynym dźwiękiem był monotonny szum deszczu. Wpatrywała się w las niknący we mgle, do momentu, gdy usłyszała kroki na tarasie. Gdy odwróciła głowę zobaczyła bruneta, który przez nieład na głowie wyglądał jakby właśnie wstał.
- Nie jest ci zimno? - Zapytał, chociaż sam był w koszulce.
- Nie, ale chyba tobie jest, bo ukradłam twoją bluzę. - Dziewczyna uśmiechnęła się, chociaż była na granicy – jeszcze się nie trzęsła, ale mniej więcej półgodzinne siedzenie bez ruchu dało się jej we znaki. Chłopak z lekkim uśmiechem pokręcił głową i wrócił do wnętrza, a po chwili z powrotem pojawił się na zewnątrz, tylko tym razem niósł ze sobą gruby, ciepły wełniany koc. Dosiadł się do dziewczyny i zarzucił na jej i swoje ramiona osłonę. Ivy uśmiechnęła się i chętnie przylgnęła do ciepłego ciała Zayna.
- Zayn... tu jest cudownie... - Mruknęła, a chłopak spojrzał na czubek jej głowy z rozbawieniem.
- I nie przeszkadza ci, że jest cholernie zimno i leje?
- Nie jest aż tak zimno, a pada tylko trochę. - Wzruszyła ramionami. - Ten domek... jest twój czy wynajęty?
- Nie, jest znajomego, ale on przyjeżdża tu raczej w sezonie – albo w lecie albo w zimie...
- Jest pięknie... - Westchnęła.
- Chcesz tu siedzieć cały dzień?
- Nie wiem... po prostu... ostatni raz miałam taką przestrzeń przed sobą gdy...wtedy, gdy się spotkaliśmy... chyba... takie dzikie miejsca bardziej mi pasują niż miasto.... a Londyn...jest wielki...
- Wolałabyś być tu niż w Londynie?
- Nie wiem... chyba tak miało być, ale gdybym miała możliwość pojechać na północ to prawie na pewno bym to zrobiła... i wiesz, jak na to patrzę, to myślę, że nie żałowałabym... ale jak teraz o tym myślę, to dziwnie by było być tu bez ciebie, bez chłopaków...
- Dobrze, że padło na Londyn.
- Wiesz, to było takie surrealistyczne jak szłam wtedy nocą po tej pustej drodze, nie wiedząc nawet czy na pewno dojdę do miasta.
- Nawet mi nie przypominaj... Nie wiem, jak mógł ci dać odejść...
- Kto? Och... no tak... nie dał... nie pozwoliłby mi odejść... ale już chyba dłużej bym nie wytrzymała...
- A ze mną wytrzymałabyś?
- Ty to nie on... jesteś zupełnie inny. - Mruknęła przebiegając dłonią po jego policzku. Zayn przymknął oczy na jej gest i mruknął:
- Też bym ci nie pozwolił odejść.
- Zayn... - Chłopak spojrzał na nią i z trochę smutnym uśmiechem pocałował ją w skroń. - I pomyśleć, że kiedyś to wszystko było takie inne...
- Co było inne?
- Miałam tak bardzo inne wyobrażenie bycia przy kimś... Nigdy z nim tak nie siedziałam... nie rozmawiałam... Jack był... - Urwała jakby chwilę za późno zdała sobie sprawę, że miała o nim nie mówić.
- Ivy... opowiedz mi o tym... przynajmniej spróbuj... minęło już trochę czasu, wiesz, że jesteś ze mną bezpieczna... potraktuj to jako terapię... czasem lepiej jest się wygadać.
Dziewczyna chwilę milczała przypatrując się drzewom w oddali, aż w końcu westchnęła sfrustrowana i pomyślała, że może brunet ma rację... ostatecznie przecież mu ufała.
- Na pewno chcesz słuchać o moim byłym?
- Tak, bo przez niego cierpisz.
- Wiesz... poznałam go w bardzo normalnych okolicznościach, jako znajomego znajomych... i ogólnie wszystko było ok, wydawał się normalny, może trochę... zbyt pewny siebie, lubił chwalić się autem, jeździć trochę za szybko i prowokować policję... takie przechwałki... niby nic... Tylko, że wszystko było dobrze dopóki na noc wracałam normalnie do domu. Nie mam rodzeństwa, ale mieszkałam od dziecka z kuzynami, którzy na pewno by mnie bronili. I właśnie popełniłam jeden błąd... Już teraz nawet nie wiem jak to zrobił, ale wymógł na mnie zamieszkanie z nim. Wtedy dopiero okazało się, że jestem skazana na niego, nie miałam przy sobie nikogo, kto by stał po mojej stronie... a on miał wielu znajomych... prowadził z nimi różne interesy... nie wszystko legalnie... potem... wiesz, ja ledwo wiedziałam, że palił fajki gdy go poznałam, a potem okazało się, że bierze też prochy...
- Bił cię?
- Nie... chyba w jakiś sposób czuł coś do mnie... tylko, że... chyba nie za bardzo umiał to wyrażać... nawet... nawet nie przyłapałam go z inną... nigdy... nie twierdzę, że mnie nie zdradził, tylko... zawsze przychodził do mnie... i mówiłam ci... często był pod wpływem czy alkoholu czy prochów i... nie wiem... może mi się tak łatwo robią siniaki, ale rzadko zdarzało się, żeby zdążyły mi zejść przed kolejnym razem. Przez niego nie przepadam za imprezami i siedzeniem ciągle w domu...bo u niego byłam ciągle zamknięta, a jak już gdzieś mnie zabierał to na imprezę i wtedy jedyne czego chciałam to siedzieć w domu...
- To jak uciekłaś?
- Wiesz... ja już nawet przestałam sprawdzać drzwi, bo zawsze były zamknięte, ale raz zapomniał... był rozkojarzony... ledwo wrócił i zaraz wychodził... spieszył się... nie wiem.... poza tym, to było po jakimś jego dłuższym wyjeździe i wiedziałam, że jak wróci to będzie chciał... bo przez jakiś czas nie byliśmy razem i chyba bałam się bardziej, bo wreszcie siniaki mi zeszły...
- Czyli chcesz pracować, żeby nie siedzieć w domu?
- Nie, chociaż siedzenie w domu trochę... źle mi się kojarzy...
- Wiesz... w jednym mu się nie dziwię... też mam wielką ochotę zamknąć cię w domu, ale... to tylko dlatego, że chciałbym żebyś była bezpieczna... dlatego... dlatego też nie chcę, żebyś pracowała... jeśli będę cały dzień w pracy, wiedząc, że jesteś gdzieś, gdzie ktoś może coś ci zrobić, to zwariuję. Naprawdę, mała. Jestem gotowy zrobić dla ciebie wszystko, ale nie skazuj mnie na codzienne nerwy... już i tak... - Urwał, bo nie zamierzał mówić jej, że boi się, że go zostawi i ucieknie. -
- Ale normalnie ludzie pracują... - Mruknęła, ale Zayna to nie przekonało.
- Ivy, uznaj to za moje przewrażliwienie, dziwactwo... nie wiem... po prostu uwierz mi, że będę chodził wkurzony...
Zayn miał rację. Jakby trochę jej ulżyło, gdy bezpiecznie przytulona do bruneta opowiedziała mu o swoim koszmarnym związku, wiedząc, że są wiele mil od tamtego miejsca. Siedzieli jakiś czas w milczeniu i dziewczyna zdała sobie sprawę z tego, że mógłby być to dobry moment, żeby zapytać Zayna o jego przeszłość, ale teraz gdy nadeszła dobra, ba! idealna chwila, ona biła się z myślami i nie wiedziała jak zacząć, mimo że przecież tak bardzo tego chciała. Gdy już prawie zdobyła się na zagadnięcie chłopaka i oderwała głowę od jego ramienia, brunet spojrzał na nią i pierwszy się odezwał:
- Nie jesteś głodna? Moglibyśmy podjechać do miasteczka niedaleko i coś zjeść. - Ivy wypuściła powietrze i tylko skinęła głową. Jej szansa przepadła, gdy zwlekli się z ławki i wrócili do domku, gdzie panowało miłe ciepło. Już chciała zdjąć i oddać chłopakowi bluzę, ale powstrzymał ją i mruknął, że weźmie sobie drugą, przez co uśmiechnęła się lekko, bo noszenie męskich rzeczy kojarzyło jej się z domem. Poza tym ubranie chłopaka było ciepłe i pachniało nim, co było jego wielką zaletą, więc tylko na wierzch założyła swoją kurtkę i była gotowa. Ciągle padało, ale zanim zdążyli zmoknąć siedzieli już w aucie. Bardzo szybko znaleźli się w centrum niewielkiego miasteczka położonego zaledwie kilka mil od domku i zaparkowali przed restauracją w góralskim stylu, całą z drewnianych bali, nad której wejściem był napis po gaelicku, którego żadne z nich nie rozumiało. W środku czekała na nich bardzo sympatyczna obsługa mówiąca z wyraźnym szkockim akcentem, ogień na kominku i zapach dobrego jedzenia. Zjedli rozmawiając o nieważnych sprawach i kłócąc się o to, które z nich zna więcej gaelickich słów i kto potrafi lepiej przeczytać menu, w którym każda potrawa miała opis w dwóch językach. W bardzo dobrych humorach znaleźli się z powrotem w samochodzie, ale zanim zdążyli odjechać przyszła fala ulewnego deszczu. Zayn spojrzał w niebo całkowicie zasnute ciemnymi chmurami, westchnął i mruknął:
- Wiesz, myślałem, że będzie lepsza pogoda. Przynajmniej znośna...
- Taka też jest dobra... na gorącą czekoladę... taką gęstą z piankami. - Ivy nie traciła dobrego nastroju i z szerokim uśmiechem spojrzała niewinnie na chłopaka. On zrobił zabawną minę unosząc jedną brew do góry i kręcąc głową powiedział:
- Czyli chcesz, żebyśmy w tej ulewie szukali czekolady?
- Tak.
- Cokolwiek sobie życzysz. - Westchnął ostentacyjnie, ale na jego twarzy i tak czaił się lekki uśmiech. Przejechali kawałek dalej i bardzo szybko wskoczyli do niewielkiego sklepu, gdzie na szczęście były i pianki i czekolada. Ivy uparła się, że chce prawdziwą czekoladę, a nie nędzną imitację w postaci proszku, więc zgarnęła kilka tabliczek, trochę przypraw i mleko, no i oczywiście sporą paczkę pianek i z uśmiechem dziecka wychodzącego spod choinki podała wszystko ekspedientce. Z myślą o czekającym ją deserze poszła do auta, nawet już nie przejmując się aż tak deszczem. Zayn, który płacił wyleciał za nią ze sklepu, ale gdy zobaczył ją opartą o auto, zamiast sięgnąć po kluczyki i otworzyć jej drzwi, sięgnął ręką do jej twarzy, żeby odgarnąć mokre kosmyki, które zaczęły się kleić do jej wilgotnych policzków. Chwilę zastanawiała się czy coś się stało i chce jej powiedzieć, że na przykład zgubił kluczyki, ale gdy nachylił się nad nią i musnął jej usta wiedziała, że nie dlatego tak dziwnie się jej przyglądał. Nagle deszcz przestał być taki dokuczliwy, a może po prostu przestał padać? Jego skóra była chłodna i wilgotna, prawdopodobnie tak samo jak jej, ale nie miało to znaczenia, gdy przyparł ją mocniej do samochodu i o dziwo ciepłą dłonią chwycił za jej kark domagając się pogłębienia pocałunku. Chwilę stali tak przyklejeni do siebie, aż dziewczyna wzdrygnęła się i przerwała pocałunek, gdy woda znalazła ścieżkę za jej uchem i po szyi spłynęła za dekolt. Czyli jednak ciągle lało...
- Zayn, myślałam, że leje i jest cholernie zimno.
- Bo jest. Ale możemy ewentualnie kontynuować w jakimś suchym miejscu.
- Będę kontynuować tylko przysysanie się do czekolady. - Uśmiechnęła się pokazując mu język i przeszedł ją kolejny dreszcz.
- Wskakuj zanim się przeziębisz. - Mruknął i po tych słowach otworzył auto i wpuścił dziewczynę do środka. Gdy już wrócili Ivy prawie równocześnie rozbierała się z mokrych rzeczy i rozpakowywała czekoladę, przez co Zayn stał w korytarzu bez ruchu obserwując jej ruchy i śmiejąc się pod nosem.
- Może potrzebujesz pomocy, mógłbym...
- … rozebrać czekoladę?
- Wolałbym ciebie... - Mruknął, ale Ivy westchnęła jakby puszczając jego uwagę mimo uszu i wreszcie skupiła się na jednej czynności to znaczy ściągnęła buty i podreptała do kuchni, gdzie połamała czekoladę, zalała mlekiem i wsadziła do mikrofalówki, a dopiero potem zaczęła ściągać z siebie bluzę chłopaka i poszła szukać swojego swetra. W końcu sucha wróciła do kuchni i zabrała się za przygotowanie czekolady.
- Łagodnie czy na ostro?
- Na ostro, a o co pytasz?
- O czekoladę... - Ivy przygotowała już dwa kubki z gęstym parującym płynem i do jednego z nich wsypała szczyptę chili, a do drugiego skórkę pomarańczową i cynamon. Dopełniła je jeszcze górą pianek i podała jeden kubek brunetowi. Wskoczyła na blat i zadowolona westchnęła:
- Tyle na to czekałam... - Łowiła pianki, które pod wpływem temperatury zaczynały się coraz bardziej ciągnąć. Zayn czerpiąc dziwną satysfakcję z patrzenia na zadowoloną dziewczynę też pił swoją lekko pikantną czekoladę do momentu, gdy z ust dziewczyny nie padło z pozoru niewinne pytanie:
- Chcesz spróbować? - Oczywiście dotyczyło wyciągniętego w jego stronę kubka z pomarańczową czekoladą, ale Zayn całkowicie zignorował naczynie, przybliżył się do szatynki i wpił się w jej usta, które w tym momencie właśnie taką czekoladą smakowały. Ona za to poczuła na jego języku lekko piekący smak chili. Jakimś cudem oba kubki zostały odstawione bezpiecznie na blat obok dziewczyny, chociaż niewiele brakowało, żeby kubek Ivy wypadł jej z rąk. Poczuła jak dłonie chłopaka wsuwają się pod jej uda i nagle straciła kontakt z blatem, ale za to była jeszcze bliżej bruneta. Podniósł ją i pozwolił jej nogom opleść się wokół swojego pasa, a dłoniom lepiej złapać jego kark. W korytarzu przyparł ją do ściany i przerywając pocałunek mruknął:
- Robisz najlepszą czekoladę. - Potem nie wrócił do jej ust, tylko przyssał się do skóry na jej szyi i po chwili była pewna, że będzie tam miała przez malinkę. Nie wiedziała jak to zrobił, ale nie przestając jej całować wszedł na piętro do sypialni i położył ją na łóżku. Oderwał się od niej tylko po to, żeby mruknąć:
- Tyle na to czekałem.
- Ej, ja na porządną prawdziwą czekoladę czekałam dużo dłużej i nawet nie zdążyłam jej wypić!
- A ja na ciebie czekałem całe moje pieprzone życie, jesteś młodsza, więc się nie odzywaj. - Przygryzł lekko skórę nad obojczykiem i dodał uśmiechając się zadziornie: - Wolisz łagodnie czy na ostro?
- Miałam się nie odzywać.
- Ok, ale wiesz co ja wybieram. - Mruknął i pociągnął dziewczynę do góry, tak, że usiadła, żeby zdjąć z niej sweter.
- Ale... nie będzie tak jak z nim? - Zapytała z lekkim napięciem, gdy pozbawił jej koszulki. Zayn zdając sobie sprawę, dlaczego ją to stresowało kucnął przy łóżku i patrząc jej w oczy powiedział cicho:
- Będzie jak prawdziwa czekolada z chili. - Ivy na jego słowa przygryzła z lekkim uśmiechem wargę, bo wiedziała. Wiedziała, że Zayn wszystko rozumie i zrobi dla niej wszystko. Zaraz po tym jak została pozbawiona ubrań, w jakiś całkiem magiczny sposób i może trochę przy pomocy jej rąk, brunet również pozbył się swoich i już nie było odwrotu. Ich ciała przyciągały się jakby były przeciwnymi biegunami magnesu. Przypomniała jej się sytuacja z Harrym i dwuznaczne komentarze odnośnie sosu czekoladowego i przyszło jej na myśl, że nawet gdyby była cała w czekoladzie to te wszystkie pocałunki Zayna musiałyby ją z tego wyczyścić. Brunet chyba na początku realizował czekoladową część obietnicy, bo jego usta i pieszczoty były naprawdę słodkie i łaskoczące, ale wreszcie przyszedł moment na domieszanie chili, gdy oparł czoło o jej czoło, a jej nogę przełożył sobie przez bark. Była już tak gotowa, że wszedł w nią bez problemu, chociaż starał się obserwować jej twarz, czy nie robi tego jednak wbrew niej. Ivy jednak przymknęła oczy i delikatnie jęknęła wbijając paznokcie w kark chłopaka.
- Jest dobrze, co? - Jego ton zrobił się dużo cięższy niż wcześniej.
- Nawet lepiej. - Westchnęła dziewczyna i uchyliła powieki. Zayn uśmiechnął się do niej i kolejny raz pocałował jej rozchylone usta zanim zaczął mocnymi pchnięciami uświadamiać Ivy, że jej były nie miał pojęcia czym jest dobry seks. Zadowolony słuchał jej przyspieszonego oddechu, w który wplatała jego imię i obserwował jej rozchylone wargi. Aż trudno mu było uwierzyć, że kiedyś co noc pieprzył jakieś dziwki i wystarczało mu to. Przez to, co czuł do dziewczyny tym razem było lepiej i bardziej intensywnie, bo była tylko jego. I nie chodziło w tym wszystkim tylko o dobranie się do jej majtek, wyładowanie emocji czy odhaczenie czegoś. Mimo, że zwykle traktował seks jak większość facetów, to tym razem miało to dla niego dużo większe znaczenie: wiedział, że dziewczyna oddała mu wszystko – ciało, umysł i serce i jeśli czuła przynajmniej część tego, co on w stosunku do niej to wiedział jedno – nie przeżyje bez niego, więc nie ucieknie. Schował twarz w zgięciu jej szyi zaciągając się jej delikatnym zapachem i przygryzł lekko jej skórę w miejscu, w którym zrobił jej malinkę. Zwolnił tempo, ale wiedział, że to im wystarczy. Czuł jak przez mgłę jej wbite w swój kark paznokcie i usłyszał najbardziej podniecający dźwięk jakim był jej przeciągły, zduszony jęk przeznaczony tylko dla jego uszu. Czuł jak mięśnie dziewczyny spinają się mocno sprawiając, że przez jego ciało też przeszła intensywna fala spełnienia i przyjemności, w końcu razem z nią. Ivy zsunęła nogę z jego ramienia i oplątała obie wokół jego pasa nie pozwalając mu się oddalić. Zayn opadł na nią i chwilę oddychał powietrzem przesiąkniętym jej zapachem, aż usłyszał jej cichy głos:
- On to robił tak źle...
- Po prostu tego nie chciałaś. - Mruknął i przewrócił ich tak, że dziewczyna leżała na nim. Dostał kilka leniwych całusów w szyję i poczuł, że powoli jej oddech uspokaja się, a ciało rozluźnia się, więc wplątał dłonie w jej jeszcze lekko wilgotne włosy i pozwolił swojej kruszynie bezpiecznie zasnąć.

_________________________________________________

okej... nie wiem, czy tak to miało być, ale stwierdziłam, że już więcej na razie nie mam siły pisać, więc na razie tak zostaje...

czwartek, 13 kwietnia 2017

.36 "nudzisz się?"

Zayn ocknął się mimo całkowitej ciemności. Niebo dopiero powoli przybierało jaśniejsze odcienie, ale żaluzje i tak uniemożliwiały dostanie się do pokoju jakiegokolwiek promienia światła. Od razu poczuł miłe źródło ciepła przyklejone do jego boku i torsu. Od jakiegoś czasu co rano miał ten sam problem. To niewielkie, miękkie, wtulone w niego ciało sprawiało, że jego normalnie niezachwiana motywacja do wstawania mierzyła się z poważnym kryzysem. Tak, jakby jej głowa nie była ledwo wyczuwalnie ułożona na jego sercu, ale ważyła tonę, spod której nie był w stanie po prostu wyślizgnąć się. Jego zdroworozsądkowa część umysłu wiedziała jednak, że lepiej wstać zanim dziewczyna się obudzi, bo gdy na wpół śpiąca zaczynała oplatać ręce wokół jego karku odnosił wrażenie, że zmieni zdanie i zostanie z nią. A nie mógł. Starając się nie obudzić dziewczyny powoli opuścił łóżko i poszedł do łazienki. Liam był już w kuchni i pił kawę, gdy brunet wszedł do pomieszczenia. Tym razem szatyn był mu potrzebny, więc mieli pojechać do biura razem.
- Wszystko okej?... Coś się stało? - Liam miał, trochę jak Ivy, dziwny talent do zauważania i odczytywania lekkich zmian nastroju bruneta, który teraz był rzeczywiście zamyślony. Zayn westchnął przebiegając palcami po włosach.
-Chyba nic, w czym mógłbyś mi pomóc... - Posłał przyjacielowi niewyraźny uśmiech. Zanim zasnął po jego głowie kołatała się nieproszona myśl, która wróciła, gdy tylko znalazł się pod prysznicem.
Czy ona się tym naprawdę nie znudzi? Coraz boleśniej zdawał sobie sprawę, że trzymanie dziewczyny pod kluczem w domu może się źle skończyć. Co z tego, że będzie ją miał, jeśli mała stwierdzi, że nie wystarcza jej takie życie? Kiedy jej się znudzi? Kiedy znajdzie moment, żeby zniknąć dochodząc do słusznego wniosku, że mogłaby robić wszystko, w dowolnym miejscu, tylko bez niego... Gdy obrzydnie jej tęsknota i oczekiwanie na niego codziennie... Miał wrażenie, że jest w najgorszym momencie znajomości z Ivy, była tu za krótko, żeby mógł jej całkowicie zaufać, ale za długo, żeby mógł powiedzieć, że nic dla niego nie znaczy i ją puścić. Potrzebował zrobić coś, co przynajmniej złudnie zapewni mu, że dziewczyna czuje się z nim dobrze i być może odwlecze to, czego się obawiał. Nie był tylko pewien ani co zrobić, ani jak powiedzieć o tym przyjacielowi.
- Chodzi o pracę czy o Ivy?
- O nią... możemy pogadać w drodze?
- Jasne.
Zebrali się, opuścili dom i wyjechali z garażu milcząc, ale gdy włączyli się do ruchu miejskiego, Zayn ze zmarszczonymi brwiami mruknął:

- To wszystko przez to, że nie ma nas w domu, a Ivy siedzi sama i się nudzi...
- Nie nudzi się... ma rurę, ma książki, gotuje...
- I przez ile będzie jej to wystarczać? To jest takie wkurwiające uczucie, ale wydaje mi się, że któregoś dnia wrócę, a jej nie będzie. Jest do tego zdolna, weźmie torbę i wyjdzie... Bo kurwa mogłaby robić inne rzeczy niż czekać na mnie w moim pieprzonym domu. - Frustracja brała nad nim górę.
- Ale co chcesz zrobić? Chcesz, żebyśmy znowu zostawali w domu?
- Nie... myślałem raczej... chciałem zrobić coś, żeby... nie wiem... nie czuła, że siedzi zamknięta...
- Może zabierz ją do kina, teatru albo na kolację...
- Nie wiem... myślisz, że dwie godziny poza domem załatwią sprawę? Wolałbym... wyjechać z nią gdzieś sam...
- No to chyba nie ma problemu... nie wiem jak by było z jakimś dłuższym wyjazdem, ale weekend na pewno da się załatwić
- Tak, tylko chciałbym mieć weekend tylko z nią, a nie z telefonem, żeby wszystkim mówić co mają robić...
- Mogę się tym zająć, zostaw mi swój telefon służbowy.
- Myślisz, że to się uda?
- Pewnie, przecież bardzo mało osób ma twój numer prywatny i nie są to ludzie, którzy zawracaliby ci głowę bez wyższej konieczności. Na przykład ja.
- I nie będziesz do mnie dzwonił nawet jak dom będzie płonąć?
- Czyli pożar to nie wyższa konieczność? Nie no, wtedy to może zadzwonię na straż pożarną... a gdzie byś chciał pojechać?
- Czy Matt nadal ma domek w Szkocji? Ivy kiedyś mówiła, że chciałaby tam pojechać...
- Wydaje mi się, że tak... przynajmniej nie słyszałem, żeby się go pozbył... Chcesz jechać w ten weekend?
- Tak, tak myślę... nie mamy żadnych spraw do załatwienia w weekend, nie? Mógłbym ją zabrać w piątek wieczorem... mielibyśmy całą sobotę i większość niedzieli... wrócilibyśmy na noc w niedzielę...
- Nie ma sprawy, ogarnę ewentualne telefony przez dwa dni... Mogę podjechać jutro i pożyczyć klucze od Matta, jeśli nie będzie mieć nic przeciwko.
- Zadzwonię do niego i ustalę to... - Liam skinął głową i zamilkł niezdecydowany czy ma coś jeszcze powiedzieć, ale po chwili wypuścił ciężko powietrze i mruknął:
- Zayn... wiem, że jest dla ciebie ważna... przestań traktować ją jakby była tu tylko przelotem...
- Przecież...
- Wiem, że jej tak nie traktujesz, chodzi mi o to, że jeśli ma być z tobą to powinna wiedzieć o tobie przynajmniej tyle co ja... ciągle męczy ją to, że tak mało o tobie wie... nie naciska, ale przecież wiesz, że tu zostanie i powinna wiedzieć więcej... wykorzystaj ten czas z nią i opowiedz jej coś... albo jej ufasz, albo to nie jest związek, tylko, że wtedy powinieneś dać jej odejść.
Liam miał rację. Oczywiście. Tylko, że Zayn chciał mieć pewność. Chciał mieć Ivy w każdy możliwy sposób i chociaż była dla niego ważna, to chłopakowi trudno było przyznać, że jej ufa. A dzielenie się z nią jego historią oznaczałoby, że tak jest. Chyba miał potrzebę, żeby dziewczyna pierwsza wykazała zaufanie, a były trzy obszary, w których się wahała. Jej były, jej ciało i jej przeszłość. Teraz, gdy o tym myślał zaczynał mieć nadzieję, że może ten wyjazd pozwoli mu wyciągnąć z Ivy jakieś informacje, albo przynajmniej przemyśleć pewne sprawy bez zbędnego rozpraszania uwagi pracą.
W piątek, gdy Zayn wrócił z pracy całkiem niewinnie uśmiechnął się całując Ivy na przywitanie i spokojnie zjadł obiad. Potem poszedł do siebie spakować kilka rzeczy i podrzucić Liamowi telefon i parę papierów z pracy, a gdy wychodził od szatyna z pokoju zobaczył wchodzącą na piętro dziewczynę i mruknął:
- Mała, pakuj się. Za pół godziny wyjeżdżamy.
- Co? Niby gdzie?
- Na wycieczkę.
- Zayn... robi się ciemno... - Ivy zmarszczyła brwi zastanawiając się, czy brunet żartuje, a jeżeli nie, to do czego zmierza...
- No i super. Mniej idiotów na drodze.
- Ty... mówisz poważnie?
- Tak, mała. Dwa dni poza Londynem.
- Ale gdzie?
- Mówiłaś, że lubisz Szkocję?
- No, tak...
- No to właśnie tam. Weź coś ciepłego. - Zayn odszedł zostawiając ją osłupiałą, ale chwilę tylko zajęło jej stwierdzenie, że brunet na poważnie proponował jej wyjazd, więc poleciała do sąsiedniego pokoju, gdzie wciąż znajdowały się jej ubrania i do torby wsadziła kilka przydatnych rzeczy i kosmetyków i właściwie pomyślała, że jest gotowa. Ubrała ciepły sweter, skoro czekała ich kilkugodzinna jazda i z torbą zeszła na dół, gdzie brunet już na nią czekał. Liam, który rozmawiał z Zaynem uśmiechnął się do niej ciepło i mruknął cicho, gdy tylko brunet zniknął w garażu:
- Będzie fajnie, tylko wykorzystaj czas i każ mu mówić. - Nietypowa rada, ale dziewczyna wiedziała do czego się odnosił.
- Dzięki, mam nadzieję. Pa, Liam. - Uśmiechnęła się do niego, ubrała kurtkę i zbiegła do garażu słysząc pomruk silnika.
Po wyjechaniu z Londynu, które zajęło im sporo czasu, jako, że był piątkowy wieczór, znaleźli się wreszcie na autostradzie i gdy Zayn nie musiał już przejmować się manewrami Ivy wyciągnęła rękę i objęła dłoń bruneta, która spoczywała na kierownicy. Chłopak uśmiechnął się na ten drobny gest i przeniósł ich dłonie na udo szatynki.
- Wiesz... myślę, że poczyniliśmy pewne postępy od naszej ostatniej wspólnej podróży. - Uśmiechnął się czując jak szatynka bawi się jego palcami.
- Tak? Jakie?
- Już nie grozisz mi pozbawieniem ręki. - Dziewczyna uśmiechnęła się przypominając sobie, jak jeszcze nie tak dawno jego dłoń tak bardzo ją irytowała.
- Naprawdę nudzisz się w domu? - Mruknął cicho po chwili. - Bo wiesz, jakbyś czegoś chciała to powiedz.
- Przez ciebie mam wyrzuty sumienia... nie dość, że mnie przygarnąłeś, to teraz martwisz się, że się nudzę? Czułabym się lepiej, gdybym mogła dołożyć się do mieszkania i wiesz, ogólnie nie być pasożytem...
- Kurwa, Ivy... jesteś ze mną i nie chcę żebyś pracowała. Jak tylko powiesz, że czegoś chcesz to załatwię to.
- Wiem Zayn. - Mruknęła smętnie, bo wiedziała, że nie zmienił zdania, a nie chciała się z nim kłócić. Była to patowa sytuacja, bo oboje chcieli dobrze, ale obojgu propozycja drugiego nie podobała się.
- Ale nie chcę też, żebyś czuła się źle w domu...
- A jak powiem, że tylko praca by mnie uszczęśliwiła?
- No świetnie, czyli ja cię nie uszczęśliwiam? Może upiję cię na wyjeździe i zapomnisz o pracy? Może wtedy wystarczę ci do szczęścia?
- Pod warunkiem, że ty się ze mną upijesz i zapomnisz o swojej pracy.
- To wystarczy, że zaopatrzymy się w dużą ilość alkoholu. O pracy już zapomniałem.
- Tak? I nikt nie zadzwoni jutro rano, że musisz koniecznie wrócić?
- Nie. - Zayn uśmiechnął się spoglądając na dziewczynę. - Nie mam telefonu, więc nawet jakby się paliło to nie będę wiedział.
- I jesteś taki spokojny? Żadnej kontroli nad firmą?
- Została w dobrych rękach Liama, więc się nie martwię.
Ivy umilkła i dalej delikatnie bawiąc się palcami chłopaka wpatrzyła się w migoczące w oddali światła jakiegoś miasta. Była trochę sfrustrowana tą rozmową... Nie do końca chciała, żeby tak się potoczyła.
Czyli ja cię nie uszczęśliwiam?... Właśnie, czuła się tak, jakby Zayn miał monopol na sprawianie, że była szczęśliwa... tylko gdy znikał to wolałaby mieć zajęcie, a on nie mógł z jakiegoś powodu tego zaakceptować. Już i tak miała wrażenie, że w bardzo dużym stopniu zrezygnowała z niezależności, którą tak bardzo ceniła. Wszystko przez niego... wszystko dla niego...

środa, 29 marca 2017

.35 "jeśli tylko chcesz.."

Emocje Zayna miały to do siebie, że potrafiły wpływać na atmosferę całego domu, ale Ivy miała wrażenie, że najmocniej przekładały się na nią, jakby była do niego jakoś dostrojona, chociaż teraz zaczynała zauważać w tym pewne zmiany. Wciąż odczuwała jego zmieniający się nastrój, ale też coraz lepiej potrafiła go odczytywać. Wiedziała już, co oznaczają niektóre gesty, drobne zmiany w wyrazie twarzy czy tony w jego głosie. I chociaż jej działania zazwyczaj były instynktowne i dziewczyna nie do końca zdawała sobie z tego sprawę, to zwykle wystarczyła tylko jej obecność, żeby trochę złagodzić jego nastrój. Po tym, jak mecz dobiegł końca Zayn wyszedł z salonu nadal nachmurzony. Czuła to i dlatego mimo, że chłopak przeniósł ją ze swoich kolan na kanapę i wyszedł sam, tylko chwilę jeszcze siedziała przyglądając się jak Harry rozłożony na kanapie podrzuca popcorn i próbuje złapać go w locie, ale na policzone przez nią dziesięć rzutów udało mu się zjeść tylko cztery, a pozostałe sześć ziaren wylądowało we włosach szatyna i na podłodze obok kanapy. Gdy tylko na korytarzu zrobił się ruch, który oznaczał powrót reszty domowników, Ivy zrezygnowała z dalszego cichego sędziowania w popcornowych zmaganiach Harry'ego, przemknęła przez korytarz witając się krótko z zadowolonymi chłopakami i poszła na górę do pokoju bruneta. W końcu nie po to czekała na niego cały dzień, żeby teraz po nudnym meczu, podczas którego prawie w ogóle nie rozmawiali porzucał ją na rzecz samotnego przesiadywania w pokoju, zostawiając jej Harry'ego jako rozrywkę. Gdy zjawiła się w pokoju siedział przy biurku i przeglądał coś na komputerze, ale gdy zbliżyła się do niego obrócił się tak, aby umożliwić jej zajęcie miejsca na kolanach. Spojrzał na nią lekko apatycznym wzrokiem.
- Zayn...
- Muszę coś zrobić. - Mruknął.
- Och... Przeszkadzam ci... - Westchnęła na jego suchy ton i już chciała się podnosić.
- Nie, zostań. - Obrócił się z powrotem w stronę ekranu, a Ivy położyła głowę na jego ramieniu chwilę przyglądając się jakimś tabelom wypełnionym cyframi, ale stwierdzając, że nie jest to zbyt ciekawe przymknęła oczy zadowalając się ciepłem i zapachem bruneta. W pewnym momencie po pokoju rozległ się dźwięk pukania i głos Liama, który chyba tylko chciał się upewnić, że wszystko jest w porządku, a może chciał o coś zapytać, ale swoim przyjściem rozbudził przysypiającą już dziewczynę, która spoglądając na zegar na ekranie komputera stwierdziła, że musiała zasnąć, bo dochodziła północ. Podniosła głowę z ramienia Zayna i zobaczyła, że nadal wpatrzony jest w ekran, chociaż, gdy dostrzegł ruch dziewczyny poświęcił jej krótkie spojrzenie.
- Zayn... nie jest za późno na pracę? - Mruknęła nieco zaspanym głosem i przetarła oczy.
- Nie wiem, może...
- Chodź. - Ivy wstała powoli i pociągnęła go za rękę.
- Gdzie chcesz iść? - W głosie Zayna zabrzmiała nuta zniechęcenia, ale powoli podniósł się z krzesła.
- Chodź. - Pociągnęła go w stronę łazienki. - Wiem, że wolisz prysznic, ale proponuję kąpiel. - Wiedziała, że to poprawi mu nastrój. Gdy już odkręciła kran i nalała do wanny płynu o delikatnym pomarańczowym zapachu, spojrzała na bruneta, a jego twarz nie wyrażała żadnych oznak zirytowania tylko coś na kształt ulgi. Zdjęła bluzkę, obróciła się plecami do chłopaka i odgarnęła włosy na jedno ramię.
- Rozepniesz? - Przez moment czekała licząc, że poczuje palce chłopaka na plecach, ale nie doczekała się i zdziwiona obróciła głowę w stronę bruneta. Stał, też już bez koszulki i wpatrywał się w jej plecy, ale nie zbliżył się nawet o krok.
- Ivy, na pewno...?
- Tak – Odpowiedziała pewnie.
Nadal się do niej nie zbliżył, więc dziewczyna markotniejąc mruknęła:
- Jak nie to sama sobie poradzę... - Myślała, że to jest to, czego chciał i że inaczej zareaguje na jej prośbę.
- Nie, czekaj. - Jego palce oplotły jej dłonie sięgające do zapięcia stanika. - Nawet nie wiesz jak chętnie to z ciebie ściągnę... po prostu nie myślałem, że będziesz chciała... Tylko zaczekaj, bo jak ktoś wlezie mi do pokoju teraz to zabiję. Czekaj i nie waż się ruszać. - Pociągnął za ramiączko, które z charakterystycznym odgłosem powróciło do łopatki dziewczyny. Wyszedł i po chwili w pokoju rozległ się dźwięk przekręcanego zamka i zaraz potem wrócił do łazienki i powoli zbliżył się do szatynki. Wreszcie doczekała się ciepłych rąk na swoich plecach, kiedy Zayn powoli rozpinał jej stanik równocześnie całując odsłoniętą szyję dziewczyny. Zanim się zorientowała zsunął ramiączka z jej ramion i ta zbędna już część garderoby wylądowała na podłodze, a dłonie bruneta już zajmowały się zamkiem w jej spodniach. W ten sposób po krótkiej chwili stała już nago przed chłopakiem, który zamiast sam się rozbierać, zamarł z lekkim uśmiechem na ustach i poszerzonymi źrenicami chłonął widok przed sobą tak intensywnie, że Ivy wydawało się, że jej twarz musiała nabrać pięknego buraczanego odcienia, aż ukryła ją w dłoniach.
- Weź się tak nie gap, Zayn! - Pisnęła wyraźnie skrępowana jego zachowaniem.
- Mała, daj mi się nacieszyć chociaż przez moment chwilą, na którą tyle czekałem, dobra? Naprawdę, wy kobiety... Najpierw "rozbierz mnie!", a potem "nie patrz!"... Poza tym... wyglądasz cudownie. - Ostatnie zdanie wypowiedział dużo ciszej zbliżając się do dziewczyny tak, że jego oddech owiał jej czoło, na którym złożył pocałunek, odrywając jednocześnie dłonie szatynki od jej twarzy. Odsunął się od niej po chwili nie przestając skanować jej ciała i kontynuował pozbywanie się reszty swojej garderoby. Ivy w międzyczasie dla odmiany próbując jak najbardziej unikać patrzenia na bruneta i karcąc się w myślach za dziecinne zachowanie, związała włosy, zakręciła kran i zdążyła wstawić nogę do wanny, gdy poczuła dłonie na biodrach, które podniosły ją pomagając znaleźć się w ciepłej wodzie. Chłopak wszedł do wanny zaraz za nią, obrócił dziewczynę przodem do siebie i pociągnął ją za sobą, tak że chwilę później siedzieli twarzami do siebie, otoczeni pianą o zapachu pomarańczy. Jego spojrzenie znów zaczęło wędrować po jej ciele, chociaż co chwilę powracał do jej twarzy i uśmiechał się dostrzegając jak lekko się rumieni i przygryza wargę, ale gdy tylko zobaczył jak otwiera usta z lekko zmarszczonymi brwiami, mruknął:
- Mała, mów co chcesz, ale chyba cię utopię jak powiesz coś o patrzeniu. - Szatynka westchnęła zrezygnowana, a jej dłonie znowu uniosły się, żeby ukryć zaróżowione policzki. Wcześniej myślała, że jest to lepszy pomysł, akurat tego problemu nie miała z byłym, ale coś w spojrzeniu Zayna było zbyt... za bardzo.. za dużo i za intensywnie. Siedziała okrakiem na udach chłopaka, który pożerał wzrokiem wszystkie jej krągłości zaciskając palce na jej biodrach, ale gdy spostrzegł, że dłonie Ivy znowu wędrują do jej twarzy złapał ją za nadgarstki, które pociągnął ku sobie zaplatając jej ramiona na swoim karku i korzystając z bliskości twarzy swojej towarzyszki przygryzł jej wargę, a potem tę lekką pieszczotę zamienił w pocałunek. Zajęło to myśli dziewczyny na tyle, że mocniej przyciągnęła chłopaka do siebie, a on przeniósł dłonie z powrotem na jej biodra i pogłębiając pocałunek wpadł na szatański pomysł. Najpierw delikatnie gładził jej boki, ale szybko zamienił ten niewinny gest w zabójcze łaskotki. Jego palce okazały się zadziwiająco sprawne w tym zakresie, tak, że dziewczyna nie miała nawet szansy oddać mu jakiegokolwiek pocałunku albo zagrozić czymkolwiek przez ciągły chichot. Ledwo oddychała, ale brunet za dobrze bawił się teraz, gdy mógł bez przeszkód na nią patrzyć, a jedne, co udawało się jej wykrztusić pomiędzy próbami nabrania oddechu a ciągłym śmiechem, było jego imię. W końcu z trudem udało jej się wybłagać bruneta, żeby przestał ją łaskotać i wreszcie po tych męczących kilku minutach, które Ivy wydawały się nieznośnie długie, mogła ułożyć się na jego ramieniu i lekko pocałować go w szyję, na co chłopak przekrzywił głowę i nadal uśmiechając się złączył ich usta w powolnym pocałunku.
- Wiesz, zaczynam lubić kąpiele. - Mruknął.
- To dobrze, bo ja uwielbiam kąpiele.
- Ale pod prysznicem też można robić ciekawe rzeczy.
- Taak? Jakoś chyba... nie jestem przekonana... - Miała do tego swoje powody. Konkretnie jeden, który siłą zaciągał ją pod prysznic i bynajmniej nie łaskotał jej tam.
- Jestem pewien, że niedługo cię przekonam.
- Zayn... mogę... mogę ci o czymś powiedzieć? - Nie była do końca pewna, ale skoro tak się zbliżyli, to chciała powiedzieć brunetowi co leży jej na sercu.
- Jasne, mała. Wszystko, co tylko chcesz...
- Bo wiesz... to... to wszystko przez niego... ja wiem, że nie jesteś taki jak on, ale przed tobą był tylko on i... nie mam najlepszych doświadczeń... zwykle... zamiast przyjemnych wspomnień miałam rano... siniaki... i po prostu...
- Co?! - Zayn usiadł gwałtownie i przeniósł Ivy na swoje kolana, tak, żeby widzieć jej twarz. - Bił cię?
- Nie, tylko... on... wolał ostry seks, a to w połączeniu z alkoholem albo prochami... nie kończyło się zbyt dobrze dla mnie... - Nie spodziewał się takiego wyznania. Ivy pierwszy raz z własnej woli powiedziała mu coś o swoim byłym. I naprawdę nie wiedział, czego się spodziewał, ale chyba nie tego... To jednak wiele wyjaśniało, jeśli chodzi o jej strach przed mężczyznami i zbliżaniem się do nich. Westchnął nie chcąc wpadać w zły humor przy niej, zapisał tylko to, co powiedziała w pamięci na liście grzechów byłego faceta Ivy, za które trzeba mu było połamać parę kości, przyciągnął ją bliżej i pocałował w czoło.
- Wiesz, mała, zrobiłbym wszystko, żeby wymazać ci te wspomnienia z pamięci, ale skoro to niemożliwe, to stworzymy nowe wspomnienia, bez siniaków, prochów i alkoholu, wypełnione tylko twoimi jękami i moim imieniem. Jeśli tylko chcesz... - Mruczał jej do ucha.
- Jestem do twojej dyspozycji. Ostatnio chyba i tak moje życie kręci się głównie wokół oczekiwania na twój powrót z pracy... - Uśmiechnęła się lekko marszcząc przy okazji nos.
- Aż tak się tu nudzisz? - Zapytał, ale tak naprawdę najbardziej zaintrygowało go pierwsze zdanie. Tak, zdecydowanie jest jego.
- Nie, tylko jak wychodzisz, to... tęsknię... - Zayn uśmiechnął się lekko na to stwierdzenie wiedząc co ma na myśli, bo sam też to czuł. Tylko chyba nie nazywał tego tęsknotą, raczej niepokojem gdy tracił ją z oczu.

***
ale ja potrafię działać z zaskoczenia... na pewno nikt się nie spodziewał takiego nocnego rozdziału...
#miszczstrategii

piątek, 14 października 2016

.34 "mecze mnie nudzą"


***

Jedynym dźwiękiem rozchodzącym się po domu było bębnienie deszczu o szyby. Nikt nie krzątał się po kuchni, nie było słychać żadnych rozmów czy śmiechów. Światła były pogaszone jakby ktoś stwierdził, że żarówki zbyt mocno kontrastują z szarością za oknem. Tylko jedna mała lampka w sypialni na piętrze przeciwstawiała się tej ponurej kolorystyce. Przy lampce, nakryta kołdrą, siedziała oparta o wezgłowie łóżka ciemnowłosa dziewczyna. Próbowała czytać, ale od czasu do czasu jej myśli uciekły gdzieś, mknąc do chłopaka, od którego nie mogła uciec. Tak wbił się w jej podświadomość, że mimowolnie pojawiał się i znikał z jej głowy przy byle okazji. Gdy kolejny raz przerwała czytanie w połowie zdania, zamknęła książkę i spojrzała na zegarek. Wciąż wydawało się jej, że jest dużo później niż było w rzeczywistości przez szare chmury zawieszone nisko na niebie. Było tak ponuro, jakby był już wieczór, chociaż minęła dopiero 15. Był to czas, kiedy mogła zacząć spodziewać się któregoś z pozostałych mieszkańców domu. Serce najbardziej wyczekiwało na tego jednego, ale cieszyła się obecnością każdego z nich. Siedziała sama ponieważ ostatnimi dniami Zayn odpuścił trochę z traktowaniem jej jak dziecka, więc wszyscy wychodzili wtedy kiedy musieli, a Ivy spędzała część dnia samotnie, chociaż od kiedy Liam udostępnił jej swoją biblioteczkę, a Zayn przywrócił rurę miała się czym zająć, biorąc też pod uwagę fakt, że została samozwańczym szefem kuchni. Cały czas trochę ją korciło, żeby gdzieś wyjść, ale jej zapał ostudziły nieco ulewy, które ostatnio dawały się wszystkim we znaki. Z westchnieniem zrzuciła z siebie kołdrę, zgasiła światło i podreptała na dół, żeby tam ulokować się na kanapie w salonie i przy telewizji poczekać na któregoś z domowników. Wpatrzona w ekran nawet nie zwróciła uwagi na szczęk kluczy w drzwiach, ale całkiem dobrze usłyszała głos tuż przy uchu:
- Cześć mała. – Odwróciła głowę dokładnie w momencie, w którym brunet nachylił się bardziej, żeby pocałować lekko jej szyję, przez co trafił na usta dziewczyny. Zayn uśmiechnął się, jeszcze przez moment nie odrywając się od szatynki. Zanim którekolwiek z nich zdążyło pogłębić pocałunek, chłopak wyprostował się i z lekkim uśmiechem czającym się na ustach obszedł kanapę i usiadł obok dziewczyny przygarniając ją do siebie. Tym razem poza swoim zapachem wniósł do mieszkania również woń deszczu i zimna. Jeszcze przez moment dziewczyna czuła pod swoim policzkiem chłód, zanim przez materiał jego ubrania doszło do niej ciepło jego ciała. Ostatnio było miedzy nimi tak dobrze. Zayna nikt nie denerwował przez parę dni, więc wracał do domu nie tak późno i w całkiem niezłym nastroju. Miał czas, żeby posiedzieć z Ivy i nawet opowiedział jej parę rzeczy o sobie i chociaż nie była to ta część historii życia chłopaka, na której najbardziej jej zależało, to dziewczyna była bardzo zadowolona, że brunet sam z siebie zaczął jej o czymś mówić. Zachowywali się zupełnie jak para, chociaż nie padła odnośnie tego żadna deklaracja, a pozostali mieszkańcy domu nie robili żadnych uwag w stosunku do zachowań wpatrzonej w siebie dwójki. Zupełnie jakby tak po prostu miało być. Siedzieli tak w półmroku dobre pół godziny rozmawiając po cichu, aż usłyszeli trzask drzwi i wołanie Nialla z korytarza:
- Ivy?! Jesteś tu?
- Pewnie, że jestem.
- Fajnie, bo wiesz... – Niall na chwilę zamilkł wchodząc do salonu. - ... o Zayn, wróciłeś? To jeszcze lepiej... chodzi o to, że Louis załatwił bilety na dzisiejszy mecz i właśnie do mnie dzwonił, czy chcemy iść. Nie wiem czasami jak on to robi, serio... – Blondyn był w zdecydowanie dobrym nastroju i wpatrywał się z jakby radosnym oczekiwaniem w dwójkę przyjaciół.
- Na mnie nawet nie patrz. Wiem, że mówiłam, że jestem znudzona, ale nie aż tak, żeby wychodzić na deszcz i to tylko po to, żeby oglądać piłkę. – Mruknęła dziewczyna.
- Ale boisko jest pod dachem.
- Niall... wiesz, niby tak, ale nie mamy przejścia z kuchni na stadion, a tam jest tak bardzo... – dziewczyna machnęła w stronę okna, za którym czaiły się wszechobecna wilgoć i ciemne chmury i mimowolnie się wzdrygnęła.
- Marudzisz, przecież pojedziemy autem. – Jęknął blondyn.
- Jak będziesz miał bilety na mistrzostwa świata w tańcu na rurze to daj mi znać. Piłka nożna – raczej nie. Ni, serio, ja tam prędzej zasnę...
- No dobra, kapuję. – Westchnął wreszcie i zwrócił wzrok w stronę bruneta. – Mamy godzinę, żeby się tam dostać, więc trzeba się zbierać. Harry i Liam też już powinni tam być.
- Wiesz, Niall, myślę, że spasuję tym razem. Miałem trochę roboty poza biurem, więc raczej zostanę w domu. – Mruknął Zayn wzruszając lekko ramionami.
- Serio? Ale Zayn... wiesz jakie miejsca potrafi załatwić Lou... Pamiętasz ostatni mecz? I też wstrząsnął bilety w ostatnim momencie..
- Wiem, wiem... jedź, bo nie zdążysz... serio Niall... nie chce mi się...
- Ale... ech... no dobra, to ja lecę, ale żeby nie było potem do mnie pretensji o coś, ok?
- Spoko, na prawdę, jedź. – Zayn uspokoił blondyna kiwając przy okazji głową w stronę drzwi.
- Ok, to widzimy się wieczorem. – Uśmiechnął się i zniknął w korytarzu.
- Baw się dobrze, Ni! – Krzyknęła za nim Ivy.
- Będę, dzięki!
Usłyszeli tylko trzask drzwi i jakby przytłumiony dźwięk silnika.
- Wiesz, że my też możemy się dobrze bawić w domu? – Brunet odezwał się nagle po dłuższej chwili ciszy spoglądając na dziewczynę z ukosa.
- Chcesz oglądać ten mecz w telewizji? - Jęknęła dziewczyna. Chłopak roześmiał się słysząc zrezygnowany ton w głosie Ivy.
- Właściwie to nie... – Mruknął jej do ucha. - ...właściwie to miałem na myśli coś bardziej... – Zmienił pozycję i pchnął szatynkę na kanapę i zawisnął nad nią tak, że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. - ...takiego. - Chwycił ją za podbródek i pociągnął, rozchylając lekko jej usta. Czuła ciepło jego oddechu, tuż nad swoimi ustami, ale jej nie pocałował. Zaraz potem chłopak ledwo muskając jej usta przesunął językiem po jej wardze. Droczył się z nią. Nie pocałował jej tak jak tego chciała. Jeszcze raz ledwo musnął jej usta, ale tym razem chciała go zatrzymać na dłużej, więc gdy język bruneta musnął jej, głowa dziewczyny uniosła się podążając za jego oddalającymi się ustami. Zayn uśmiechnął się, widząc jej reakcję. Chciał ją podrażnić, ale w gruncie rzeczy chciał tego samego, co dziewczyna. Chciał jej bliżej. Chciał ją czuć bardziej. Ale równocześnie nie chciał jej do niczego zmuszać, przynajmniej nie teraz. Nie wiedział, czy jest na to gotowa. Jakoś dziwnie mu zależało, żeby ona też tego chciała. Wiedział, że było miedzy nimi dobrze, mimo, że trwali w pewnym zawieszeniu nie wykonując żadnych ruchów. Ona nie uciekała, a on cierpliwie czekał, kiedy będzie gotowa. Nie mógł zaprzeczyć sam przed sobą, że cały czas liczył, że dziewczyna da mu jakiś znak, jakiś drobny gest pozwalający mu posunąć się dalej. Wiedział, że ciężko jej było zapomnieć o byłym. Nie znał, co prawda zbyt wielu faktów dotyczących tamtego chłopaka, a dziewczyna nadal bardzo niechętnie rozmawiała z nim na ten temat, ale Zayn jako jedno z ważniejszych zadań na liście rzeczy do zrobienia ciągle miał odegranie się za krzywdy dziewczyny. Nie znalazł jeszcze sposobu na wyciągnięcie z niej danych takich jak imię, nazwisko czy adres, ale był pewien, że to tylko kwestia czasu. Już długo nie dawało mu to spokoju. Może miał nadzieję, że gdy Ivy zobaczy, że przy nim jej były nie ma szansy nic jej zrobić przestaną ją nękać wspomnienia.
- Zayn? Wszystko w porządku? – Ivy delikatnie przejechała palcami po szorstkim policzku bruneta, który ze zdziwieniem otrząsnął się. Od dobrych kilku minut wpatrywał się w dziewczynę, a jego myśli błądziły gdzieś obok. Skupił się na jej dużych oczach przyglądających się mu z ciekawością i uśmiechnął się lekko. Jej dłoń nadal błądziła po jego skórze, tak że przymknął na moment powieki. Lubił tę jej delikatność. Rzadko kiedy ktokolwiek bywał taki w stosunku do niego. Właściwie to nikt nie bywał delikatny. On sam też nie traktował tak innych ludzi. Tylko dla niej robił ten drobny wyjątek. Mimo tego, że dla komfortu dziewczyny utrzymywał pewien dystans, zrezygnował z niego gdy ręce dziewczyny przeniosły się na jego kark i przygniótł ją swoim ciałem, tak, że jedynie ich twarze dzieliła niewielka przestrzeń. Wplątał dłonie w jej ciemne włosy, wysunął lekko język zwilżając usta i nachylił się nad nią, składając powolny pocałunek na jej ustach.
- Będę delikatny. - Szepnął niespodziewanie jej do ucha i musnął wargami jej szyję. Nie miał pojęcia jak dziewczyna zareaguje, ale coś mu kazało spróbować. - Wiesz, że nic ci nie zrobię, prawda?
- Wiem, ale Zayn...
- Sprawię, że zapomnisz o nim. - Znowu wpił się w jej usta.
- Tak? - Gdy oderwał się od niej szepnęła to jedno słowo tak bezbronnym tonem, że chłopak wiedział, że już jest jego. Teraz zależało mu tylko, żeby dziewczyna naprawdę przestała myśleć o tamtym śmieciu.
- Obiecuję. - Mruknął składając drobne całusy na jej dekolcie, jakby miał pewność, że tym razem dziewczyna pozwoli mu pójść dalej. I chyba miał rację, bo Ivy nie wykonała żadnego gestu, żeby go odepchnąć, przesunęła tylko dłonie z jego szyi kładąc je na barkach chłopaka. Westchnęła lekko, ale jej wydech został zagłuszony przez trzask.
- Cześć! – Krzyk Harry'ego rozległ się po korytarzu. Zayn oderwał się od szyi dziewczyny i z cichym przekleństwem spojrzał w jej zdziwione oczy.
- Harry, czy ty kurwa nie miałeś być na meczu? - Warknął brunet siadając, gdy szatyn pojawił się w zasięgu wzroku.
- Taaa... miałem, ale byłem w innej części Londynu i zanim dojechałem mecz się zaczął, a nie mogłem się dodzwonić do chłopaków, więc wyszło, że nie mam biletów i rozumiecie... ale leci w telewizji, nie? Czemu nie oglądacie?
Ivy, która również podniosła się do pozycji siedzącej przyglądała się na zmianę niczego nieświadomej twarzy Harry'ego i zmarszczonym brwiom Zayna i uśmiechnęła się szeroko.
- To przeze mnie. Wiesz jak mnie to nudzi. Ale jak chcecie oglądać to posiedzę z wami. - Powiedziała próbując się nie roześmiać, wdrapała się na kolana Zayna i położyła głowę na jego ramieniu.
- Ok, to fajnie. - Mruknął Harry łapiąc pilota i zaczął szukać odpowiedniego kanału.
- No, kurwa, świetnie. - Mruknął koło ucha Ivy brunet. Dziewczyna podniosła głowę i pocałowała chłopaka lekko w usta uśmiechając się delikatnie.
 

_________________________________________________________________________________
 

 
Nie ma słów, które wyrażą jak bardzo jest mi przykro i jak bardzo winna się czuję przez to wszystko. Mówię oczywiście o moim, delikatnie mówiąc, zniknięciu. Wiecie, miałam takie nastawienie, że jak tylko skończę pisać pracę i się obronię to siądę i napiszę całą górę nowych rozdziałów i w ogóle... ale potem JAK ZWYKLE mi nie wyszło... jakoś tak całkiem nie wiem kiedy wakacje minęły i oto jestem tu, zupełnie jak Ivy, w Londynie, i powiem Wam szczerze, że co najmniej dobre trzy tygodnie próbuję napisać rozdział i tak mi ciężko. Ani nie mam czasu ani pomysłu (no i dotychczas nie dysponowałam komputerem z polskimi znakami! - a co mogłoby być bardziej deprymujące niż pisanie „zrob mi laske i zamknij sie”). No, także ostatecznie wyszedł mi rozdział o niczym... Mieszkam u takiej dziwnej rodziny i psychicznie tak mi jakoś źle... Chcę do domu, ale trochę głupio mi zrezygnować, bo tak chciałam pomieszkać przez rok w Anglii... no, dosyć narzekania... więc chciałam dać Wam znać, że żyję i że bardzo mi głupio i przykro, że tak Was zostawiłam. Nie obiecuję tym razem żadnych rozdziałów, bo po prostu nie wiem... absolutnie nie mówię o zakańczaniu mojej „kariery pisarskiej” czy któregokolwiek z opowiadań, ale chcę być całkowicie szczera jeżeli chodzi o szansę, że coś wstawię... nie mam bladego pojęcia... od stycznia mam nadzieję przenieść się gdzieś indziej i może tam będę miała więcej czasu i jakieś pozytywniejsze otoczenie, ale w tej chwili... jakoś nie mogę się za to zabrać... zanim w ogóle się za to wzięłam musiałam przeczytać jeszcze raz całe opowiadanie i nie zdziwcie się, jak kiedyś Wam oznajmię, że muszę ten cały tekst przeredagować i wprowadzić poprawki, bo trochę się śmiałam sama z siebie w pewnych momentach podczas czytania :P

PRZEPRASZAM