czwartek, 22 lutego 2018

.45

Liam wiedział, że Zayn wrócił po gwałtownej pobudce, którą ten mu zgotował. Wiedział też, że przyjaciel był naprawdę zdenerwowany tym, że nie znalazł od razu dziewczyny. To go upewniło w przekonaniu, że brunet bardzo się do niej przywiązał. Gdyby pół roku temu ktoś przyszedł i powiedział, że coś takiego może nastąpić, Liam postukałby się w głowę. Właściwie chyba nie wierzył, że istnieje taka dziewczyna, chociaż w głębi serca miał taką cichą nadzieję. Obawiał się jednak o trwałość tych intensywnych relacji i musiał z nim porozmawiać, żeby chociaż trochę zwrócić uwagę chłopaka na uczucia dziewczyny i to, co spowodował swoim wyjazdem. Zayn i Ivy nie pokazywali się przez dłuższy czas i szatyn nie zamierzał wyrywać ich z łóżka, bo oboje zasługiwali na odespanie chociaż trochę, ale wiedział, że prędzej czy później będzie musiał ich rozdzielić i pogadać z przyjacielem.
Ivy przespała przyklejona do bruneta do wczesnego popołudnia. Nawet, gdy zaczęła się wybudzać, nie potrafiła go puścić. Jakby bała się, że zniknie.
- Czyli co? Tęskniłaś za mną? - Usłyszała jego zachrypnięty głos nad uchem.
- Jeżeli nie chcesz, żebym musiała przytulać się do twoich zwłok, to nie zadawaj głupich pytań... - Mruknęła sennie, nawet nie próbując odkleić policzka od jego ramienia.
- Same z tobą problemy... Niedługo nie będę potrafił się bez ciebie nigdzie ruszyć.
- Nie mam nic przeciwko. - Na chwilę zapadła cisza i chociaż dziewczyna nie chciała ani się rozklejać ani burzyć nastroju, musiała zadać mu to pytanie.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - Zayn chwilę milczał nie patrząc na dziewczynę, potem westchnął i nadal unikając jej wzroku mruknął:
- Ja... nie wiem... Myślałem, że tak będzie łatwiej... że zaśniesz, a potem..
- … będę się jak głupia martwić?
- Mała, nie chciałem tego. Nie myślałem, że to aż tak...
- … będę przeżywać? Wiesz, chyba to normalne, że...
- Boli. Nie wiedziałem, że to tak cholernie boli. - Przerwał jej i przebiegł palcami po głowie.
- Myślałam, że zwariuję. - Szepnęła.
- Ja też.
- Zayn, ja cię zabiję, jak mi tak jeszcze raz zrobisz. - Po tej rozmowie znowu ucichli i leżeli tak jeszcze jakiś czas nie mogąc zdecydować się na utratę kontaktu między swoimi ciałami. Wstali dopiero, gdy za drzwiami zaczęli słyszeć przyciszone głosy chłopaków, którzy niepokoili się, co działo się z dziewczyną i czy z Zaynem wszystko w porządku. Zeszli akurat w momencie, gdy do domu została dostarczona pizza, w ramach obiadu i dopiero wtedy, gdy Ivy wdała się w rozmowę z Niallem, Liam znalazł okazję, żeby porozmawiać z brunetem.
- Zayn? Możemy pogadać? - Gdy chłopak skinął głową poszli do pokoju Liama.
- Wiesz, cieszę się, że cię widzę, ale mam ochotę cię zabić za to co jej zrobiłeś.
- Ivy? Co zrobiłem?
- Kurwa, Zayn. Już myśleliśmy, że coś sobie zrobi, bo ty nawet jej nie napisałeś głupiego smsa, że wszystko z tobą ok. Mogłeś jej powiedzieć. Już myślała, że może nie wrócisz, że coś się stało..
- Nie wiem, czy to by jej pomogło...
- Bo?
- Wiem co czuła. Liam, wiesz, że musiałem jechać. I kurwa, wiem co czuła, bo czułem to samo. Jakby ktoś powalił mnie na ziemię i przyduszał przez ten cały czas. Wiesz, powinienem ją zabić, zapomnieć, usunąć, bo niedługo nie będę mógł niczego zrobić bez niej w pobliżu. Jakby była narkotykiem... - Chłopak westchnął i przetarł twarz rękami. - Widzę jak wygląda. Płakała kupę czasu, gdy mnie zobaczyła. Jest mi jej cholernie żal, ale ja sam... bez niej... nie mogę. Kocham ją i musi być moja. Chcę, żeby całe to pieprzone miasto o tym wiedziało. Jak ktoś ją tknie, jeśli zniknie, odejdzie to nie wiem co zrobię. - Liam milczał dłuższą chwilę zaszokowany tym wyznaniem. Z jednej strony cieszył się, że skoro brunet już to powiedział, to znaczy, że było mu naprawdę ciężko, bo praktycznie nigdy nie mówił o uczuciach. Z drugiej jednak strony martwił się, czy na pewno sobie poradzą. Ivy wydawała się taka delikatna i podatna na uszkodzenie, a on był niedoświadczony w bliskich relacjach i zbyt brutalny.
- Wiesz, jakby tobie coś się stało to ona też tego nie przeżyje. - Mruknął w końcu i powoli wyszedł.

Wszyscy, nawet Harry, patrzyli na Zayna trochę spode łba. Liam, co prawda, trochę mniej, bo po rozmowie z nim wiedział, że Zaynowi zależy i tak samo się męczył jak ona, ale z drugiej strony bardzo im ulżyło, że Ivy zachowuje się normalniej. Naprawdę się martwili, ale wyglądało na to, że powoli wszystko wracało do normy. Poza tym, że teraz prawie nie było momentu, żeby nie trzymali się za ręce, albo Zayn nie obejmował uda dziewczyny, albo nie siedzieli po prostu całkiem przyklejeni do siebie nie zwracając uwagi na pozostałych domowników. Cały dzień nie potrafili trzymać rąk z dala od siebie dłużej niż parę chwil.

Ciągle upewniała się czy jest. Czy znowu jej nie zniknął. Czy nie wydawało jej się tylko, że wrócił. Gdy znikał z jej oczu opanowywał ją lekki niepokój, zupełnie bezwarunkowo. Ale był. Sam nie chciał tracić jej z pola widzenia. Potrzebowała go. Przynajmniej usłyszeć. Zobaczyć jego cień. Mieć świadomość, że ma go na wyciągnięcie ręki. Gdy weszła do jego pokoju usłyszała szum wody dobiegający z łazienki. Nogi bezwiednie poniosły ją w stronę drzwi, a gdy już była blisko, lekko pociągnęła za klamkę, która natychmiast się poddała. Wślizgnęła się do środka i lekko uśmiechnęła widząc zarys sylwetki chłopaka za zaparowaną szybą prysznica. Wskoczyła na szafkę przy okazji lekko obijając o nią nogami.
- Ivy? To ty? - Usłyszała głos bruneta, który najwyraźniej usłyszał stukot.
- Tak. - Mruknęła na tyle głośno, żeby miał szansę ją usłyszeć.
- Coś się stało?
- Nie... po prostu zostawiłeś otwarte drzwi...
Po chwili wypełnionej tylko szumem wody zaległa cisza, w ciągu której drzwi prysznica rozsunęły się i oczom dziewczyny ukazał się Zayn, w pełnej krasie, cały ociekający wodą. Z lekkim uśmiechem zbliżył się do niej, zostawiając za sobą mokre ślady bosych stóp na kafelkach. Przyciągnął ją bliżej stając między jej nogami i leniwie pocałował.
- Wiesz, że nie miałbym nic przeciwko jakbyś do mnie dołączyła?
- Dlatego zostawiasz otwarte drzwi?
- Czyli się domyśliłaś... - Uśmiechnął się zadowolony i wsunął wilgotne dłonie pod jej koszulkę. - W sumie to teraz już nie masz wyboru. I tak cię nie wypuszczę. Idziesz ze mną pod prysznic, żebym mógł przypomnieć sobie każdą krzywiznę twojego ciała. Bo te wszystkie dni, kiedy cię nie było...
- To ciebie nie było. - Przypomniała mu z lekkim przekąsem. Nachylił się nad nią tak, że czuła jego oddech na swoich wargach.
- Tęskniłem. - Mruknął i wpił się w jej usta.
Ciągle im siebie brakowało. Nie wiedzieli, co zrobić, żeby ich mózgi zaczęły zachowywać się normalnie. Nawet, gdy tak zachłannie się całowali było im mało. Brunet nie musiał jej prosić albo zastanawiać się, czy będzie chciała. Wiedział, że chce. Poza tym, nie zniósłby odmowy. Błądził dłońmi po jej plecach powoli odkrywając coraz więcej ciała szatynki. Chciał się tylko pozbyć tego, co mu przeszkadzało. Potrzebował dotyku jej miękkiej skóry pod palcami. Ivy, chociaż dotychczas ramiona owinięte miała wokół jego szyi, podniosła je do góry pozwalając mu łatwiej ściągnąć materiał.
- Też tęskniłam. - Mruknęła oblizując wargi.
- To chodź. - Pociągnął ją do siebie, pomagając zeskoczyć z szafki. Poczuła jeszcze jego palce łapiące ją od tyłu za biodra i wkradające się za brzeg jej spodni. Zatrzymał ją na chwilę pozbawiając reszty rzeczy zakrywających jej ciało i popchnął w stronę kabiny. Nie pozwolił jej obrócić się do siebie tylko złapał ją od tyłu splatając dłonie na jej brzuchu i znowu zbliżył usta do delikatnej skóry za uchem. Schodził z pocałunkami na jej kark, zmuszając ją jednocześnie do powolnego zniżania klatki piersiowej.
- Zostań tak, mała. - Mruknął i wyprostował się jednocześnie wpychając kolano między jej uda, sprawiając, że stanęła szerzej. Dziewczyna pozwalała mu na wszystko z coraz szybszym oddechem, chcąc poczuć go jeszcze bliżej i intensywniej. Czuła coraz większą potrzebę i miauknęła tylko ciche „Zayn”, zanim nie poczuła, że jest już gotowy, gdy dotknął jej wrażliwej, wilgotnej z podniecenia skóry przez ułamek sekundy i bardzo gwałtownie wypełnił ją, nie dając jej żadnej szansy na przyzwyczajenie się. Oddechy, coraz szybsze i bardziej urywane, opuszczały jej usta, a ruchy chłopaka stawały się mocniejsze i bardziej gwałtowne. Ale wreszcie czuła zaspokojenie. I fizyczne i jakieś inne... potrzebę bliskości, wreszcie miała go tak blisko, że ich ciała tworzyły jedność. Stała jeszcze tylko dzięki jego dłoniom mocno zaciśniętym na jej biodrach i już prawie odpływała, gdy nagle poczuła pustkę. Nie zdążyła nawet odwrócić głowy, zanim jej ciało zostało całe zmuszone do zwrócenia się w stronę bruneta i prawie jednocześnie przyszpilone do zaparowanych, wilgotnych kafelek. Znowu poczuła go w sobie, ale tym razem mogła obserwować jego ciemne oczy, trochę zamglone i nieobecne, ale z jakimiś iskierkami szaleństwa czającymi się w ich ciemnej barwie.
  - Jeżeli jeszcze raz cię zostawię, to weź nóż kuchenny i wbij mi go w serce. - Mruknął, a jego szybkie oddechy wbijały dziewczynę jeszcze mocniej w ścianę i mocno utrudniały nabranie powietrza.
  - Zayn... - Znowu zaczął się w niej poruszać uniemożliwiając jej mówienie i sprawiając, że jej głowa opadła do tyłu opierając się o kafelki. Spod lekko przymrużonych powiek obserwowała jego oczy. Było w nich coś dziwnego, nietypowego. Wyglądał tak nieprzytomnie, jakby się naćpał.
Nie pozwolę ci zniknąć. Powiedział to, albo to była jej myśl? Jej mózg nie potrafił analizować żadnych informacji. Czuła, że jest na skraju i zaczęła jak w gorączce powtarzać jego imię. Chciała, potrzebowała, żeby coś zrobił, ale była kompletnie pozbawiona zdolności ubrania tego w słowa. Brakowało jej powietrza, mimo tego jak przyspieszony był jej oddech. Potrzebowała go jeszcze bliżej, chciała, żeby przestała dzielić ich nawet ich skóra. Miała wrażenie, że płacze, chociaż wszystko było dobrze. Poczuła jak uścisk na jej pośladkach się zwiększa jeszcze bardziej i jest jeszcze mocniej przypierana do ściany, aż po jej udach zaczęło spływać powoli spełnienie chłopaka i...
poczuła chłodną wodę spływającą po jej karku i rozprzestrzeniającą się na jej plecy, nogi, piersi i brzuch. Jęknęła cicho i powoli podniosła głowę. Zayn nadal trzymał ją w ramionach, tylko, że już nie przyciskał jej do ściany, a stał na środku kabiny pozwalając, aby chłodna woda orzeźwiła dziewczynę. Spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
- Zemdlałaś. - Mruknął ciągle badawczo się jej przyglądając. - Pamiętasz coś?
- No, było tak dobrze...
- Mówiłaś coś chwilę przed tym jak zemdlałaś...
- Nie... nie wiem, a co mówiłam? - Chłopak patrzył na nią jakby skonsternowany, a potem westchnął i pokręcił głową uśmiechając się lekko.
- Nie wiem dokładnie... A potem trochę mnie wystraszyłaś. Trochę... bałem się, że to za dużo dla ciebie, że coś ci zrobiłem...
- Przepraszam. - Mruknęła trochę niezadowolona, że urwał jej się film akurat wtedy.
- Ty mnie? Kurwa, za co? Za zajebisty seks? To ja powinienem cię przepraszać, że nie potrafię się powstrzymać i... chciałbym być delikatniejszy, ale... tak na mnie działasz, że nie kontroluje tego, jak mocno...
- Było niesamowicie... przynajmniej dopóki nie odpłynęłam... - Przygryzła wargę i westchnęła. - Możemy przenieść się do wanny? Takiej z ciepłą wodą? Już się rozbudziłam od tej zimnej i chyba mi wystarczy. - Czekała, patrząc jak twarz chłopaka się rozluźnia, a na jego usta wpływa uśmiech. Zakręcił wodę i nie przejmując się, że zostawia więcej mokrych śladów na posadzce przeniósł dziewczynę do wanny.
- Dobrze, możemy zrobić sobie przerwę. Ale nie myśl, że to koniec na dziś.
- Jak następnym razem zemdleję, to nie rób mi zimnego prysznica, tylko zanieś do łóżka i daj spać. - Uśmiechnęła się figlarnie w odpowiedzi na jego wzrok, który od jej oczu zaczął schodzić niżej, przez szyję aż na piersi. Jej oddech lekko przyspieszył, na co dziewczyna fuknęła pod nosem i delikatnie odepchnęła chłopaka. - Miała być przerwa.
- Ale ty jej nie chcesz...
- Chcę. - Chłopak przyłożył dłoń na środek jej klatki piersiowej czując przyspieszające tempo rytmu wybijanego przez jej niemądre serce, a jego uśmiech poszerzył się.
- Bardzo nie chcesz. - Jego zawadiacki uśmiech poszerzał, gdy obserwował jej zmarszczone brwi i wkradające się na twarz sfrustrowanie, a potem to jak przygryzła lekko zdezorientowana wargę i spojrzała mu prosto w oczy. Jego śmiech wypełnił pomieszczenie sprawiając, że jej oczy rozszerzyły się ukazując jeszcze więcej zdziwienia. - Widzisz, jak dobrze cię znam?
- Wcale nie, to wszystko przez ciebie. - Wzięła głęboki oddech, chwilę przytrzymała go w płucach i powoli wypuściła powietrze. - Chcę kąpiel. Nie możesz mną tak paskudnie manipulować. - Zayn, ciągle uśmiechnięty, lekko spoważniał i chwycił jej dłoń, przykładając ją do swojej klatki piersiowej. Poczuła pod palcami mocne, szybkie uderzenia, prawie tak pędzącego serca jak jej własne.
- To działa w dwie strony, kochanie. - Mrukną jej do ucha i sięgnął obok niej do kurka z ciepłą wodą, nalewając wodę do wanny.

__________________________________________________________
cześć cześć drodzy anonimowi czytający i komentujący
chciałam Wam podziękować (nawet, jeżeli są to podziękowania dosyć spóźnione), bo nie odpisuje i w ogóle, ale czytam komentarze. Chodzi też o to, że już od dłuższego czasu ten kontakt z czytającymi mam bardziej na wattpadzie, gdzie publikuję równocześnie moje opowiadania i po prostu na te bloggerowe blogi rzadko zaglądam, a poza tym wydaje mi się, że na wattpadzie jest jakoś łatwiej o "promocję" opowiadań, a jeśli chodzi o bloggera, to jeszcze jakiś czas temu był jaki taki ruch na spisach opowiadań o one direction, a teraz np. z dwóch spisów, na których byłam jeden w ogóle nie istnieje, a drugi jest zdaje się od dłuższego czasu przywieszony trochę, chociaż jest. Tak więc, jeżeli wolicie to oczywiście nie likwiduję bloga i wstawiam rozdziały, tak jak na wattpada, ale prawdopodobnie jeżeli chciałybyście coś do mnie napisać, to jest większa szansa, że przeczytam i odpiszę w rozsądnym czasie na wattpadzie. Także tam też zapraszam, bo ogólnie jest dużo fajnych rzeczy do czytania w jednym miejscu ^^ linki do wattpada z tym opowiadaniem są gdzieś na górze strony tak jakby co :)
dzięki i trzymajcie się :)

sobota, 17 lutego 2018

.44

Tej samej nocy, której Ivy zapadła wreszcie w sen w objęciach delikatnego zapachu Zayna, on sam wsiadał do auta z jedną myślą. Wreszcie po prawie dwóch tygodniach, które wydawały się wiecznością wracał. Mógł poczekać i przyjechać w ciągu dnia, ale gdy tylko załatwił wszystko, co musiał, chciał wracać. Zresztą wiedział, że nocą dotrze do domu znacznie szybciej – bez idiotów, którzy nie potrafili jeździć i psów, które by go spowalniały bezsensownymi pytaniami o znajomość kodeksu drogowego. Mógł spokojnie przekraczać wszelkie prędkości i łamać kolejne przepisy. To nie było ważne, nie teraz kiedy liczyło się, to, że będzie ją miał wreszcie z powrotem. Jeszcze nigdy nie wracał do domu z takim nastawieniem – nigdy nie wracał do kogoś. Oczywiście zawsze byli tam jego przyjaciele, ale nigdy nie było jej. Gdy dotarł do miasta, emocje coraz wyraźniej brały górę nad jego opanowaniem. Głównie jakaś dziwna satysfakcja ze świadomości, że za parę chwil będzie ją miał mieszała się ze strachem, że mogłoby jej nie być. Było już sporo po trzeciej, gdy skręcał w znajomą ulicę, przy której się zatrzymał, żeby otworzyć bramę. Już z daleka było widać, że cały dom był oświetlony jedynie blaskiem jednej z miejskich latarni. Wewnątrz nie paliła się nawet mała lampka. Wszyscy musieli już spać. Denerwował się tym, co zastanie po tak długiej nieobecności. Im bliżej był domu, tym ogarniał go większy niepokój. Wszedł do środka i nie mógł zrobić nic innego niż skierować się prosto do jej pokoju. W głowie siedziała mu chwila, gdy ostatni raz ją tam całował i obiecywał, że wróci. Nie wiedział jak zareagowała na jego zniknięcie. Miał wielką nadzieję, że przeżywała chociaż w małym stopniu to, co on. Pierwszy raz coś aż tak go rozpraszało. A teraz po prostu musiał zobaczyć dziewczynę – upewnić się, że jest... że ją zatrzymali i dopilnowali. Wziął głęboki oddech, gdy tylko stanął przed drzwiami, za którymi spała. Klamka łatwo poddała się naciskowi. Brunet nie potrzebował niczego, tylko podszedł po ciemku do jej łóżka, chcąc jak najszybciej jej dotknąć i poczuć ciepło jej skóry pod palcami, ale kiedy nachylił się, wyczuł pustkę i chłód. Dziewczyny nie było. Coś w nim pękło. Górę wziął strach, a chłopak przez moment zamarł bez ruchu nie wiedząc co zrobić. Sięgnął do małej lampki stojącej przy łóżku i gdy jej blask oświetlił pomieszczenie, brunet rozejrzał się jakby miał nadzieję, że dziewczyna siedzi gdzieś w ciemnym kącie. A co jeżeli uciekła, gdy go nie było? Co jeżeli jej nie dopilnowali? Jeżeli stwierdziła, że go nie potrzebuje? Zaklął w myślach i dość gwałtownie opuścił pokój. Wpadł do pokoju Liama i potrząsnął chłopakiem, żeby go obudzić.
- Co jest? - Zachrypiał zaspanym głosem szatyn, ale szybko na jego twarz wpłynęło zdziwienie, gdy zobaczył kto go obudził. - Zayn? Kiedy wróciłeś?
- Gdzie ona jest? Kurwa mać, Liam, jeżeli jej tu nie ma to przysięgam, zabiję was wszystkich...
- Ivy? Nie ma jej w pokoju?
- Liam, jak myślisz, że najpierw nie sprawdziłem tego pieprzonego pokoju, to chyba... - Szatyn wiedział do czego to zmierza, więc przerwał chłopakowi.
- Może jest w kuchni... albo u Nialla... Ostatnio była... smutna i jakaś taka nieobecna, a wiesz, że z nim najlepiej się dogaduje... Nie wiesz, jak to przeżyła... - Zayn nie słuchał go dalej tylko zły poszedł do blondyna. Wiedział, że dziewczyny nie ma nigdzie na dole, bo wszędzie było ciemno. Wchodząc do pokoju zapalił światło i zobaczył zawiniętego w pościel Nialla. Po dziewczynie nie było śladu, chyba że blondyn schował ją pod łóżkiem.
- Niall. Gdzie do cholery jest Ivy. - Szarpnął mocno śpiącym chłopakiem.
- Co?... Zayn? - Niall nie kontaktował ledwo uchylając powieki.
- Ivy. Gdzie ona jest? - Brunet denerwował się coraz bardziej, że nikt nie jest w stanie udzielić mu przydatnych informacji i było to słychać w jego ostrym tonie, który zaczynał się powoli łamać.
- U ciebie... - Usłyszał spokojny głos zaspanego chłopaka, który mówił jakby brunet pytał go o jakąś oczywistość. Blondyn mamrotał coś jeszcze, ale Zayn już go nie słuchał. Opuścił pokój blondyna i skierował kroki do własnego. Nie był wcale pewien czy zastanie tam dziewczynę, bo właściwie dlaczego miałaby tam być? Gdyby była, to przecież Liam by mu powiedział... Może Niall nie rozbudził się i coś wymamrotał bez znaczenia? Wślizgnął się do własnego pokoju i zbliżył do łóżka. Poczuł lekki znajomy zapach, gdy nachylił się sięgając do małej lampki i oświetlił pokój delikatnym światłem. Przez sekundę lub dwie zastanawiał się czy nie była tylko przywidzeniem, ale szybko upewnił się, że nie były to zwidy. Ivy naprawdę tam była. Leżała na środku jego łóżka, przytulona do poduszki. Jak zwykle miała podwinięte nogi do klatki piersiowej. Chłopak chwilę wpatrywał się w dziewczynę, w końcu wyciągnął rękę w jej stronę i dotknął jej skroni, przesuwając palcami przez jej policzek, aż do brody. Dopiero wtedy odetchnął z ulgą. Oderwał dłoń od jej skóry i zgasił światło. Ściągnął z siebie koszulkę i spodnie i położył się obok szatynki, by po chwili oplątać jej drobne ciało swoimi ramionami i mocno przyciągnąć do siebie.
Przez większość nocy dziewczyna wyrywała mu się, ale nie zrezygnował z trzymania jej jak najbliżej. Dopiero nad ranem Ivy przekręciła się w jego stronę i wtuliła w jego ciało uspokajając się. Chłopak, mimo późnego przyjazdu, nie zasnął mocno, bo szatynka przez niespokojny sen próbowała mu się wyrwać, a on nie mógł jej stracić. Obudził się jednak dosyć wcześnie, zadowolony, że dziewczyna śpi spokojnie wtulona mocno w jego ramiona. Odgarnął włosy, które zasłoniły jej twarz i przyjrzał się śpiącej dziewczynie. Właściwie wyglądało, że wszystko z nią w porządku, ale... Zaynowi coś nie pasowało. Lekkie rumieńce zniknęły z jej twarzy, pozostawiając dziewczynę wyjątkowo bladą. Pod oczami miała też zasinienia, jakby nie spała długi czas, a jasność jej cery jeszcze to podkreślała. Gdy wpatrywał się w jej twarz uderzyły go w końcu smutek i napięcie, które wkradły się w jej delikatne rysy. To było najdziwniejsze. Zawsze jak wstawał, a dziewczyna jeszcze spała lubił na nią patrzeć, bo wyglądała tak słodko i spokojnie. Teraz miał wrażenie jakby śnił się jej koszmar i to którąś noc z rzędu.
- Powiedz, że też tęskniłaś... - Mruknął cicho delikatnie gładząc jej policzek, a ona momentalnie szeroko otworzyła oczy i spojrzała zszokowana na bruneta, nie wiedząc co się dzieje.
- Zayn? - Zachrypiała bliska płaczu i chwyciła jego palce błądzące po jej skórze. Dopóki nie poczuła ciepła jego dłoni w swojej nie wiedziała, czy to nie jakieś złudzenie. Taka fatamorgana stworzona przez jej mózg z braku chłopaka.
- Cześć, mała. - Uśmiechnął się lekko.
- Gdzie byłeś? Dlaczego...? - Chciała mu zadać najważniejsze pytania kołaczące się po jej głowie, ale zanim zdążyła jej gardło odmówiło współpracy, a oczy zaszkliły się od łez. Ulga, która przychodziła razem z kolejnymi spływającymi po jej policzkach łzami, powoli zastępowała ciężar, który czuła od kiedy chłopak zniknął. Zayn siedział oniemiały reakcją szatynki, ale szybko przygarnął ją do siebie, tak, że wszystkie łzy z jej skóry spływały na jego klatkę piersiową i dopiero potem niknęły w pościeli. Łkała tak dobre pół godziny, zanim z tego wszystkiego nie zasnęła gładzona przez bruneta uspokajająco. Był to taki delikatny półsen, że gdy tylko chłopak się ruszył rozbudziła się i mimowolnie owinęła ramiona wokół jego szyi, żeby jej znowu nie zniknął. Nie mogła go wypuścić i kolejny raz pozwolić mu się stracić.

.43

Minął ponad tydzień od kiedy Zayn zniknął.
Dom bez niego stał się dziwny. Jakby zamierał bez swojego właściciela. Wydawał się ciemny i bez życia, chociaż wewnątrz krążyła czwórka lekko zagubionych osób. Każda z nich na inny sposób, ale nie mogli nic zaradzić na tę przygnębiającą atmosferę.
Dziesięć długich dni, przez które nie odezwał się do nikogo ani słowem.
Liam, Niall i Harry tak naprawdę pewnie nie martwiliby się tak bardzo nieobecnością Zayna, gdyby nie Ivy. Chłopakowi zdarzało się znikać. Taki był. Jak miał coś do załatwienia rzadko prosił o pomoc, chyba, że była niezbędna. Wiedzieli, że wróci. Na początku byli tylko trochę zdziwieni i źli na bruneta, że tak po prostu olał dziewczynę nic jej nie mówiąc, ale z upływem dni zaczęli się poważnie o nią martwić. Tęsknota, która zaczęła ją dręczyć, gdy już przeszła jej faza zdziwienia i złości, pogłębiała się, a oni nie mogli nie zauważać jak ich dobry duch odpływa. Jakby bojąc się, żeby nie zrobiła czegoś, czego ani oni sami, ani tym bardziej Zayn by im nie wybaczył, starali się ściągać Ivy do swojego towarzystwa. Wciąż powtarzali, że jest głupi, ale wróci, żeby się nie przejmowała. Trochę nieświadomie sprawiali, że czuła się w tej sytuacji jeszcze gorzej. Wiedziała, że cała trójka patrzyła na nią ze współczuciem. To, że tęskniła było odruchem bezwarunkowym jej organizmu na brak Zayna. Nie potrafiła tego wyłączyć, a wiedziała, że gdyby nie ona, to wszystko wyglądałoby normalnie, a oni nie musieliby chodzić po domu jak w żałobie. Każdy na swój sposób próbował ją pocieszyć, ale w końcu przestała nawet odpowiadać na zaczepki Harry'ego, który tak naprawdę chciał ją rozśmieszyć i oderwać od rozmyślania o Zaynie i wreszcie nie wiedzieli co mogą powiedzieć i pozostały im tylko współczujące spojrzenia.
Dziesięć prawie bezsennych nocy.
Wiedziała, że to irracjonalne. Kiedy o tym myślała nie mogła przestać sobie wyrzucać jaka jest głupia, że tak to przeżywa. Wiedziała, że wszyscy mówią, że wróci. On też czasem znikał na kilka dni, ale nawet na początku znajomości, gdy była w nim zakochana nie miało to takiego znaczenia. Wiedziała to i coraz bardziej się bała. Od kiedy brunet wyjechał, nie mogła znaleźć sobie miejsca. Obecność chłopaka była tak intensywna, że teraz nie dawała sobie rady z jej brakiem. Byłaby prawdopodobnie szczęśliwa, gdyby Zayn wszedł nagle wściekły do domu i pchnął ją na ścianę wkurzony na cały świat. Ale jego nie było. Po tych pierwszych dniach, kiedy targały nią różne emocje, teraz chciała tylko, żeby wrócił. Nie liczyło się już to, czy ją okłamał. Tylko chciała, żeby wrócił.
Dwieście czterdzieści godzin nieustannego czekania na powrót chłopaka.
Miała wrażenie, że to zniknięcie bruneta miało tylko bardzo boleśnie uświadomić jej jak bardzo zależy jej na nim. Wiedziała czym jest tęsknota za bliskimi, ale to co zrobił Zayn swoim zniknięciem było dużo gorsze niż tęsknota, którą znała. Było dla niej jasne, że zakochała się w nim, ale nie zdawała sobie sprawy, że może to być aż tak silne. Nie wiedziała, czy nawet gdyby jej powiedział, że wyjeżdża, to czy byłoby lepiej. Potrzebowała go tak bardzo, że czuła się jakby brakowało jej powietrza, jakby ktoś ją przyduszał nie pozwalając zrobić pełnego wdechu. Coraz trudniej było jej wierzyć w zapewnienia chłopaków, że lada dzień brunet wróci.
Tysiąc czterysta czterdzieści minut ponurych myśli, rozpaczliwych głosów w głowie i spływających ukradkiem łez.
Każdy jej nerw jakby się skręcał w oczekiwaniu na chłopaka. Nie miała pojęcia kiedy to się stało. Od kiedy reaguje na czyjąś nieobecność jakby miała kaca i to takiego wyjątkowo złośliwego? Nie wiedziała dlaczego tak jest, ale czuła się jak jakiś narkoman bez działki. Jakby uzależniła się od jego głosu, zapachu i czekoladowego spojrzenia.
Osiemset sześćdziesiąt cztery tysiące uderzeń jej serca, które jakby nie miało dla kogo bić.
Miała ochotę wcisnąć się w jakiś kąt i rozpłakać jak dziecko.

***

Tego dnia dom był jeszcze bardziej cichy niż zwykle, bo Liam z Harrym gdzieś wyszli, a Niall ściągnął dziewczynę do kuchni, gdzie od jakiegoś czasu regularnie próbował wmusić w Ivy jakiekolwiek słodycze poczynając od czekolady w każdej dostępnej formie, przez lody aż do pianek i żelków, ale nie odnosił na tym polu sukcesów, bo dziewczyna kończyła ze szklanką wody, a on sam zjadał to, co przygotował. Siedziała trochę nieprzytomna obracając szklankę w dłoniach i chociaż była raczej milcząca odkąd stwierdziła, że i tak nikt nie ma informacji o Zaynie, skierowała lekko spuchnięte oczy na blondyna.
- Niall... - Zaczęła prawie płaczliwym głosem. Chłopak spojrzał na nią zmartwiony. Starał się pocieszać dziewczynę, ale widział, że za bardzo zależy jej na brunecie, żeby miała się nie przejmować i że argumenty, które uporczywie powtarzali nie przynoszą jej żadnej ulgi. Chciał, żeby ten kretyn wrócił i zaopiekował się dziewczyną, bo mimo najlepszych chęci, żaden z pozostałych domowników po prostu nie mógł go zastąpić.
- Co się dzieje mała?
- Myślisz... jakby coś mu się stało to...
- Ivy... wiedzielibyśmy... na pewno... - Westchnął cicho i kontynuował. - Wiesz, że nie wiem kiedy wróci... naprawdę... może dzisiaj, może za dwa dni... może za dwa tygodnie... wróci... to mogę ci obiecać, ale kiedy... sam nie mam pojęcia. Nadal się nie odzywał... - Blondyn był świadomy, że nie było to wielce pocieszające dla dziewczyny, która czuła się coraz gorzej, ale potrzebował powtórzyć jej to jeszcze raz.
- Minęły prawie dwa tygodnie... Skąd wiesz, czy on...? - Czy wróci?
Nie wiedział. Po prostu Zayn zawsze jakoś sobie radził, niezależnie o co chodziło i wracał. Chciał coś powiedzieć, co mogło by ją pocieszyć, ale nie miał pojęcia co, więc tylko cicho westchnął i znowu spojrzał na dziewczynę. Minęło niewiele czasu, a ona wyglądała jakby spotkało ją coś bardzo złego. Prawie jakby ktoś się nad nią znęcał. Była blada, z zapuchniętymi, załzawionymi oczami, które przez większość czasu trzymała spuszczone. Gdyby nie to, że wszystko spowodowane było zniknięciem właśnie Zayna to Niall założyłby się, że brunet obdarłby ich ze skóry za to w jakim stanie była Ivy.
- Skoro jego nie ma... i nie wiadomo kiedy... - Usłyszał nagle jej głos łamiący się głos. - ... mogę spać w jego łóżku? - Zapytała cicho nie mając żadnej pewności, że brunet nie zakazał wchodzenia do jego pokoju pod swoją nieobecność. Wiedziała, że drzwi są zamknięte. Pamiętała, że chłopak mówił, że gdyby nie chciał, żeby ktoś wchodził do jego pokoju to by go zamknął. Tylko, że to czekanie tak ją wykańczało, że to co Zayn mówił przestawało mieć znaczenie. Chciała zakopać się w jego pościeli, która musiała wciąż nim pachnieć i przynajmniej przez chwilę móc udawać, że za chwilę się zjawi. Nawet, gdyby potem miał mieć pretensje.
- Eeee.... myślę, że to nie będzie problemem.
- Na pewno? Bo drzwi...
- Nie wiem, czy Zayn je za sobą zamykał... Pewnie Liam je zamknął z przyzwyczajenia... Na pewno ma klucz od pokoju Zayna, a nie sądzę, żeby miał coś przeciwko. W końcu normalnie tam śpisz, nie? - Być może Liam miałby coś przeciwko grzebaniu po jego szufladach, ale Nialla w tym momencie to nie obchodziło
- No, ale Zayn zawsze był...
- To nie ma znaczenia. Zaraz pójdę do pokoju Liama i otworzę ci pokój tego kretyna.
Tak, Zayn zdążył nabyć tytuł „tego kretyna” między chłopakami. Ivy zachowywała się, jakby nie mogła wypowiedzieć jego imienia, ale pozostali całkiem celowo przestawili się i zamierzali powiedzieć Zaynowi, co uważają o jego eskapadzie bez żadnego znaku życia. Wiedzieli, że prawdopodobnie nie da im znać, chyba, że będzie działo się coś naprawdę ważnego, ale to, że nie wysłał Ivy nawet drobnego „żyję” po tym jak całkowicie przemilczał sprawę wyjazdu, było nie w porządku. Blondyn wziął dziewczynę za rękę i, zadowolony z myśli, że może coś dla niej zrobić, powoli pociągnął w stronę schodów. Zostawił ją tylko na moment, gdy wtargnął do pokoju Liama i po chwili pojawił się z powrotem na korytarzu z lekkim uśmiechem pokazując dziewczynie klucz.
- Proszę bardzo. Pokój jest do twojej dyspozycji. Mogłaś powiedzieć wcześniej, że chcesz się tu dostać. Myślałem... myślałem, że może nie chcesz tu być...
- Nie wiem. Ale u siebie nie mogę w ogóle zasnąć... chyba tu nie będzie gorzej... - Dziewczyna nieśmiało zajrzała do pokoju i powoli zbliżyła się do jego łóżka, na którym usiadła.
- Zostać z tobą?
- Możesz przez chwilę?
- Jasne.
Gdy tylko zakopała się w jego pościeli ogarnął ją spokój albo przynajmniej jego namiastka. Jej mózg wiedział, że chłopaka nie ma, ale jego zapach działał kojąco na jej podświadomość.
- Wróci, prawda? - Szepnęła ledwo słyszalnie.
- Wróci.
Blondyn położył się obok dziewczyny, która z przymkniętymi oczami odszukała jego dłoń i lekko ją złapała.
- Dziękuję, Ni.
Zasnęła. Jej oddech nieco zwolnił, a palce obejmujące dłoń blondyna rozluźniły się. Ucieszył się, że przynajmniej chwilę spokojnie prześpi. Trochę miał nadzieję, że Zayn męczy się przynajmniej w połowie tak jak ona. I że wróci jak najszybciej, jeśli miało to pomóc dziewczynie. Leżał tak jeszcze jakiś czas, ale gdy stwierdził, że jest szansa, że Ivy będzie spać w jego łóżku, ostrożnie wstał i powoli wycofał się z pomieszczenia. Delikatnie zamknął drzwi, a klucz odłożył na miejsce w pokoju Liama. W ciągu dnia co jakiś czas zerkał do pokoju Zayna, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku, ale dziewczyna spokojnie spała. Gdy Liam i Harry wrócili późnym wieczorem, wewnętrznie zadowolony z drobnego sukcesu powiedział im tylko, żeby uważali na górze, bo zasnęła, jakoś nawet nie wspominając o całej sytuacji z pokojem Zayna, tym bardziej, że musiałby tłumaczyć Liamowi, że grzebał w jego pokoju, a jak Ivy wstanie wyspana, to przynajmniej będzie go bronić.

sobota, 4 listopada 2017

.42

Liam miał rację. Po cichu liczyła, że „nie tak szybko” to po prostu znaczy trochę później niż zwykle. Godzinę, dwie, trzy... Myślała, że wieczorem zjawi się klnąc na swoich pracowników, ale w domu panowała dziwna cisza. Żadnego trzaśnięcia drzwiami, żadnego szumu auta. Nic. A najbardziej brakowało jej „cześć mała” wypowiedzianego lekko ochrypłym głosem. To wszystko było takie dziwne. Dlaczego nie powiedział jej, że wyjeżdża? Dlaczego pozostali wiedzieli? Kiedy wróci? Co jej powie gdy wróci? Będzie się tłumaczył, czy przemilczy temat? Gdy następnego ranka obudziła się po kiepsko przespanej nocy w swoim pokoju miała wrażenie, że jedyną emocją, którą odczuwa jest zdziwienie. Jej głowę wypełniały pytania, na które nie było odpowiedzi. Chciała zerknąć do jego pokoju, czy nie wrócił, ale odbiła się od zamkniętych drzwi. Zeszła na dół, żeby upewnić się, że nie ma go tam, ale na dole kręcił się tylko blondyn.
- Liam wyszedł, żeby coś sobie pozałatwiać, a Harry gdzieś polazł wczoraj wieczorem i jak dotąd nie wrócił, więc jak sądzę odwiedza jakąś... koleżankę... także mamy dom dla siebie. Proponuję zamówić dziś na obiad pizzę, żebyśmy mogli w spokoju oddać się lodowemu szaleństwu przy maratonie „Big bang theory”.
- Na serio chcesz to oglądać?
- Tak. A ty ze mną. Sprawdziłem, że leci dzisiaj przez cały dzień.
- Świetnie.
- Więcej entuzjazmu. Mamy zapas lodów i sosu czekoladowego.
- Nie chcę sosu.
- Przecież lubisz czekoladę.
- To lodów też nie chcę i wracam na górę.
- Nie, Ivy, czekaj. Co będziesz robić sama na górze? - Kolejne pytanie, na które nie miała odpowiedzi. Westchnęła cicho i mruknęła:
- Ale nie przynoś sosu.
- Ok. - Chłopak podniósł ręce w obronnym geście.
Po trzech odcinkach i opróżnieniu kubełka lodów, Ivy spojrzała na Nialla i w końcu wypowiedziała na głos to, co ją męczyło:
- Dlaczego mi nie powiedział? - Niall przyglądał się jej ze zrozumieniem, ale pokręcił głową.
- Ivy, ja naprawdę nie mam pojęcia. Jak dla mnie zachował się jak kretyn i sam tego nie rozumiem. Wiesz, nam też dużo nie wyjaśniał, ale to, że jedzie powiedział.
- Tylko, że wczoraj, jak wstawał to powiedział, że za chwilę wraca... - Dziewczyna westchnęła zrezygnowana i przygryzła wargę próbując znaleźć jakikolwiek rozsądny argument, dla którego brunet miałby nie mówić jej prawdy.
Nie traktuje cię poważnie. Normalni ludzie, których cokolwiek łączy mówią sobie takie rzeczy. Przecież to nie tak, że coś ukradł czy kogoś zabił... „Wyjeżdżam na kilka dni, mała”. Tak trudno było sklecić takie zdanie? Traktuje cię jak dzieciaka, który nie musi nic wiedzieć. Westchnęła ponownie, ale w jej oczach mimowolnie zakręciły się łzy. Myślała, że chłopakowi zależy na niej, ale teraz jedynym rozsądnym argumentem wydało się jej to, że po prostu to wszystko nie jest na poważnie. Chwilę jeszcze siedziała bez ruchu, aż wreszcie odwinęła się z koca, którym przykrył ją Niall i wstała, kierując kroki na korytarz.
- Ivy! Gdzie idziesz?!
- Zaczynam za bardzo analizować... Idę na górę... - Mruknęła.
- I co będziesz robić na górze? Może mi powiesz, że jak zostaniesz sama, to będziesz mniej o tym myśleć?
- Nie wiem...
- Nie, będziesz jeszcze bardziej analizować. Wiesz, rezygnowanie z czekolady nie było dobrym krokiem. Siadaj z powrotem, a ja przyniosę więcej lodów, ale tym razem nie przyjmuję tego twojego śmiesznego „nie chcę sosu”...
- Niall, to nie jest kwestia...
- Siadaj i czekaj na mnie. - Chłopak wyszedł z salonu, a Ivy stała nie zamierzając usiąść, ale też nie mogła zdecydować się na wyjście. - No już, co tak stoisz? Siadamy z powrotem. - Mruknął Niall łapiąc dziewczynę za ramię i poprowadził ją do kanapy. Wręczył jej pudełko lodów, które sam otworzył i utopił w sosie czekoladowym, a potem wyjął z kieszeni tabliczkę czekolady i wrzucił na górę jeszcze kilka kostek.
- Przez ciebie będę gruba... - Mruknęła.
- Dzięki mnie będziesz szczęśliwa. - Blondyn zamilkł i ze zmarszczonymi brwiami powtórzył proces ulepszania lodów na swoim pudełku, a po chwili ciszy ponownie się odezwał. - Wiem, że czasem zachowuje się głupio, ale w końcu to... nic takiego... To znaczy, no wiesz... wróci. To nie tak, że mógłby cię zdradzić, czy coś...
- Pewnie, skoro nie traktuje mnie poważnie, to nie miałby czego zdradzać...
- Dlaczego mówisz, że nie traktuje cię poważnie? Ivy, odkąd go znam, nie traktował żadnej dziewczyny tak poważnie jak ciebie.
- Od kiedy planował ten wyjazd?
- Eeee... no... jakoś chyba po waszym powrocie... nie wiem dokładnie...
- I naprawdę nie mógł mi powiedzieć? Niall, może dla ciebie, dla niego to normalne, może za bardzo się czepiam, ale po prostu to siedzi w mojej głowie...
- Ivy, Zayn na pewno wyjaśni ci dlaczego, gdy wróci.
- Wiesz, nawet nie wiem czy chcę słuchać jego wyjaśnień. Może zniknę jak on w międzyczasie i zobaczymy jak się poczuje.
- Nawet tak nie żartuj.
- Nie żartuję. Jakby go to obchodziło, to nie robił by mi czegoś takiego, nawet nie odezwał się czy dojechał, czy wszystko w porządku... a jeśli go to nie obchodzi, to przecież jaka różnica gdzie będę.
- Ivy, proszę cię... nie mów tak.
- Ni, mnie tu od początku nie miało być!
- Ale jesteś i nie możesz teraz tak wszystkiego skreślić.
- Czego?
- Naszej przyjaźni. Tego, co łączy cię z Zaynem...
- Czyli niczego.
- Chcesz czy nie zżyliśmy się i nie chcę, żebyś znikała. I wierz mi, że Zayn też tego nie chce. Daj mu szansę to wyjaśnić.
- Niedobrze mi od tych lodów. Idę na górę. - Mruknęła i szybko ulotniła się do swojego pokoju. Na zmianę wkurzała się na Zayna, na siebie, na Nialla, a potem ogarniał ją smutek. Jej mózg popadał w paranoję i robił dokładnie to, czego nie cierpiała w zachowaniu dziewczyn: tworzył teorie, scenariusze, analizował. Wiedziała, że gdyby ktoś zapytał ją jako osobę trzecią, co powinna zrobić dziewczyna w takiej sytuacji, to odpowiedziałaby bez wahania, że powinna dać mu wytłumaczyć. Ale teraz wydawało jej się to co najmniej złym rozwiązaniem, tym bardziej, że go tu nie było. Po pierwszej fali, gdy emocje dziewczyny zmieniały się ze smutku w złość i odwrotnie, Ivy wpadła w totalną dezorientację. Już nie wiedziała, czy jest zła na Zayna, czy tęskni... Dopiero po kolejnych dwóch dniach zaczęła powoli uświadamiać sobie, że się boi. Jej mózg wyczerpał możliwości analizowania i oddał się jednej namolnie wracającej myśli:
a jeśli nie wróci? Wcześniej nie wiedziała, co zrobi jak brunet wróci, ale teraz powstała w jej głowie przerażająca myśl. Co jeżeli zniknął i ją zostawił? Jeżeli nie wróci? Gdy czwartego dnia po wyjeździe chłopaka ta myśl pojawiła się w jej głowie i cały dzień za nią chodziła, wreszcie nie wytrzymała i ze łzami w oczach poszła do Nialla i bez słowa przytuliła się do niego zaczynając łkać w jego bluzę. Chłopak, który trochę z niepokojem obserwował dziewczynę przez ostatnie dni, chyba podświadomie rozumiał, że Ivy doszła do nowego etapu i nic nie mówiąc dał się jej wypłakać.
- Niall, czy ja zwariowałam? - Szatynka odkleiła mokry policzek od ramienia blondyna i wpatrzyła się w jego jasne oczy.
- Nie, po prostu zależy ci na nim i tęsknisz. On też tęskni. Zobaczysz, wróci.
- A co jeśli nie wróci? - W jej głosie pojawiło się drżenie zwiastujące kolejną falę płaczu, więc na moment zamilkła, żeby się uspokoić. - … Czy człowiek może tak reagować w ogóle? Nie rozumiem tego... weźcie mnie do jakiegoś psychiatry... byłam w związku i to tak nie wyglądało...
- Ale byłaś w złym związku... teraz jesteś w dobrym...
- W jakim dobrym związku facet zostawia dziewczynę bez słowa i znika?
- Ivy... wiem, że za nim tęsknisz. Wiem też, że on za tobą też.
- Jasne... na pewno tęskni... - Burknęła, chociaż jej głos nie mógł teraz wyrażać niczego innego poza smutkiem i rozżaleniem. - Zobaczymy czy jak wróci i nie dam mu się dotknąć to będzie mu miło.
- Nie bądź taka okrutna dla niego... założę się, że jak się tu pojawi to pierwsze, co zrobi to cię dotknie. On ma tak czasami w pracy... musisz to zrozumieć...
- Ja nie mam nic do tego, że ma tak w pracy, tylko... Teraz już chciałabym, żeby przynajmniej dał znać... Czemu w ogóle się nie odzywa? Jakby się rozpłynął... -
Jakby nie zamierzał wracać. Ivy nie umiała ponownie powstrzymać łez i kolejny raz wtuliła się w mokry materiał na ramieniu blondyna, któremu nie pozostało nic innego niż przytulenie dziewczyny i pozwolenie jej wypłakać się.

piątek, 3 listopada 2017

.41

Przyszedł do niej. Nie wiedziała kiedy, ale rano robił za jej poduszkę. Tylko lekko rozbudzona poczuła ciepło i bicie jego serca pod skronią. Nie mogła się tym jednak zbyt długo nacieszyć, nawet nieświadomie, bo po chwili, przynajmniej w jej zaspanym odczuciu, zaczął delikatnie zsuwać ją z siebie i przestał tylko na moment, gdy zaczęła mruczeć, żeby nie odchodził. Zayn uśmiechnął się pod nosem, przewrócił ich tak, że górował nad nią i pocałował ją, ale zbyt szybko oderwał się od dziewczyny i wstał. Ivy, nieusatysfakcjonowana uniosła powieki i zobaczyła chłopaka, który w akompaniamencie jej westchnięcia wychodził z pokoju. Wydawało się, że jego emocje chyba trochę się uspokoiły, co było dobrym znakiem. Była też ciekawa, jak poszło spotkanie ubiegłego wieczora, więc po jakiejś chwili wahania, czy jest sens opuszczać ciepłe łóżko wychynęła spod kołdry i powolnym krokiem udała się do kuchni. Lekko zdziwiła się widząc tam Nialla, który nie był rannym ptaszkiem, choć wstawał zdecydowanie wcześniej niż Harry. Dopiero, gdy spojrzała na zegar wiszący na ścianie stwierdziła, że było dużo później niż się jej wydawało i to brunet musiał być spóźniony, ale pomyślała, że może to przez późne spotkanie. Zayn, już ubrany, zjawił się w kuchni kilka minut po szatynce i pierwszym co zrobił było załączenie ekspresu do kawy, a drugim pociągnięcie dziewczyny do krzesła i posadzenie jej sobie na kolanach. Nie odezwał się do niej, tylko siedział zamyślony, lekko pocierając kciukiem udo Ivy. Niall, który na moment opuścił pomieszczenie, wrócił naciągając na siebie bluzę, spojrzał na siedzącą dwójkę i chwilę przyglądał się im skonsternowany, zanim wypalił:
- Zayn, czy ty masz szczepienie na wściekliznę?! - Dwie pary tak samo zdziwionych oczu zwróciło się na blondyna, gdy ten podszedł i pociągnął lekko za dekolt koszulki dziewczyny odsłaniając zaczerwieniony ślad na skórze szatynki. - Bawisz się w jakiegoś, kurwa, wampira?!
- Niall, odwal się. - Niall otworzył usta, a gdy szatynka lekko pokręciła głową, zrezygnował z mówienia czegokolwiek i ze zmarszczonymi brwiami i wyrazem niezadowolenia na twarzy wyszedł z kuchni. Gdy znowu zostali sami brunet nachylił się nad dziewczyną i delikatnie przejechał opuszkami palców po jej szyi, na co lekko drgnęła, gdy poczuła pieczenie. - Przepraszam, nie wiedziałem, że tak mocno... - Brunet wyglądał na skruszonego, ale dziewczyna wzruszyła tylko ramionami.
- Nie przejmuj się, nawet nie wiedziałam, że coś tam mam...
- Będziesz miała ślad przez dobrych kilka dni...
- Daj spokój... Sama wczoraj... - Spojrzała na swoje ręce i uśmiechnęła się pod nosem. - Sama się wczoraj pogryzłam. - Mruknęła unosząc do góry dłoń, na palcu której również miała lekkie ślady własnych zębów. Brunet złapał jej dłoń i pocałował ślad na jej kostce.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałem. Chyba nie powinienem był wczoraj przychodzić...
- Dlaczego? - Zapytała z nutą żalu w głosie i spojrzała na niego smutno.
- Chyba czasami byłoby dla ciebie lepiej, żebym był dalej. - Wzniósł wzrok, ale nie spojrzał w jej oczy tylko na skórę zaraz nad jej obojczykiem.
- Cieszę się, że przyszedłeś... i że byłeś w nocy... lepiej mi się z tobą śpi. - Mruknęła cicho. Brunet jeszcze chwilę milczał, a potem pocałował ją w skroń i wstał zsadzając dziewczynę ze swoich kolan. Podszedł do ekspresu, który już od kilku minut sygnalizował gotową kawę, wypił gorzki, rozbudzający napój i sprzedał dziewczynie tak smakujący pocałunek, na który skrzywiła się, wywołując lekkie rozbawienie bruneta.
- Musisz nauczyć się pić kawę.
- W życiu.
- Nawet jeżeli będę cię co rano całować po kawie?
- To chyba przestaniesz mnie widywać rano. Nie możesz zacząć pić porannej gorącej czekolady? Ma podobny kolor.
- Wiesz, obecnie gorąca czekolada kojarzy mi się z jednym i nie ma powodu, dla którego miałbym o tym myśleć, gdy cię zostawiam idąc do pracy, bo chyba musiałbym cię zatrudnić i zacząć wykorzystywać w pracy.
- Możesz mnie zatrudnić. Będę ci przynosiła gorącą czekoladę. - Dziewczyna uśmiechnęła się niewinnie.
- I siebie. Mam fajne biurko. - Chłopak oblizał wargi, z uśmiechem pokręcił głową i jeszcze raz musnął jej usta zanim zdążyła się uchylić. - Na razie, mała. - Mruknął, a zaraz potem zniknął na korytarzu. Dopiero jakiś czas po jego wyjściu do kuchni wrócił Niall, nadal z wyrazem konsternacji na twarzy.
- Na serio cię ugryzł?
- Tak wyszło.
- Tak wyszło? Niby jak?
- Ni, jesteś dla mnie jak brat, więc nie będę ci tego opowiadać... - Mruknęła czując jak na jej policzki wpływa lekki rumieniec. - Chcesz jajecznicę na śniadanie?
- Zmieniasz temat.
- Tak. To chcesz czy będziemy tu tak na głodno siedzieć?
- Chcę. - Mruknął patrząc na nią nieufnie, ale gdy po kilkunastu minutach zapchał się jajecznicą, jego nastrój znacząco się poprawił. Zaproponował nawet dziewczynie wyjazd na zakupy, bo ich zapas nutelli właśnie się kończył, a Ivy odkryła ze zdziwieniem, że mają do dyspozycji jakieś inne auto, poza tym, które należało do Zayna. Niall tłumaczył jej, że długo stało w warsztacie i dopiero niedawno je odebrali, więc niezależnie od bruneta mogli podjechać do centrum. Korzystając z tego, że nic ich nie goniło do domu wybrali się do kina mieszczącego się w centrum handlowym i chociaż jakiś czas kłócili się czy lepiej pójść na komedię czy film fantasy, trafili ostatecznie na film dla dzieci i oboje byli z tego faktu nadmiernie zadowoleni. Wróciła uśmiechnięta i w progu salonu wpadła na bruneta, który zdążył wrócić z pracy. Siedział z nią w kuchni, gdy zaczęła przygotowywać obiad, ale nie odzywał się za dużo, raczej przyglądając się dziewczynie, a gdy dołączył do nich Niall, wyparował i nie widziała go do momentu jedzenia, a po późnym obiedzie znowu zniknął, prosząc Liama o pomoc. Gdy razem z Niallem skończyli oglądać maraton kreskówkowy i zwlekła się na górę ziewając, z ręką na klamce zatrzymała się pod drzwiami słysząc rozmowę bruneta z szatynem, więc niechętnie wycofała się znowu do swojego pokoju. Tam umyła się i położyła się na łóżku z książką i wcale nie chciała przed sobą przyznać, że książka była tylko pretekstem do czekania na chłopaka.
- Już nie chcesz ze mną spać? - Mruknął przytulając się do jej pleców. Znowu znalazł się obok niej bezszelestnie.
- Myślałam, że jesteś zajęty, więc nie chciałam przeszkadzać.
- Trzeba było przyjść. Wiesz, że zawsze masz wstęp do mojego pokoju. Jakbym nie chciał, żebyś tam wchodziła to bym go zamknął. Ale teraz to może lepiej, bo trochę tam porozrzucałem...
- Coś się stało?
- Nie, po prostu... szukałem rzeczy i tak jakoś wyszło...
Ivy obróciła się na plecy i zobaczyła jak brunet ściąga z siebie koszulkę i spodnie, i zaraz potem położył się obok niej, przyciągając dziewczynę do swojego ciała. Tak, takie zasypianie zdecydowanie jej odpowiadało. Rytm wybijany przez jego serce był chyba najlepszą kołysanką, jaką mogła sobie wyobrazić...

Poczuła delikatne muśnięcie na ustach. Jej dłonie znając już tę drogę tak dobrze, podążyły w górę jego ramion, aż na kark. Miała wrażenie, że chłopak uśmiechnął się lekko, ale nie otwierała oczu żeby to sprawdzić. Pochylił się nad nią jeszcze mocniej i oparł swoje czoło o jej. Do nosa Ivy doszedł zapach mydła zmieszanego z perfumami, więc zdziwiona uchyliła lekko powieki spoglądając na bruneta.
- Wstałeś już? - Zachrypiała cicho.
- Tak... Muszę coś załatwić. - Mruknął nie odrywając się od szatynki.
- Wychodzisz? Teraz?
- Tak.
- Na długo? - Jęknęła z żalem w głosie zaciskając mocniej dłonie na karku Zayna, jakby chciała przyciągnąć go bliżej siebie.
- Tylko na chwilę. Śpij mała. Wrócę do ciebie. - Znowu musnął jej usta, ale tym razem trochę mocniej, chociaż, ku jej niezadowoleniu, równie krótko, bo oderwał się od niej zanim oddała pocałunek. Odsunął się tyle, na ile pozwalały mu jej ręce oplecione na jego karku. Na moment zawisł wpatrując się w dziewczynę, a potem delikatnie ściągnął dłonie Ivy i wyprostował się do końca. Usłyszała jeszcze ciche westchnięcie, a po chwili ciszy odgłos kroków rozniósł się po pokoju i cichy trzask zamykanych drzwi obwieścił zniknięcie chłopaka.
Ivy wstała dopiero po dłuższej drzemce i wyjście bruneta potraktowała prawie jak senną wizję. W końcu zebrała się jednak i powoli zeszła do kuchni, gdzie zastała całą trójkę chłopaków. Trochę się zdziwiła, gdy zobaczyła, że nawet Harry zdążył wstać, ale tym razem sama przespała kawałek dnia.
- Co tam? Zayn nie dał ci w nocy spać? - Harry odezwał się jako pierwszy uśmiechając się sugestywnie.
- Nie... dlaczego? To ty zwykle wstajesz jakby ci ktoś przeszkadzał...
- Myślałem... a nic... - Przyglądała mu się chwilę, ale chłopak tylko wzruszył ramionami i sięgnął po kawę, która przed nim stała.
- A gdzie Zayn? - Szatynka wróciła myślami do ostatniej rozmowy z brunetem i zaczęła zastanawiać się czy mógł już wrócić, jeżeli miał wyjść na krótko.
Liam wymienił dziwne spojrzenie z Niallem i z pewnym zdziwieniem zapytał:
- Nie mówił ci? - Dziewczyna pokręciła głową. - Co za tuman... Wyjechał.
- Wyjechał? Myślałam, że tylko na chwilę...
- Miał sprawę w pracy...
- A kiedy wróci?
- Nie wiem, Ivy. Chyba nie tak szybko...

niedziela, 11 czerwca 2017

.40 "analizy"

Liam i Zayn wrócili dopiero późnym popołudniem, dyskutując zawzięcie o czymś i trochę spierając się o to, czy coś jest dobrym pomysłem, czy komuś można zaufać. Zayn wciąż był wyraźnie zły, a Liam usiłował podawać mu jakieś rozsądne argumenty, które nie zawsze były przez bruneta przyjmowane. Ivy słyszała ich tylko przez moment, bo niedługo po przyjściu przenieśli się na górę i tam pozostali przez kilka godzin. Ona siedziała z Niallem w salonie i w jakimś momencie wyrwało jej się westchnięcie lekkiego zawodu, przez to, że Zayn wrócił i nawet nie zajrzał, żeby się przywitać. Blondyn spojrzał na nią i przyciągnął ją bliżej siebie.
- Wolę, żeby wkurzał się przy Liamie niż przy tobie, wiesz... ale przyjdzie do ciebie, przecież nie odpuści... - Nie wiedziała skąd wiedział, co ją frustrowało, ale trafił.
- Wiesz, Ni... to trochę śmieszne, ale ja właściwie nie wiem kim my dla siebie jesteśmy...
- Ty i ja? No wiesz... chyba nie wypierasz się mnie?
- Nie, ty jesteś moim bratem, to już otwarcie ustaliliśmy. - Zaśmiała się z udawanego oburzenia blondyna, ale potem spoważniała i przygryzła wargę. - Nie... chodzi mi o niego. - Powiedziała cicho. - To jest trochę... głupie, wiem... ale jak byłam wcześniej w związku to mój były ciągle mówił, że jestem jego dziewczyną i tak dalej... wiem na czym stałam... a z Zaynem... nie wiem jak to powiedzieć... mieszkam tu i w ogóle, ale nie wiem czy... dobra... to głupie, niepotrzebnie zaczynałam... - Skończyła zrezygnowana, a blondyn milczał przyglądając się dziewczynie.
- Chyba wiem, o co ci chodzi... On ci chyba tego nie powie...Ale pamiętaj, że już pierwszego dnia komuś dostało się tylko dlatego, że się na ciebie patrzył. Nie wspominam już o Harrym, któremu dostało się nie raz. Chyba... nie powinnaś oczekiwać od niego wyznań... on po prostu... raczej ci nic nie powie... zwykle tak jest, że Zayn ustali sobie coś w głowie i uważa to za stan rzeczy, nie tłumaczy nic nikomu... patrz bardziej na to, co robi... nie zmieniam zdania, że boję się o ciebie, ale też jeżeli ktoś miałby prawo korzystać z tytułu „dziewczyna Zayna” to wierz mi, że tylko ty... jakbyś czegokolwiek chciała, to on ci to zaraz załatwi...
- Chciałam pracę... - Mruknęła, chociaż wcześniejsze słowa blondyna trafiały w jej problem.
- Widzisz... tak to jest z kobietami... chcą zawsze tego jednego, czego facet nie chce albo nie może im dać... - Westchnął uśmiechając się do dziewczyny. - Nie mogłaś go poprosić o diamenty, auto albo markową torebkę?
- Nie, po co?
- Nie wiem... ale dziewczyny chyba lubią takie rzeczy. - Ivy wzruszyła ramionami.
- Myślisz, że spędzi cały wieczór gadając z Liamem o pracy? - Właśnie to był dla niej, między innymi, problem, nie czuła się wystarczająco pewnie, żeby po prostu pójść i wpakować się Zaynowi do pokoju, bo mógł załatwiać jakieś ważne sprawy, a ona nie czuła posiadania statusu kogoś na tyle ważnego, żeby mu przeszkadzać.
- Nie wiem... możesz pójść zobaczyć... - Szatynka wstała, przeciągnęła się i skierowała swoje kroki na górę i stwierdziła, że znowu towarzyszy jej to podejrzane uczucie, jakby coś ją martwiło albo niepokoiło. Nie wiedziała z czego dokładnie wynika, ale chyba męczyło ją już od rana. Stanęła przed drzwiami pokoju bruneta i stwierdziła, że zalega tam cisza, więc pchnęła drzwi i zobaczyła, że Zayn jest w środku i siedzi przy biurku wpatrując się w komputer, a o biurko oparty jest Liam, który pierwszy zauważył dziewczynę.
- Cześć Ivy. - Mruknął nieco zmęczonym głosem, na co w jej stronę odwrócił się również brunet.
- Heej... ymm... - Była trochę speszona, że im przerwała, bo brunet nie wyglądał na zachwyconego jej widokiem i dlatego nie chciała mówić, że przyszła tylko zobaczyć Zayna, więc zapytała: - Nie chciałam wam przeszkadzać, ale... nie chcecie czegoś zjeść? - Jej głos brzmiał jakby była przestraszona, przynajmniej takie wrażenie sama odniosła, gdy usłyszała słowa wypływające z jej ust.
- Na razie nie, ale dzięki za propozycję. - Powiedział Liam po krótkiej chwili. Dziewczyna tylko pokiwała głową i ulotniła się z pomieszczenia poświęcając jeszcze jedno krótkie spojrzenie Zaynowi. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, więc jeszcze na jakiś czas wróciła do Nialla, a potem poszła do pokoju, który zajmowała, zanim przeniosła się do Zayna i tam w końcu zasnęła.
Rano wstała jakby jeszcze trochę bardziej sfrustrowana, znowu budząc się sama i mając poczucie, że Zayn do niej nie przyszedł. Wczoraj poświęcił jej ledwo jedno niezadowolone spojrzenie i nie przyszedł do niej spać... Przez umysł Ivy przemknęło niedobre uczucie, że może brunet uważa, że to przez nią i to że wyjechali ten człowiek przyszedł jak go nie było... Wiedziała, że nie jest to do końca przemyślany powód, ale jakoś nie mogła wyzbyć się poczucia, że Zayn ma coś do niej... W końcu nawet gdy był zły na cały świat to z nią spał. Prawdopodobnie za bardzo analizowała jego zachowanie, ale po weekendzie, gdy miała go cały czas koło siebie, teraz tym bardziej brakowało jej chłopaka obok. Zmarnowana po porannych przemyśleniach zwlokła się na dół. Próbowała nie dawać po sobie poznać, że coś ją męczy, ale było to trudne. Zayna nie było, ale tym razem pojechał do pracy sam, więc spotkała w salonie szatyna z laptopem na kolanach rozłożonego na kanapie i Nialla w kuchni, który czekał już na nią z produktami na naleśniki i szerokim uśmiechem. Normalnie jego nastrój był zaraźliwy, ale tym razem musiała się trochę zmuszać do słuchania go. Zayn natrętnie wracał do jej głowy i w końcu chyba wypisało się jej to na czole, bo w jakimś momencie Niall zamilkł, a gdy spojrzała na niego po chwili ciszy, zapytał:
- Co się dzieje? Naleśniki z nutellą to szczęście. - Szatynka westchnęła i mruknęła:
- Wiem, Ni... mam chyba za mało nutelli na naleśnikach...
- Przyniosę kolejny słoik, ale powiedz mi co się dzieje?
- Nie chcesz tego słuchać, bo to głupie...
- Wierz mi, że chcę. No, dawaj.
- Ale to jest naprawdę głupie.
- Mów.
- No bo chodzi o Zayna...
- Tak myślałem.
- Mogę dalej nie mówić?
- Mów.
- No bo...
- Ivy, no powiedz, nieważne jak głupie by to nie było.
- Dobra... chyba ubzdurałam sobie, że Zayn jest na mnie zły, czy coś...
- No, to głupie... Jest większa szansa, że byłby wściekły na naszą trójkę i całą populację na kuli ziemskiej, niż na ciebie.
- Ale...
- Nie no, Ivy naprawdę... wierz mi.
- W co ma ci wierzyć? - W drzwiach kuchni pojawił się Liam.
- W nic.
- Ona myśli, że Zayn jest na nią zły. - Powiedzieli równocześnie. Liam spojrzał na nich lekko zaskoczony, a potem powiedział:
- Zayn? Na ciebie? Nie. Na cały świat, ale nie na ciebie.
- Widzisz, mówiłem.
- A dlaczego tak myślisz?
- Nie wiem... wczoraj się nie odzywał, a ja jestem dziewczyną i mój mózg robi różne takie dziwne analizy...
- A wiesz... jest zdenerwowany, bo chyba będziemy mieć dzisiaj spotkanie tu w domu w sprawie interesów, a Zayn nadal nie jest przekonany do tych ludzi, więc... będzie jeszcze dzisiaj cały dzień chodził taki... ale nie martw się... jeżeli spotkanie wyjdzie to nawiążemy współpracę i Zayn się uspokoi trochę, a jeżeli nie wyjdzie to nie nawiążemy i Zayn już nie będzie się z nimi kontaktować, więc prawdopodobnie też się uspokoi.
- Czyli to znowu praca?
- Zdecydowanie. - Liam uśmiechnął się do dziewczyny. - Wczoraj dość długo gadaliśmy i nie wiem, czy Zayn w ogóle poszedł spać, a jeśli tak to na krótko, bo wychodził dosyć wcześnie. Także może być dodatkowo bardziej zrzędliwy, bo niewyspany. - Ivy trochę się uspokoiła, bo już wiedziała dlaczego Zayna z nią nie było, chociaż to dziwne uczucie jej nie opuściło, bo była świadoma, że Zayn, gdy wróci nadal będzie w złym nastroju. A brunet w złym nastroju jakoś dziwnie sprawiał, że dziewczyna czuła się jakby mniejsza i bardziej przestraszona. Trochę z tym założeniem chodziła po domu do przyjścia Zayna, a gdy posępny brunet wkroczył do domu rzuciła mu kilka niepewnych spojrzeń, aż stwierdzając, że w niczym nikomu nie pomoże, trochę w ramach ucieczki wymknęła się do swojego pokoju. Będąc na górze chciała już odruchowo skierować się do pokoju chłopaka, ale potem zawróciła, bo pomyślała, że gdyby czegoś przed tym swoim spotkaniem potrzebował, to będzie tam przychodził, a wolała dać mu święty spokój. Przez chwilę próbowała zająć się czytaniem jednej z pozostawionych tam książek, ale ostatecznie zrezygnowała, wzięła długą kąpiel i położyła się spać, chociaż za nic nie mogła zasnąć. Kręciła się jakiś czas, żeby wreszcie zwinąć się na boku, ale leżała tylko z zamkniętymi oczami i słuchała szumów i przytłumionych głosów co jakiś czas dochodzących zza drzwi.
  - Hej, mała, śpisz? - Poczuła ciepły oddech chłopaka na uchu. Nie wiedziała nawet jak udało mu się bezszelestnie zjawić w jej pokoju. Jedną rękę oparł koło jej głowy, a drugą położył na jej biodrze. Nie odpowiedziała nic tylko otwarła oczy i przekręciła głowę w jego stronę. - Pomóc ci? - Mówiąc to podwinął koszulkę, w której spała, odsłaniając biodro i delikatnie zaczepił palcami o jej majtki. Gdy zaczął ciągnąć materiał w dół, dziewczyna mruknęła i podwinęła pod siebie nogi. - Zaufaj mi, mała. Daj mi to zrobić. - Oderwał dłoń od jej biodra i chwycił po kolei każdą kostkę i wyprostował jej nogi. Potem wrócił do przerwanej czynności i pozbył się przeszkadzającego mu materiału. Pociągną Ivy za kolano tak, że zmusił dziewczynę do przewrócenia się na plecy. Powoli przesuwając palcami po wnętrzu jej uda dotarł do czułego miejsca i zaczął kreślić drobne kółka na wrażliwej skórze. Jego działania spotkały się z dreszczem, który przeszedł przez jej ciało i cichym westchnieniem.
- Zayn, to chyba nie...
- Ivy, proszę cię. - Jego szept jej przerwał, gdy nachylił głowę nad nią, a potem schował twarz w zgięciu jej szyi. Drażnił jej skórę mokrymi pocałunkami, dopóki ruch jego palców pomiędzy jej nogami mocno nie przyspieszył oddechu dziewczyny. Chłopak patrzył chwilę na szatynkę, która przymknęła oczy i zacisnęła drobne dłonie na prześcieradle. Przeniósł się z pocałunkami na jej usta, tak, że tłumił jej jęki całując ją. - Shhhh... cichutko... no mała, wiem, że jesteś blisko.
- Zayn, jak chcesz... jak... chcesz, żeby było... cicho to zakryj mi usta... błagam cię... - Mówiła łamiącym się głosem, czując, że brunet ma rację. Chłopak zasłonił jej usta dłonią i mocniej przycisnął palec i bardzo szybko poczuł, jak mięśnie dziewczyny mocno się napinają, a ona prawie załkała w jego dłoń. Jego dłonie przesunęły się na jej brzuch delikatnie błądząc po jej skórze, gdy rozluźniona opadła na łóżko i przez chwilę tylko łapała powietrze.
- Zostaniesz ze mną? - Zapytała szeptem łapiąc jego dłoń.
- Nie, nie mogę. Muszę wrócić na dół. - Pochylił się, żeby ją pocałować, ale w rezultacie lekko jęknął w jej szyję.
- Jesteś pewny, że chcesz tak wracać na dół? - Zapytała dziewczyna, gdy poczuła twardy dowód podniecenia chłopaka na swoim biodrze i usłyszała jego jęk.
- Kurwa, Ivy. Chcesz, żebym cię tu teraz wziął? - Zapytał brunet z lekką desperacją w głosie. - Oni są na dole...
- Lepiej tam niż tutaj. Chodź. - Dziewczyna zaplotła mu ręce na karku, przyciągając go do siebie.
- Ale nie tu. Nie chcę, żeby nas słyszeli. Chcę być jedynym, który może słuchać jak jęczysz. Trzymaj się. - Wsunął dłonie pod jej plecy i wstał, przyciskając ją do swojego torsu. Wszedł z dziewczyną na rękach do łazienki i nogą zamknął drzwi. Podszedł do szafki i posadził ją na blacie. Ivy rozsunęła nogi tak, że chłopak mógł stanąć pomiędzy nimi. Trochę sennymi ruchami rozpięła jego pasek i zamek spodni. Brunet pozwolił im opaść i zsunął swoje bokserki, tak, że też opadły. Chwycił Ivy za biodra i powoli wsunął się w dziewczynę, na co zatrzepotała rzęsami i przygryzła mocno wargę, żeby nie jęknąć. Gdy zaczął się w niej poruszać, przez moment nie wiedziała co zrobić z rękami, aż w końcu chwyciła się krawędzi blatu
- Mała... nie zagryzaj tak mocno wargi. - Dziewczyna otworzyła oczy, żeby rzucić mu zdesperowane spojrzenie. Chłopak oderwał jedną dłoń od jej biodra i pociągnął jej dolną wargę, tak że szatynka wypuściła ją spomiędzy zębów i cichy jęk wydostał się z jej ust. Ivy szybko oparła głowę na jego ramieniu, dzięki czemu jego skóra przytłumiła jej jęki. Ręce też przeniosła na jego kark, przyciągając chłopaka bliżej, co trochę utrudniło mu ruchy, więc złapał dziewczynę, podniósł i obrócił się tak, żeby oprzeć ją o ścianę. Ivy wzdrygnęła się lekko w reakcji na chłód kafelek, do których zostały przyparte jej spocone plecy. Chcąc, żeby jeszcze raz doszła, brunet poprawił uchwyt i jedną rękę wysunął spod jej uda i wsunął pomiędzy ich ciała. Gdy poczuła jego palce z jej ust wydostał się jęk, więc jedną z dłoni nieprzytomnie zsunęła z karku chłopaka i przytknęła do swoich ust, żeby przygryźć jedną z kostek wskazującego palca. Zayn spojrzał na dziewczynę i pomyślał, że w tej chwili wygląda o wiele bardziej seksownie niż wszystkie dziewczyny, z którymi był. Z głową skierowaną lekko do góry, włosami w kompletnym nieładzie, przymkniętymi oczami i z rozchylonymi ustami, które w części przysłonięte były jej dłonią wyglądała, jakby otaczała ją jakaś dziwna aura. Przypomniał sobie jeden z tandetnych tekstów Harry'ego, który od czasu do czasu pytał dziewczyn, czy bolało, gdy spadły z nieba, ale Ivy naprawdę mogła być jego aniołem, który z jakichś niewyjaśnionych przyczyn spadł z nieba i zgodził się na seks w jego łazience. Dziwne, ale prawdziwe. Zayn zwiększył tempo i po chwili sam oparł czoło o zimną ścianę nad ramieniem dziewczyny i przygryzł skórę nad jej obojczykiem, na co jęknęła cicho. Oboje czuli zbliżający się finał. Dzięki jego sprawnym palcom najpierw doszła ona, ale gdy tylko jej mięśnie zacisnęły się wokół niego, chłopak znieruchomiał i mimowolnie jeszcze mocniej wbił zęby w jej delikatną skórę, niemal ją rozrywając. Chwilę łapali oddechy, próbując je trochę wyrównać. Zayn wypuścił jej skórę spomiędzy zębów i dopiero wtedy Ivy poczuła ból, przez co skrzywiła się lekko. Brunet pocałował ją lekko w szyję i wysunął się z niej stawiając dziewczynę na ziemi, żeby założyć ubrania, ale gdy tylko jej bose stopy spotkały się z zimną posadzką dziewczyna zachwiała się i musiała złapać się brzeg blatu obok, żeby zachować równowagę. Zdając sobie sprawę, że za wcześnie postawił ją na jej własnych nogach, Zayn sprawnie wziął Ivy na ręce i zaniósł ją z powrotem do łóżka.
- Na pewno ze mną nie zostaniesz? - Zapytała szeptem lekko ziewając i cały czas trzymając bruneta za kark. Chłopak pocałował ją delikatnie w usta i pokręcił głową.
- Śpij, mała. - Ściągnął jej dłonie ze swojego karku i nakrył ją kołdrą. Przez moment jeszcze przyglądał się dziewczynie, która próbowała zwalczyć opadające powieki, ale w końcu pozwoliła ciemności otoczyć swój umysł. Zayn w końcu oderwał od niej wzrok i skierował się do wyjścia. Wyjął klucz z drzwi od wewnętrznej strony i zamknął pokój od zewnątrz, a klucz schował.
- Zayn, wszystko w porządku? - Usłyszał głos Liama. Przeszedł kilka kroków, aż stanął na szczycie schodów i tam spotkał chłopaka. - Trochę cię nie było, a oni zdążyli już przyjść. Siedzą w salonie. Byłeś u Ivy?
- Tak. Chciałem... chciałem sprawdzić czy śpi. Cały dzień była jakaś taka... niespokojna, nie chciałbym, żeby zeszła na dół, dopóki oni tu są. - Odpowiedział cicho brunet, westchnął ciężko, przebiegł palcami po włosach i bez przekonania skierował się za Liamem na dół.

środa, 7 czerwca 2017

.39 "nie wiem co myśleć..."

- Kurwa, powiecie mi co on robił w moim pieprzonym domu? - Cała trójka milczała, wymieniając tylko między sobą krótkie spojrzenia, co chyba tylko bardziej wkurzyło bruneta. - Skąd znał adres? I dlaczego zjawił się, gdy mnie tu nie było? … Liam, kurwa, powiedz mi coś!
- Zayn... - Liam zaczął ostrożnie. - … opowiem ci wszystko, tylko uspokój się... stresujesz Ivy... - Rzucił okiem na milczącą dziewczynę. - Możemy pogadać u ciebie?
- Uspokój się? Kurwa, Liam... Wiesz kto to, a wy wpuściliście tego skurwiela do mojego domu! Zna ten adres! Świetnie, kurwa, po prostu cudownie... - Chłopak przetarł dłonią twarz. Ivy spojrzała na niego i pomyślała, że musiał być zmęczony i niewyspany i może dlatego miał aż tak zły nastrój.
Brunet posłał wkurzone spojrzenie po kolei wszystkim, już chyba nie spodziewając się, że dostanie jakąś sensowną odpowiedź i ignorując słowa Liama. Zatrzymał swój wzrok na stojącej przy nim, nieco zdezorientowanej Ivy, która nie znała wagi problemu, ponieważ nie miała pojęcia kim był mężczyzna i dlaczego Zayn tak nerwowo zareagował. Dziewczynie wydało się, że coś w jego oczach jakby się zmieniło. Zanim się zorientowała poczuła mocny, bolesny uścisk na nadgarstku i nagłe szarpnięcie. Musiała pobiec, żeby nadążyć za chłopakiem, który pociągnął ją na schody przepychając się pomiędzy Niallem a Harrym. Nikt nic nie powiedział, chyba nie zamierzając narażać się już i tak wściekłemu brunetowi. Gdy doszli do pokoju Zayna, wepchnął tam Ivy i trzasnął głośno drzwiami. Dziewczyna stała niedaleko przestraszona już trochę jego gwałtownym zachowaniem, szeroko otwartymi oczami obserwując ruchy chłopaka. Jej serce jeszcze bardziej przyspieszyło gdy usłyszała szczęk klucza w zamku. Brunet odwrócił się przodem do niej i zmierzył ją spojrzeniem, w którym wciąż buzowała złość. Zbliżył się gwałtownie do dziewczyny, która poczuła potrzebę zwiększenia dystansu, ale nie zdążyła. Najpierw złapał ją w pasie, przynajmniej tak jej się wydawało, ale zaraz uświadomiła sobie, że złapał właściwie nie ją, a materiał jej koszulki. Zorientowała się, gdy zdecydowanym ruchem pociągnął ubranie do góry, z łatwością pozbawiając jej okrycia. Gdy sięgnął do zamka jej spodni, dziewczyna coraz bardziej przestraszona i zdezorientowana jego zachowaniem odskoczyła od niego, co jednak dało jej zaledwie kilka sekund oddalenia od bruneta. Chłopak władczym ruchem złapał jej ramiona i wykręcił ręce szatynki do tyłu, gdzie przytrzymał je jedną dłonią. Na jej próbę wyszarpnięcia się brunet zareagował tylko i wyłącznie wzmocnieniem chwytu i to dało znać dziewczynie, że chyba ma kłopoty, bo Zayn był naprawdę zły. Nie chcąc zacząć płakać, Ivy przymknęła oczy, gdy poczuła jak jego ręka z powrotem znalazła się na zamku jej spodni. Teraz, gdy przestała stawiać opór, nie miał już większych problemów z pozbawieniem jej pozostałych ubrań. Przestała się szamotać, ale w tym momencie nie umiała już powstrzymać łez spływających po jej policzkach. Poczuła się jakby z powrotem była z nim. Pomimo, że ten sam chłopak, który był przy niej, sprawił zaledwie ostatniej nocy, że wyrzuciła z głowy obraz jej nieszczęśliwego związku, w tym momencie oddał jej te wspomnienia z powrotem. A to było jedyne przed czym uciekała. Zastanawiała się dlaczego los płata jej takie figle. Przecież już przez to przeszła i wydawało jej się, że brunet nie może wywołać u niej skojarzeń z jej byłym. Przecież on nie był taki... przecież ledwo zaufała mu całkowicie...
- Zayn... - Wychrypiała cichutko, próbując sobie wmówić, że może uda jej się jakoś go przekonać. Chłopak jednak nie dał jej skończyć. Pociągnął ją w stronę swojego łóżka i pchnął jednym silny ruchem, tak że wylądowała na miękkiej, zimnej pościeli. Zacisnęła nogi gwałtownym ruchem. Przeżyła to już tyle razy, ale za każdym razem i tak bała się na nowo tak samo i właśnie w tym momencie te wszystkie uczucia do niej wróciły. On zmuszał ją do spania ze sobą tyle cholernych razy, ale ciągle nie udawało się jej pozostać obojętną na to, co z nią robił. Odważyła się w końcu spojrzeć na bruneta, którego spodziewała się zobaczyć przynajmniej w połowie rozebranego. Chłopak jednak nadal stał nad nią, ale był cały czas w ciemnych jeansach i koszulce. Przez krótki moment patrzył na jej zapłakaną twarz.
- Połóż się. - Mruknął w końcu siadając obok niej na łóżku.
- Zayn.... proszę cię... ja nie... - Zaczęła się jąkać podejmując jeszcze jedną próbę pertraktacji.
- Ivy... kurwa, kładź się. - Przerwał jej głos nie znoszący sprzeciwu. Kolejna łza powędrowała po jej zaróżowionym policzku, ale posłusznie wsunęła się pod kołdrę, odwracając się do niego plecami, żeby otrzeć wilgotne policzki o poduszkę. Zaraz po tym poczuła jak łóżko ugina się i po chwili ręce bruneta owinęły się wokół jej nagiego ciała. Przyciągnął ją tak blisko jak tylko się dało. Znowu przeraziło ją, gdy poczuła jak rozsuwa jej uda, ciągnąc ją za kolano, ale wykorzystał to tylko, żeby wsunąć swoją nogę pomiędzy jej i zostawił jej kolano w spokoju. Później jego dłoń powędrowała wyżej, gdzie odgarnęła włosy z szyi dziewczyny i wróciła na jej talię, mocno wbijając się w jej skórę i przyciskając szatynkę do ciała chłopaka. Na skórze barku poczuła ciepły, łaskoczący oddech. Zayn wtulił twarz w zagłębienie jej szyi i zamarł zaciągając się zapachem skóry dziewczyny.
- Zayn?... - Mruknęła po chwili ciszy. Czuła się zagubiona i zdezorientowana jego zachowaniem.
- Nic nie mów, bo zrobię ci coś czego będę potem żałował. - Szepnął, a jego palce wbiły się jeszcze boleśniej w skórę dziewczyny, ale bez słowa pozwoliła mu wyładować na sobie frustrację i złość.

Rano obudziła się sama. Była nadal sfrustrowana zachowaniem bruneta i liczyła, że jakoś jej to wyjaśni, gdy już się uspokoi, ale zniknął. W domu zalegała cisza i dopiero, gdy zebrała się i zeszła do kuchni zastała w niej Nialla, który jakby czekał na nią z posępną miną. Już otwierała usta, żeby zapytać chłopaka co się stało, gdy wymamrotał:
- Przykro mi...
- Dlaczego?
- Zayn. - Mruknął cicho, jakby to jedno słowo miało być wyjaśnieniem. Ivy spojrzała na blondyna z niezrozumieniem i przez moment w jej głowie zapanowała panika.
Stało mu się coś?
- Co z nim?
- Jesteś dla mnie jak siostra, naprawdę... Po prostu... przykro mi, że to na ciebie trafiło. Że ty na niego trafiłaś...
- Niall... Ty też jesteś dla mnie jak brat... ale czy mógłbyś mówić jaśniej... bo nie mam pojęcia o czym mówisz. - Chłopak westchnął i spojrzał na szatynkę smutnym wzrokiem.
- Chodzi mi o to, że Zayn jak się wkurzy traci nad sobą panowanie. Na pewno to zauważyłaś... - Prychnął, uśmiechając się ironicznie. - Chyba wolałem jak siedziały tu jakieś dziwki na jego zawołanie. Miały tu nawet jeden z pokoi dla siebie... - Ivy patrzyła na coraz bardziej złego chłopaka nie do końca wiedząc do czego zmierza, jednak stwierdzając, że nie może to dotyczyć jakiegoś zagrożenia dla bruneta, uspokoiła się. Po chwili ciszy w jego oczach ponownie pojawił się smutek. - Boję się, że cię skrzywdzi. Że wkurzony coś ci zrobi, bo akurat tego będzie mu potrzeba, żeby się uspokoić. Nie zrozum mnie źle, nie jestem w żadnym stopniu za biciem kobiet, ale... po prostu... do widoku tamtych dziewczyn z jakimś siniakiem już się przyzwyczaiłem, a jak na twojej bladej skórze coś takiego się pojawi... to...
- Nie martw się... Przecież nic mi nie zrobił. - Mruknęła cicho.
- Jeszcze.
- Dlaczego on tak...?
- ... odreagowuje? - Dziewczyna skinęła głową. - Nie wiem. Po prostu tak ma... Od kiedy go znam taki był. Wiesz... niektórzy negatywne emocje odreagowują na siłowni, paląc, pijąc, niektórzy nie odreagowują i zamykają się w sobie... a Zayn... w
iesz... wtedy po imprezie... jak widziałem go takiego wkurzonego, myślałem, że po prostu wróci do klubu i tam znajdzie jakąś dziewczynę do przelecenia, ale złapał ciebie... miałem nadzieję, że to tylko jednorazowo, ale po tym co było ostatnio... Ivy... on będzie tak robił dalej... proszę cię... jak zobaczysz, że coś go denerwuje to znikaj. Jak cię kiedyś uderzy to naprawdę nie wiem co zrobię... - To było takie miłe ze strony blondyna, że tak się nią przejmował. Ivy podeszła do niego, wpakowała się mu na kolana, zarzuciła mu ręce na szyję i mocno przytuliła. Jednocześnie była trochę zaniepokojona tym, co powiedział. Wiadomość o tym, że brunet normalnie wyładowywał się na dziwkach i to jeszcze w brutalny sposób nie była zbyt pozytywną informacją, bo niestety bliźniaczo przypominała jej byłego, tylko, że chociaż chłopak był gwałtowny, to ostatecznie nic jej nie zrobił, co w tym wszystkim uspokoiło dziewczynę. Wiedziała, że starał się dla niej i nie chciał jej nic zrobić, mimo że był wkurzony. Jakoś trudno było przyjąć jej do wiadomości, że mógłby ją czy jakąkolwiek inną dziewczynę uderzyć. Był cholerykiem, bywał gwałtowny, ale nie uderzyłby jej. Ivy przypomniała sobie noc tamtej imprezy i zachowanie Zayna po bijatyce. Wtedy też chciał się do niej dobrać, ale ostatecznie udało jej się go odwieść od zamierzenia przelecenia jej w ciemnej alejce i chyba wczoraj też jakoś Zayn zrezygnował z planu wyładowania na niej swojej złości. „Działasz jak jakaś pieprzona kocimiętka...”. Ivy uśmiechnęła się lekko przypominając sobie słowa bruneta i cmoknęła Nialla w policzek.
- Może chcesz na śniadanie naleśniki z nutellą?
- Gdyby nie to, że jesteś moją siostrą to powiedziałbym: „Wyjdziesz za mnie?” - Siedzieli przytuleni do siebie jeszcze chwilę, zanim dziewczyna zeszła z kolan blondyna i zaczęła szukać produktów na naleśniki.
- Ni, kto był tu wczoraj?
- Chodzi ci o... ymmmm... to jakieś sprawy Zayna. Chyba miał z nim jakieś interesy czy coś... Zayn ogólnie nie przepada za tym, żeby ludzie związani z pracą przyłazili mu do domu... Nie wiem, musiałabyś zapytać jego, żeby powiedział ci dokładnie kim był ten koleś. Nie wiem, czy nie będzie się z nim spotykał dzisiaj czy jakoś niedługo w firmie, ale nie jestem tego pewien. Rano nadal był trochę zły, ale wziął Liama i pojechali razem, więc być może będą coś załatwiać... - Szatynka skinęła głową, uznając wyjaśnienia za niedokładne, ale logiczne, bo już wiedziała, że praca jest najczęstszym źródłem złego nastroju bruneta. Ostatnio nie miał problemów w pracy, więc najwyraźniej przyszedł czas, żeby coś znowu go tam zdenerwowało.